Coś ewidentnie poszło nie tak. „Pani doktor, co się stanie, jak zrobimy 5 implantów i 10 licówek” – to pytanie otwiera instagramową rolkę pewnej stomatolożki. A później wspomniana pani doktor pokazuje m.in. plik banknotów, szampana, ekstremalnie drogi samochód, jacht i rajską plażę, przekonując potencjalnych pacjentów, że korzyści będę obopólne. A wszystko w chwili, gdy cała Polska dyskutuje o zarobkach lekarzy, patologicznych dysproporcjach w ich pensjach, czy sytuacjach „bez wyjścia”, w jakich stawiani są dyrektorzy wielu placówek, którzy „płacą i płaczą”, byle tylko mieć kim obsadzać dyżury, byle cały system nie runął. Współczuję lekarzom, którzy dziś przypominają sobie, czym jest odpowiedzialność zbiorowa. Ale niestety – jeśli środowisko medyków nie oczyści się samo – trudno oczekiwać od nas, pacjentów, że tematy dotyczące lekarskich zarobków, patologii w majestacie prawa, saloników VIP i innych, nie będą nas rozpalać. Zwłaszcza że pacjentami jesteśmy lub będziemy wszyscy. Nic tak nas nie łączy, jak system ochrony zdrowia. Łączy nas NFZ.Satyryk tworzący w sieci pod szyldem „Smutne historie spisane na kacu i tanim papierze” jeszcze w czerwcu na łamach Dziennika Bałtyckiego opublikował rysunek, historyjkę okraszoną tekstem:„Jest tu lekarz?”.„To zależy”.„Od czego? Ona umiera”.„Za ile?” – odpowiedział lekarz z obrazka.Kilka dni temu rysownik napisał: „Ogólnopolski związek zawodowy lekarzy złożył wezwanie do usunięcia tego komiksu (…). W całej mojej karierze nie spotkałem się jeszcze z tak ewidentną próbą cenzury, jaką stosuje OZZL. Notorycznie drwię z polityków, deweloperów, artystów, budowlańców, księży, nauczycieli, a nawet bogu ducha winnych bednarzy, ale żadna z tych grup zawodowych nie okazała się tak pozbawiona zmysłu, czytania nastrojów społecznych i zwykłej pokory wobec żartu! OZZL zamiast uderzyć się w pierś i oczyścić swoje środowisko, walczy z satyrą. System się zmienił, ale standard niestety pozostał ten sam” – napisał w odpowiedzi na wezwanie.Lekarka, stomatolożka, która postanowiła nagrać „zabawną” rolkę na temat kosztów leczenia stomatologicznego w Polsce, swoje nagranie usunęła. Ale ta refleksja powinna przyjść jeszcze zanim w ogóle kliknęła „publikuj”.Czytaj też: Życie w barterze. A ty człowieku płaćTo nie „roszczeniowi”, wkurzeni, zniecierpliwieni, załamani pacjenci, to nie satyrycy, są państwa największym problemem, drodzy lekarze. Największym problemem dla środowiska są ci z was, którzy pewnie już na etapie egzaminu z anatomii zgubili gdzieś swoją empatię, powołanie, troskę o pacjentów, a pustkę po niej wypełnili troską o stan konta.Ale powtórzę to jeszcze raz – dopóki środowisko nie będzie reagować na przejawy patologii, nie tylko tych finansowych, ale i tych dotyczących choćby komunikacji z pacjentami, czy szkodliwej działalności w sieci (ta, obok wspaniałych i edukujących treści medinfluencerów, też niestety się zdarza), dopóty i satyrycy, i komentujący w sieci, jednym słowem my wszyscy pewnie nie przestaniemy opisywać swojej narastającej frustracji związanej z leczeniem w Polsce.Bo czy można jakoś się nie odnieść do tytułów i leadów, jak choćby te:„Lekarz rozliczał ponad 1000 godzin pracy miesięcznie”; „Lekarz z Braniewa zarobił niemal 1,8 mln zł w rok. Prokuratura bada sprawę”; „Rekordzista bierze ponad 84 tys. zł miesięcznie. Ujawniono zarobki lekarzy w miejskich szpitalach”; „Ponad 1,3 miliona złotych – tyle według ustaleń dziennikarzy zarobił w rok anestezjolog z Wadowic. I nie jest jedynym milionerem w placówce”; „Neurochirurdzy mieli dostawać 300 tys. zł dniówki. Trwa śledztwo”…To tylko kilka przykładów z ostatnich dni, bo media zalała fala podobnych historii, swoiste pokłosie afery z lekarzem Dawidem Kacprzykiem, który jako koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym w Warszawie miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w 2025 r. 1,6 mln zł.Czy jakoś można się do nich nie odnieść, skoro pacjent czekający w kolejce do publicznej placówki najczęściej (o ile ma środki) i tak zmuszony jest, by lekarzowi zapłacić kilkaset złotych prywatnie? A potem czyta o setkach tysięcy złotych dniówki…Coś tu ewidentnie poszło nie tak.I jako pacjentka dość już mam bycia dla lekarzy całym złem tego świata. Winną wszystkich ich problemów, także tych, które tak pięknie ściągnęli na siebie sami.Czytaj też: Jak rozwodzą się Polacy, czyli w trójkącie z… teściową