25. album legendy. Legendarna grupa Rolling Stones wydała w piątek „Foreign Tounges”, dwudziesty piąty brytyjski album studyjny. Krytycy przyjęli produkcję ciepło. Ulica Carnaby tonie w słońcu. Z oficjalnego sklepu „Stonesów” dobiegają dźwięki muzyki Micka, Keitha i spółki.– To coś niesamowitego kupić ten album w 2026 roku. W życiu bym się nie spodziewał, że wydadzą ten album. Mick Jagger też zresztą przewidywał, że poprzedni będzie już ostatni – mówi w rozmowie z Polską Agencją Prasową pan Llewyn z wyspy Jersey, z dumą trzymając w ręce limitowane wydanie „Foreign Tounges” na czarnej płycie. – To był ukochany zespół mojego taty. I mój też! - dodaje.„Swinging London”To dobre miejsce na kupno najnowszej piątej płyty Stonesów. Bo jeśli „Swinging London” rozkołysany Londyn, którego mieszkańcami byli Stonesi, miał swoją główną ulicę, to była nim właśnie Carnaby w zachodnim Soho: pełna muzyki, butików, znanych aktorów, artystów i muzyków.Czytaj także: „Świata jest za dużo”. Olga Tokarczuk zaprezentowała nową książkę„Dla wielu była to centralna oś najbardziej ekscytującego miasta świata” – notował w swojej książce „White Heat” brytyjski historyk Dominic Sandbrook. W 1966 r., po wizycie na Carnaby, dziennikarka amerykańśkiego tygodnika „Time” ukuła – w zamierzeniu nieco ironiczny – termin „Swinging London”.W piątkowy poranek, w sześć dekad później, Stonesi znów zdominowali Carnaby.„Foreign Tounges” to studyjny album numer 25 w brytyjskiej dyskografii grupy, wydany trzy lata po poprzedniku „Hackney Diamonds” (co jak na grupę nie jest złym wynikiem, bo wcześniejszy krążek, „A Bigger Bang” pochodzi z 2005 roku). Dużo gości na płycie „Foreign Tounges”W nagraniu wzięło udział mnóstwo gości. Słychać bas Paula McCartneya, perkusję Chada Smitha z Red Hot Chilli Peppers, klawisze Steve'a Winwooda, a nawet wokal Roberta Smitha z The Cure. Produkcją znów zajął się Andrew Watt, którego specjalnością stałą się ostatnio praca z weteranami: od Boba Dylana, przez Paula McCartneya po Stonesów.Niemal 50 tras koncertowych, ponad 200 mln sprzedanych płyt na całym świecie, majątki liczone w setkach milionów dolarów – Stonesi mają za sobą długą drogę.W Londynie jest parę miejsc, które pozwalają prześledzić tę drogę niemal do samego początku.Jedno z nich nazywa się... Wyspa Pasztecików z Węgorzem. Położona jest na Tamizie, w Twickenham na zachodnich przedmieściach Londynu. To tu znajdował się klub, w którym Stonesi u progu światowej sławy, grali przez niemal pół roku.– Jagger powiedział na koniec ostatniego koncertu: „jedziemy na tournée, jeśli nie wypali, wrócimy do was”. Nigdy tego nie zrobili – śmieje się Pete Watt z Eel Pie Island Museum, pokazując z dumą skarby: zdjęcia i plakaty z występów Micka i spółki, część zestawu perkusyjnego Charliego Wattsa, kopię muralu, na którego tle zespół wykonywał klasyki Chucka Berry'ego czy Muddy'ego Watersa.Wizyta w muzeum doskonale pokazuje, że Stonesi byli częścią wczesnej historii brytyjskiego rock'n rolla, zahaczającej jeszcze o prehistoryczny skiffle, wykonywany na obecnych tu gitarach zrobionych z pudełka po cygarach czy tarce do prania.– Nazwa rock'n roll tak naprawdę wtedy nie funkcjonowała – podkreśla Pete Watt, dodając, że na dobre nazwy, takie jak „beat” czy „rhythm and blues” zaczęły przebijać się do świadomości ludzi w 1962 roku. – To tutaj mnóstwo tej muzyki się zaczęło. Wspaniale jest mieć tę świadomość – dodaje pytany, co czuje słysząc w 2026 kolejny singiel zespołu.Starmer odchodzi, ale nie Stonesi1962 rok, gdy Stonesi grali na żywo po raz pierwszy w słynnym klubie Marquee, to także rok przyjścia na świat... ustępującego wkrótce premiera Królestwa Keira Starmera. W przeciwieństwie do niego, w 2026 roku Stonesi nie mają zamiaru odchodzić.– Z pewnością nie chodzi o pieniądze, bo na sprzedaży płyt po prostu się nie zarabia – mówi Mark Blake, dziennikarz muzyczny piszący m.in. dla magazynu „Mojo”.– Rozmawiałem z wieloma starszymi muzykami, w wieku 60 i 70 lat i paru powiedziało mi w ostatnim czasie „Nie chcę przechodzić na emeryturę, bo słyszę o ludziach, którzy robią to i po sześciu tygodniach umierają” – podkreśla.– Myślę, że jest w tym bardzo silne poczucie, że to jest to, kim jesteś, to cię definiuje. Oczywiście, po części jest to napędzane przez ego, co do tego nie ma wątpliwości. Zapewne mamy też do czynienia z kompleksem Piotrusia Pana, chęcią pozostania wiecznie młodym. Ale myślę też, że napędza ich fakt, że są artystami i wszystko to robili po prostu od zawsze – wylicza Mark Blake.Jeśli wierzyć recenzjom, granie nadal wychodzi Stonesom całkiem nieźle.Krytyk „Timesa” daje płycie komplet pięciu gwiazdek. „Stonesi brzmią dokładnie tak, jak powinni. Nowy perkusista Steve Jordan oddaje hołd niewymuszonemu stylowi Wattsa, a po drodze pojawiają się wirujące organy, country’owe zagrywki pianina, funkowy dzwonek perkusyjny (cowbell) i uderzenia sekcji dętej. Wszystko to składa się na radosny album – czystą frajdę od początku do końca” – ocenia.Krytyk „Guardiana” nazywa płytę triumfem, choć nie daje się ponieść entuzjazmowi do końca. „Foreign Tongues nie dorównuje legendarnej serii albumów, która zaczęła się od »Beggars Banquet« z 1968 roku ani późniejszemu sukcesowi, jakim było »Some Girls«. Ale biorąc pod uwagę ich wiek, to rzecz imponująca, a w połączeniu z »Hackney Diamonds«, spokojnie można uznać ją za najlepszy materiał Stonesów od dekad” – pisze recenzent gazety.„Financial Times” jest z kolei ostrożniejszy. „Niektóre piosenki błyszczą, inne wypadają blado” – stwierdza. Od razu dodaje jednak, że w 2026 czegoś takiego jak nowa płyta Stonesów nie da się słuchać na chłodno. „Lepiej poczuć ducha tego momentu, zawiesić niewiarę” – przekonuje dziennikarz i daje trzy gwiazdki na pięć możliwych.Taką samą ocenę daje „Językom” magazyn „Mojo”. „Spod nadmiaru i hałasu, duch Stonesów przebija się tu bardzo wyraźnie” – czytamy w recenzji.W swojej recenzji Rolling Stone podejmuje temat rock'n rollowego przemijania. „Jagger mówił, że ma nadzieję, iż Stonesi wydadzą jeszcze kolejne płyty. Ale (...) zawsze pozostaje poczucie, że ten album może być ich ostatnim. Oni sami tego nie wiedzą. Gdyby tak się stało, to »Foreign Tongues« jest albumem na miarę ich legendy” – pisze amerykański magazyn.Mark Blake mówi, że nie jest pewien, czy Stonesi wydadzą jeszcze płytę i zwraca uwagę, że po raz pierwszy od wczesnych lat osiemdziesiątych nowemu albumowi nie towarzyszy oficjalna zapowiedź trasy koncertowej (choć w tym tygodniu Jagger sugerował, że może do niej dojść w przyszłym roku).Jednocześnie jednak dziennikarz nie ma wątpliwości, że Stonesi będą w jakimś stopniu aktywni, tak długo, jak pozwoli im na to zdrowie. – To przecież wszystko, co znałeś przez całe swoje dorosłe życie. Jak tu nagle odwrócić się od tego plecami i powiedzieć: „dobra przestajemy”? – pyta retorycznie Blake.