Halucynacje są zaraźliwe. Polityka jest sztuką możliwości. Polityk powinien mieć misję do wykonania i wizję, jak tę misję wykonać. Niestety, we współczesnym świecie do gry wkroczył trzeci element - halucynacja. Są ludzie, którzy widzą białe myszki. Są tacy, którzy widzą UFO. Ale największą popularnością cieszą się ci, którzy codziennie widzą spiski. Jak mawia pewien klasyk: pewni ludzie spotkali się w pewnym miejscu i pewne rzeczy ustalili… I co? I karuzela rusza. Najdziwniejsze jest jednak to, że ci ludzie nie trafiają do lekarza. Oni trafiają do telewizji. Halucynacja polityczna jest dziś najtańszym i najbardziej dostępnym narkotykiem świata. Jest też najbardziej demokratycznym środkiem świadomości. Może dotknąć każdego. Nie trzeba recepty. Nie trzeba dilera. Wystarczy telefon. Po pięciu minutach wiadomo, kto zdradził ojczyznę, kto sprzedał Europę, kto kupił Amerykę, kto steruje światem i dlaczego wszystkiemu winny jest oczywiście ktoś inny. Najważniejsze, żeby nigdy nie był to ten, na którego właśnie głosowaliśmy. To byłoby niezdrowe. Dawniej politycy obiecywali gruszki na wierzbie. Dzisiaj obiecują, że tej wierzby w ogóle nie było. A jeśli się pojawiła, to na pewno podrzucona przez przeciwników. Jeżeli ktoś pokaże zdjęcie wierzby, usłyszymy, że fotografia jest zmanipulowana. Jeżeli pokaże film – że sztuczna inteligencja. Jeżeli pokaże świadka – że świadek jest opłacony. W polityce rzeczywistość ma dziś status podejrzanego. Czytaj też: A jak Asystentka. Czyli kto trzyma spodnie w zębach?„Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę”Nie ma dziś bardziej rozpowszechnionej choroby niż halucynacja polityczna. Nie znajdziecie jej jeszcze w podręcznikach medycyny, ale za to codziennie spotkacie ją w telewizji, internecie i – co najgorsze – przy rodzinnym obiedzie. Objawy są charakterystyczne. Pacjent przestaje widzieć rzeczywistość. Zaczyna widzieć wyłącznie swoją partię. Albo cudzą. Wszystko jedno. Ważne, że świat dzieli się na aniołów i agentów. U jednych nawet spóźnienie pociągu jest dowodem geniuszu przywództwa. U drugich, słoneczna pogoda jest efektem międzynarodowego spisku klimatycznego. Halucynacja polityczna ma niezwykłą właściwość. Nie atakuje rozumu. Ona po prostu wysyła go na bezpłatny urlop. Jeszcze ciekawsze są odmiany tej przypadłości.Pierwsza to halucynacja zwycięstwa choćby podczas wieczoru wyborczego w wyborach prezydenckich. Każda konferencja prasowa kończy się historycznym sukcesem np. weto w sprawach kluczowych dla obronności. Każdy sondaż jest miażdżący, oczywiście dla przeciwników. Każda porażka jest tak naprawdę triumfem, tylko media źle policzyły, bo media to największe zło, rzecz jasna, w zależności od potrzeb.Druga to halucynacja prześladowcza. Wszyscy się uwzięli. Komisje, sądy, gazety, sąsiedzi, ciocia z Kosakowa i pan ochroniarz z supermarketu. Cały świat od rana do wieczora myśli wyłącznie o tym, jak zaszkodzić jednemu politykowi. Człowiek zaczyna współczuć … światu. Świat musi mieć bardzo mało własnych problemów i zajął się działalnością szkodzenia, najpewniej na fakturę + vat.Jest jeszcze halucynacja mikrofonowa. Polega na przekonaniu, że jeśli coś zostało powiedziane głośno, to automatycznie staje się prawdą. Najlepiej trzy razy, choć i są tacy, którzy wierzą, że jak raz coś powiedzą, to powiedzą i już. A jeśli zrobią to z odpowiednią gestykulacją i obowiązkowo z palcem wskazującym, który od lat pełni funkcję przecinka w polskiej debacie publicznej, to pozamiatane po całości. Dodam, że palec może być dowolny i skierowany w dowolnym kierunku. Ale to wszyscy wiedzą. Jeden gest w końcu wart jest więcej niż tysiąc słów.Niestety, halucynacje są zaraźliwe. Najpierw politycy przekonują siebie. Potem swoich rzeczników, chociaż dobry rzecznik nie musi sam być przekonany, a raczej przekonujący, ale to już wyższa szkoła jazdy. Następnie ekspertów. Na końcu wyborców. I nagle okazuje się, że dwie osoby oglądające tę samą debatę widziały dwa różne programy. Jedna twierdzi, że wygrał kandydat A. Druga jest pewna, że kandydat B zmiażdżył przeciwnika. Trzecia oglądała serial, więc zachowała zdrowie psychiczne, a przynajmniej ma taką nadzieję, choć i to nie wyklucza własnego zdania na temat nieobejrzanej debaty.„Ja tu widzę niezły burdel!”Najbardziej fascynuje mnie jednak halucynacja pamięci czy nawet cud niepamięci a w ekstremalnych warunkach politycznej pomroczności jasnej. Polityk z pełnym przekonaniem mówi: „Nigdy czegoś takiego nie powiedziałem”. Po czym internet odpowiada filmem sprzed dwóch lat. Na to polityk: „Ale wtedy sytuacja była inna”. To piękne. W polityce przeszłość jest plasteliną albo slimem (tak bardziej światowo się robi – fluffy, clear, butter, crunchy…do koloru do wyboru). Ugniata się według aktualnych potrzeb. Wczoraj? Nieaktualne. Przedwczoraj? Wyjęte z kontekstu. Pięć lat temu? Deepfake. Dziesięć lat temu? Archeologia.Halucynacja polityczna ma też odmianę międzynarodową. Każdy przywódca jest albo nowym wybawcą świata, albo jego ostatecznym końcem. Nie ma zwykłych ludzi z wielkimi ambicjami. Są tylko mesjasze i złoczyńcy. Taki Marvell dla dorosłych, tylko efekty specjalne finansowane są z podatków. Czasem trafi się znawca futbolu i anuluje czerwoną kartkę. A to wszystko w ramach zbawiania świata. Największym problemem nie jest jednak to, że politycy mają halucynacje. Największym problemem jest to, że my zaczynamy je subskrybować. Klikamy. Udostępniamy. Oburzamy się. Zachwycamy. Kłócimy się z kuzynem. Obrażamy sąsiada. Przestajemy rozmawiać z teściową. A algorytm klaszcze z zachwytu i podsuwa nam kolejną dawkę. Bo współczesna halucynacja polityczna nie potrzebuje lekarza. Potrzebuje zasięgów. Kiedyś polityk odpowiadał za słowa. Dzisiaj odpowiada za zasięgi. To zasadnicza różnica. Bo jeśli coś powie głupiego, ale obejrzy to pięć milionów ludzi, sztab ogłasza sukces komunikacyjny. Jeżeli powie mądrze, lecz nikt nie kliknie – uznaje się to za błąd strategiczny. Nie liczy się już racja. Liczy się oglądalność tej racji, która tworzy narrację.Czytaj też: B jak Bezradne Pokolenie, czyli BETKA międzygeneracyjna„Liga rządzi, liga radzi (…)”Uwielbiam słowo „narracja”. To najpiękniejszy polityczny wynalazek XXI wieku. Kiedyś mówiło się „prawda”. Potem „wersja wydarzeń”. Dzisiaj mamy „narrację”. Narracja brzmi bardziej elegancko. Można nią przykryć wszystko. Od dziury budżetowej po dziurę w pamięci. Politycy cierpią również na szczególną odmianę dalekowzroczności. Widzą zagrożenia oddalone o tysiące kilometrów. Widzą wpływy mocarstw. Widzą agentów. Widzą układy. Widzą ukryte intencje. Natomiast z odległości trzech metrów nie dostrzegają własnych błędów. Kiedyś mówiło się o belce w oku, ale kto by dziś pamiętał, o co z tym drewnem chodziło. Tu mamy do czynienia z jakże poważną wadą wzroku i to finansowaną z budżetu. Media społecznościowe tylko dolewają paliwa. Im większa bzdura, tym większa oglądalność. Kiedyś plotka chodziła piechotą i niekoniecznie szybko. Dzisiaj ma światłowód.Jest jeszcze halucynacja – wyborcza. To bardzo ciekawy stan. Każda strona uważa, że wygrała. Jeżeli przegrała – wygrała moralnie. Jeżeli przegrała moralnie – wygrała frekwencją. Jeżeli przegrała frekwencją – wygrała w internecie. A jeżeli przegrała wszystko......to wybory były nieważne. Proste. Modne stało się również odwoływanie rzeczywistości. Nie podoba się wyrok? Nie uznajemy. Nie podoba się sondaż? Fałszywy. Nie podoba się wynik? Manipulacja. Nie podoba się dziennikarz? Propagandysta. Nie podoba się ekspert? Pseudoekspert. Nie podoba się obywatel? Pewnie ruski bot. Jeszcze chwila, a okaże się, że jedyną prawdziwą osobą w kraju jest autor własnego wpisu. A i tu głowy nie dam. „Tam musi być jakaś cywilizacja!”Polityka coraz bardziej przypomina teatr. Tyle że dawniej aktorzy po spektaklu zdejmowali kostiumy. Dzisiaj kostium został na stałe. Jedni codziennie grają zbawców. Drudzy ofiary. Trzeci reformatów. Czwarci nawet nie wiadomo, kogo grają, ale grają z ogromnym przekonaniem. I tylko sufler z napisem „PR” coraz częściej nie nadąża z podpowiedziami, jeśli w ogóle ktoś z suflera zechce skorzystać.Największą ofiarą halucynacji politycznej jest zdrowy rozsądek. Siedzi samotnie na ławce. Bez ochrony. Bez rzecznika. Bez spin doktora. Bez hasztagu. I patrzy, jak kolejne armie wyznawców walczą o to, kto ma bardziej własne fakty.A media społecznościowe? To dopiero laboratorium halucynacji. Tam człowiek po obejrzeniu trzydziestosekundowego filmu zostaje profesorem stosunków międzynarodowych. Po dwóch memach zna budżet państwa. Po jednym wpisie anonimowego konta odkrywa tajemnice wszystkich służb specjalnych świata. Najbardziej lubię wpisy zaczynające się od: „Media wam tego nie pokażą…”. Po czym autor publikuje to na największym portalu świata. Rzeczywiście kompletna konspiracja.Sztuczna inteligencja też nie ma lekko. Jedni wierzą jej bezgranicznie. Drudzy są przekonani, że steruje nią tajna organizacja jaszczurów, tych od wiadomo którego gaśnicowego. Prawda jest znacznie mniej efektowna. Sztuczna inteligencja odpowiada. Naturalna głupota interpretuje. Halucynacja polityczna jest dziś jak abonament. Odnawia się sama.Nie trzeba o niej pamiętać. Codziennie dostajesz nową porcję oburzenia. Kolejnego lekarza z przekrętem, nową aferę, nowego zdrajcę, nowego bohatera, nowego eksperta, słowem nową katastrofę. I nowy koniec świata, który, a jakże regularnie przesuwany jest na jutro, bo wiadomo, że w Tokio jest już jutro i dziś końca świata nie będzie.Mam czasem wrażenie, że żyjemy w wielkim domu luster. Każdy widzi tylko własne odbicie. Jeżeli fakty zgadzają się z poglądami – tym lepiej dla faktów. Jeżeli się nie zgadzają – tym gorzej dla faktów. Bo przecież zawsze można powiedzieć: – To manipulacja. – To propaganda. – To wyrwane z kontekstu. – To fake. – To deepfake. – To wpływy. – To algorytm. Jeszcze chwila, a okaże się, że nawet własne odbicie w lustrze jest elementem kampanii wyborczej.Halucynacja stała się stylem życia. Ludzie już nie rozmawiają. Ludzie transmitują swoje przekonania. Nie słuchają. Czekają, aż druga strona skończy oddychać, żeby wejść z własnym monologiem. Nie szukają argumentów. Szukają potwierdzenia. Nie pytają. Oskarżają. Nie dyskutują. Wyświetlają.A halucynacja polityczna jest jak dobry magik. Najpierw odwraca uwagę. Potem wyciąga z kapelusza królika. A na końcu okazuje się, że znika zdrowy rozsądek. I publiczność jeszcze bije brawo. A jak zareaguje na komunikat „Dostępna jest nowa wersja rzeczywistości. Czy chcesz ją zainstalować?”.Czytaj też: C jak Cymbaliści, których bywa wielu