Porównujemy edukację w Polsce i na Ukrainie. Polskie i ukraińskie dzieci uczą się o tych samych wydarzeniach, ale wychodzą ze szkoły z dwoma różnymi obrazami historii. Na przykładzie wydarzeń wołyńskich z 1943 roku przeanalizowaliśmy podstawy programowe, podręczniki i materiały dla nauczycieli w obu krajach. Okazuje się, że pamięci Polski i Ukrainy nie prowadzą do pojednania. Lekcja przed lekcjamiOdprowadzaliśmy dzieci do szkoły i dwa razy zwróciliśmy uwagę na podobną scenę. Przed budynkiem kilkoro ukraińskich uczniów siedziało na schodach. Jedno trzymało przed sobą telefon, pozostali patrzyli i słuchali. Z głośnika dobiegał kobiecy głos mówiący po ukraińsku. Brzmienie przypominało lekcję prowadzoną przez nauczyciela. Innym razem dziewczynka szła do szkoły z telefonem w ręku. Znowu kobiecy głos mówiący po ukraińsku z intonacją belfra. Nie przysłuchiwaliśmy się długo. Na schodach dzieci słuchały o działaniach Niemiec we Francji podczas II wojny światowej. U dziewczynki było o „UPA" i „Sowietach”. Nie wiemy, jaki był szerszy kontekst ani czego dokładnie dotyczyła lekcja.Zapamiętaliśmy jednak sam obraz: dziecko, które za chwilę wejdzie do polskiej szkoły, jeszcze przed pierwszym dzwonkiem słucha historii opowiadanej po ukraińsku. To zresztą nic nadzwyczajnego. Od początku pełnoskalowej wojny wielu ukraińskich uczniów uczy się równolegle w dwóch systemach edukacji – stacjonarnie w Polsce i zdalnie w Ukrainie. Oznacza to, że tego samego dnia mogą uczestniczyć zarówno w polskich, jak i ukraińskich lekcjach historii.To prowadzi do pytania: czego właściwie uczą o Wołyniu polska i ukraińska szkoła i jakie obrazy tych wydarzeń pozostają w pamięci dzieci? Czy uczniowie poznają tę samą historię, tylko opowiedzianą innymi słowami? Czy też od początku uczą się dwóch odmiennych narracji?Żeby to sprawdzić, przeanalizowaliśmy obowiązujące podstawy programowe, podręczniki historii dla młodszych i starszych uczniów, materiały dydaktyczne dla nauczycieli, scenariusze lekcji, oficjalne materiały edukacyjne oraz artykuły metodyczne wykorzystywane w Polsce i Ukrainie. Interesowało nas nie to, co o Wołyniu mówią historycy w mediach ani jak wygląda współczesny spór polityczny. Chcieliśmy zobaczyć, jak o tych wydarzeniach opowiada szkoła i z jakim obrazem Wołynia młodzi ludzie kończą kolejne etapy edukacji.Czytaj też: Miała być bomba, jest kapiszon. Rosja opublikowała „nowe” dokumenty o UPAPaństwo ma monopol na pamięćZanim jakakolwiek wiedza trafi do ucznia, państwo decyduje, co jest obowiązkowe. Określa to podstawa programowa. W przypadku nauczania historii to dokument wyznaczający ramy oficjalnej pamięci. Zapisuje się w niej, co uczeń ma wiedzieć, co jest najważniejsze i co ma pozostać w głowie na całe życie. Polska i Ukraina mają oczywiście takie dokumenty, a to, co w nich zawarto, już na pierwszy rzut oka to dwie różne historie.W polskiej podstawie programowej z 28 czerwca 2024 roku „Wołyń” pojawia się dokładnie jeden raz. W dziale „XLVIII. Polska pod okupacją niemiecką i sowiecką”: „Uczeń: wyjaśnia przyczyny i znaczenie konfliktu polsko-ukraińskiego, w tym ludobójstwa ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej”. Tyle.Zdanie waży jednak więcej, niż mogłoby się wydawać. Użycie słowa „ludobójstwo” to nie przypadkowa kwalifikacja – w podstawie posłużono się terminem prawnym o ściśle określonym znaczeniu, nadając wydarzeniom jednoznaczną kwalifikację: nie jako „tragedii” czy jedynie „konfliktu”, ale jako ludobójstwa ludności polskiej. Czasownik „wyjaśnia” oznacza, że uczeń nie ma tylko zapamiętać daty, ale zrozumieć przyczyny i znaczenie. Zakres terytorialny obejmuje nie tylko Wołyń, ale również Małopolskę Wschodnią, co odpowiada polskiemu rozumieniu rzezi wołyńskiej jako wydarzenia obejmującego szerszy obszar.Wszystko inne – liczby ofiar, szczegółowy przebieg, rola UPA – pozostaje poza podstawą. To ma się znaleźć w podręcznikach. Ten dokument daje tylko szkielet, ale jest on naznaczony prawno-historycznym terminem: konflikt polsko-ukraiński na Wołyniu to „ludobójstwo” ludności polskiej. W zakresie rozszerzonym (dla uczniów zdających historię na maturze) pojawia się jeszcze jeden dodatkowy punkt: „wyjaśnia rolę okupantów w zaognianiu trudnych relacji polsko-litewskich i polsko-ukraińskich”. Czyli uczeń ma wiedzieć, że Niemcy i Sowieci nie byli biernymi obserwatorami, lecz podsycali konflikt. To jednak drugi plan. Fundament pozostaje bez zmian.Tymczasem w przeanalizowanych przez nas ukraińskich dokumentach obraz jest skonstruowany inaczej. W ukraińskiej szkole ogólnokształcącej – dodajmy w oficjalnym programie, a nie podręcznikach – temat Wołynia nie pojawia się w klasach 5-9. Uczeń spotyka się z nim dopiero w klasach 10-12 i to wyłącznie w szerszym kontekście II wojny światowej oraz konfliktów międzyetnicznych; nigdy jako z osobnym, wyodrębnionym tematem. W klasach 5-9, które obejmują uczniów mniej więcej od 11. do 15. roku życia, program historii prowadzony jest według układu chronologicznego: klasa 7 obejmuje średniowiecze, klasa 8 – czasy nowożytne, a klasa 9 – XIX wiek. Wydarzenia z 1943 roku nie mieszczą się więc w programie historii dla tego etapu edukacji. Także wcześniejsze programy – z 2022 i 2023 roku – nie wyodrębniały Wołynia jako osobnego tematu.Za to w aktualnym programie dla klas 10-12 temat pojawia się – ale tylko w jednym wariancie: „Ukraińsko-polskie przeciwstawienie: przyczyny, przebieg i skutki. »Tragedii wołyńskiej«”. Na liście pojęć do zdefiniowania jest też „Tragedia Wołyńska”, a w pytaniach do dyskusji: „Dlaczego polscy i ukraińscy historycy różnie interpretują Tragedię Wołyńską?”.A więc polski program mówi: ludobójstwo ludności polskiej. Ukraiński używa określenia „tragedia wołyńska” i akcentuje, że wydarzenia te są różnie interpretowane przez historyków. W polskiej podstawie Wołyń ma jednoznaczną kwalifikację prawną. W ukraińskiej jest przedmiotem różnych interpretacji.Czytaj też: Banderowcy mordowali tu wszystkichCo naprawdę trafia do ucznia?Podstawa to dopiero szkielet. Przekaz, który trafia do ucznia, powstaje przede wszystkim w podręcznikach.W podręczniku Roberta Śniegockiego i Agnieszki Zielińskiej „Wczoraj i dziś” (2021) do historii dla klasy 8 szkoły podstawowej (Nowa Era), w rozdziale „Społeczeństwo polskie pod okupacją”, znajduje się sekcja zatytułowana: „Rzeź wołyńska”: „Rzeź wołyńska”. Pierwsze zdanie: „Kulminacja ataków UPA, określanych dziś jako rzeź wołyńska, nastąpiła latem 1943 r. W tzw. krwawej niedzieli, 11 lipca 1943 r., Ukraińcy otoczyli i wymordowali ludność ok. 100 polskich wsi”. Dalej: „Ocenia się, że w zbrodni ludobójstwa na Kresach Wschodnich z rąk ukraińskich nacjonalistów ogółem zginęło ok. 100 tys. Polaków, a ok. 300 tys. zostało zmuszonych do ucieczki”.Kim są sprawcy? „Pod koniec 1942 r. ukraińscy nacjonaliści założyli Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). Jej członków nazywano od nazwiska ich przywódcy banderowcami. Celem UPA było stworzenie niepodległego państwa ukraińskiego. Formacja ta dążyła do pozbycia się innych narodowości z terenów uznawanych przez nią za ukraińskie”. Następnie: „Dlatego w lutym 1943 r. na Wołyniu zaczęła [UPA] organizować czystki etniczne. Członkowie UPA oraz podburzona przez nich ukraińska ludność wymordowała mieszkających tam Polaków – starców, kobiety i dzieci, często w niezwykle brutalny sposób”.Cytat nie pozostawia wątpliwości co do sprawców i charakteru zbrodni. Pod zdjęciem ciał pomordowanych w Lipnikach widnieje jednak ważny niuans: „Ciała Polaków ze wsi Lipniki na Wołyniu pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów w marcu 1943 r. W pogromie zginęło 182 mieszkańców wsi, głównie Polaków, ale także Ukraińców, którzy próbowali ratować swoich sąsiadów”. W podręczniku pokazano zatem, że nie wszyscy Ukraińcy byli sprawcami, niektórzy ginęli, pomagając polskim sąsiadom. Zostało to jednak zawarte nie w tekście głównym, a w opisie ilustracji.Są też zadania. Jedno z nich: „Znajdź w internecie informacje, w jakich miejscowościach na terenie dzisiejszej Ukrainy doszło do najtragiczniejszych zdarzeń w trakcie rzezi wołyńskiej. Sporządź na tej podstawie notatkę”. Uczeń ma samodzielnie szukać miejsc zbrodni na terenie dzisiejszej Ukrainy. To nie jest tylko lekcja historii – to także lekcja o tym, gdzie te miejsca są dzisiaj, w niepodległym państwie ukraińskim.W podręczniku Witalija Własowa, Stanisława Kulczyckiego i Oleksandra Panarina, „Istorija Ukrajiny” z 2023 roku, dla klasy 10 (poziom standardowy), Wołyń pojawia się w rozdziale o II wojnie światowej, ale sposób przedstawienia jest całkowicie inny. Najpierw kontekst: „Jeszcze w 1941 r. rozpoczęły się akcje terrorystyczne polskiej Armii Krajowej (AK) przeciwko ukraińskiej ludności Chełmszczyzny i Podlasia. Z czasem przeniosły się na Galicję i Wołyń. AK próbowała kontrolować ziemie utracone przez Polskę w 1939 r. W latach 1943-1944 oddziały AK przy pomocy polskiej policji i ochotniczych oddziałów z miejscowej ludności zamordowali tylko na Chełmszczyźnie około 5 tys. Ukraińców i spaliły dziesiątki wsi”.Ukraiński uczeń najpierw otrzymuje kontekst polsko-ukraińskich konfliktów i polskich działań wobec ludności ukraińskiej. Dopiero potem pojawia się Wołyń: „Jednym z najbardziej bolesnych epizodów konfliktu ukraińsko-polskiego była Wołyńska tragedia 1943 r. Wiosną 1943 r. Krajowy Prowód [tj. regionalne kierownictwo] OUN(b) na Wołyniu podjął decyzję o wypędzeniu z Wołynia miejscowych Polaków. W tym czasie Ukraińcy stanowili do 80 proc. ludności Wołynia, Polacy – 15 proc. Uzasadnieniem takiej decyzji była potrzeba przeszkodzenia planom polskich sił politycznych powrotu powojennej Polski do Zachodniej Ukrainy”.„Wypędzenie”, a nie ludobójstwo. Sprawca wskazany – OUN(b) – ale bez użycia słowa „zbrodnia”. Dalej: „11-13 lipca 1943 r. nastąpiło wystąpienie przeciwko miejscowym Polakom. Oddziały UPA niemal jednocześnie zaatakowały dziesiątki polskich osiedli. Polskie oddziały partyzanckie i polska policja pomocnicza odpowiedziały na wydarzenia 11 lipca masowymi napadami na ukraińskie wsie”.Kluczowym elementem tej narracji jest wzajemność odpowiedzialności i ofiar. W ukraińskim podręczniku nie ma jednostronnej zbrodni. Jest konflikt, przeciwstawienie, tragedia, w której obie strony ponoszą ofiary. A jakie są ofiary? Podręcznik podaje: „Według polskich szacunków, podczas Wołyńskiej tragedii z polskiej strony zginęło co najmniej 35 tys. osób (głównie chłopów), z ukraińskiej – do kilku tysięcy. Na podstawie szacunków ukraińskiego historyka J. Szapowała, »w tym krwawym starciu Polacy stracili do 40 tysięcy, a Ukraińcy – do 16 tysięcy osób«”. 35–40 tysięcy Polaków, do 16 tysięcy Ukraińców – liczby znacznie niższe niż polskie 100 tysięcy, przedstawione jako szacunki, nie jako fakt.Co więcej, podręcznik przytacza stanowisko historyka Iwana Patrylaka, który kwestionuje określenie ludobójstwo: „Czy można charakteryzować antypolską akcję UPA jako ludobójstwo polskiej ludności »kresów?« Naszym zdaniem – nie. Ponieważ jedną z najważniejszych cech ludobójstwa jest całkowita bezbronność niszczonych. Polska ludność nie tylko się broniła, ale także zajmowała agresywną pozycję wobec ukraińskich ziem etnicznych jako terytorium Polski, przeprowadzała ofensywne akcje przeciwko ukraińskim wsiom, korzystała z pomocy niemieckiej administracji oraz sowieckich partyzantów”. Podręcznik zatem bezpośrednio stwierdza, że to nie było ludobójstwo, ponieważ Polacy nie byli bezbronni.To nie są jedynie różnice w doborze faktów. To dwa odmienne sposoby porządkowania historii: inne hierarchie wydarzeń, inne związki przyczynowo-skutkowe i inne odpowiedzi na pytanie, co w tej historii jest najważniejsze.Czytaj też: Przewrót czy fikołek? Maj 1926 roku na prowincji: plotki, dworce i wódkaHistorio – cóżeś ty za paniPodręcznik to jedno, nauczyciel to drugie. To on decyduje, które fragmenty podkreślić, co zadać, jakie emocje poruszyć.Na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej – oficjalnym portalu polskiego Ministerstwa Edukacji – znajduje się materiał zatytułowany „Konflikt polsko-ukraiński i ludobójstwo ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej” (autor: Marcin Sawicki, 2024). Gotowy scenariusz lekcji, materiały źródłowe, ćwiczenia, filmy. Jak zaczyna się ta lekcja? „Masowe zbrodnie, jakich dopuścili się podczas II wojny światowej ukraińscy nacjonaliści wobec polskich cywilów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, wywołują przerażenie zarówno skalą, jak i metodami uśmiercania ofiar. Szacuje się, że zabili oni ok. 100 tys. Polaków na Kresach Wschodnich, zwykle bezbronnych wieśniaków, nie szczędząc starców, kobiet i dzieci. Grozę budzi sposób mordowania ofiar – palonych żywcem, torturowanych, uśmiercanych za pomocą narzędzi rolniczych: wideł, siekier, łomów, kos, noży do obcinania buraków”. Od pierwszego zdania emocje. Uczeń nie ma wątpliwości: to, co się wydarzyło, było potworne.W materiale podkreśla się zorganizowany charakter zbrodni: „Nacjonaliści skrupulatnie i z zimną krwią organizowali masakrę. Chcieli jednak wywołać wrażenie, że jest ona spontanicznym odwetem mas ludowych na Polakach za historyczne krzywdy”. Wyjaśnia rolę UPA: „W lutym 1943 r. coraz silniejsi narodowcy utworzyli Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). Członkowie UPA stawiali sobie za cel stworzenie jednolitego etnicznie kraju. Dlatego też zamierzali »oczyścić« sporne obszary z ludności polskiej”.Materiał podaje też liczby ofiar po stronie ukraińskiej: „W odpowiedzi na zbrodnie ukraińskie polskie podziemie przeprowadziło szereg akcji odwetowych. Według różnych szacunków na południowo-wschodnich Kresach w wyniku polskich akcji odwetowych i aktów samoobrony śmierć poniosło od ok. 7,7 tys. do kilkunastu tysięcy Ukraińców, głównie cywilów”. 7,7–12 tys. Ukraińców – i to w wyniku akcji odwetowych.Najważniejsze są jednak zadania dla uczniów. Jedno z nich: „Wyobraź sobie, że prowadzisz niezależne śledztwo w sprawie rzezi wołyńskiej. Na podstawie informacji z filmu przygotuj mowę oskarżycielską wobec zbrodniarzy z UPA”. Uczeń ma wcielić się w rolę oskarżyciela: ocenić, potępić, osądzić. Inne: „Porównaj dwa teksty źródłowe dotyczące rzezi wołyńskiej. Uzupełnij tabelę, a następnie ustal, w czym relacje są zgodne, a czym się różnią. Wyjaśnij przyczynę tych różnic”. Uczniowie porównują dwie wersje wydarzeń: wspomnienia ostatniego komendanta UPA (spontaniczna akcja ludności) z opracowaniem prof. Motyki (planowana i zorganizowana zbrodnia). Zadaniem ucznia jest rozstrzygnąć, która wersja jest prawdziwa.Materiał wyjaśnia też, dlaczego Ukraińcy inaczej postrzegają te wydarzenia: „Kiedy Ukraina w 1991 r. ogłosiła niepodległość, pamięć o zbrojnym podziemiu antykomunistycznym odżyła i szybko stała się ważnym elementem tożsamości narodowej Ukraińców. UPA stała się dla Ukraińców symbolem walki o niepodległość i wolność. Kult niezłomnych bojowników ukraińskiego podziemia umocnił się jeszcze pod wpływem współczesnych zatargów Ukrainy z Rosją. Z tej przyczyny Ukraińcom trudno uznać fakty o zbrodniach dokonywanych przez członków idealizowanej formacji”. Polski materiał nie ocenia tej postawy, a tylko wyjaśnia ją. Dla ucznia oznacza to jednak: Ukraińcy czczą ludzi, którzy według polskiej narracji zamordowali 100 tys. Polaków.A co z ukraińskim nauczycielem? Tu obraz jest znów bardziej zróżnicowany. W wielu materiałach dla klas 5-9 Wołyń w ogóle nie istnieje. W programie dla klas 10-12 pojawia się termin „Wołyńska tragedia” na liście pojęć do zdefiniowania, ale w wielu scenariuszach lekcji temat nie jest rozwijany – istnieje tylko jako hasło.W jednym z najbardziej rozwiniętych materiałów metodycznych dla klasy 10, przygotowanym przez nauczycielkę Tetianę Paniszewą (prezentacja lekcji dostępna m.in. na platformie „Na Urok”), pojawia się osobny slajd zatytułowany „WOLIŃSKA TRAGEDIA 1943 R.” i parafraza zdań z ukraińskich podręczników: „Wiosną 1943 r. Krajowy Prowód OUN(b) na Wołyniu podjął decyzję o wypędzeniu z Wołynia miejscowych Polaków”. Znowu „wypędzenie”, a nie ludobójstwo. Sprawca wskazany – OUN(b), ale bez słowa „zbrodnia”. Także tutaj osią opowieści pozostaje wzajemność odpowiedzialności i ofiar: „W wyniku tragicznych wydarzeń oba narody poniosły ogromne straty, zginęły tysiące cywilów”. Tysiące – to nie konkretne liczby.A co z UPA i Szuchewyczem? W części analizowanych przez nas ukraińskich materiałów edukacyjnych UPA jest przedstawiana przede wszystkim jako organizacja walcząca o niepodległość. W prezentacji o Romanie Szuchewyczu czytamy: „Jako głównodowodzący UPA i przewodniczący Prowodu OUN kieruje narodowo-wyzwoleńczą walką UPA przez lata 1943-1950, lecz 5 marca 1950 r. R. Szuchewycz zginął w walce we wsi Biłohorsza koło Lwowa”. Niewątpliwie jawi się tu jako bohater walki narodowowyzwoleńczej, natomiast kwestie jego odpowiedzialności za zbrodnie na ludności Wołynia są pomijane. Dalej idzie autor scenariusza zajęć wychowawczych dla 9 klasy, Serhij Wachuła, pedagog z liceum zawodowego w Borszcziwie; materiał dostępny jest w wielu internetowych lokalizacjach. Czytamy tam: „Dziś zebraliśmy się, aby porozmawiać o UPA, armii, która nie miała odpowiedników na świecie, armii, która okryła się nieśmiertelną sławą w walce o stworzenie niepodległego państwa ukraińskiego”. Dalej: „To właśnie UPA ocaliła ludność Zachodniej Ukrainy przed masowym terrorem i całkowitym zniszczeniem przez reżim komunistyczny”. W tym ujęciu UPA jest zbawcą. A polskie ofiary? W tym scenariuszu nie występują.Dwie pamięciI tu wróćmy do dzieci, od których rozpoczęliśmy ten tekst.Polskie, jeśli skończyło lekcję o Wołyniu, mogło zapamiętać: krwawą niedzielę, 11 lipca 1943, 100 tysięcy zabitych Polaków, UPA jako sprawców, ludobójstwo. Zadano mu przygotowanie mowy oskarżycielskiej.Ukraińskie, które chodzi do szkoły na Ukrainie, tego dnia nie usłyszało o Wołyniu. Uczyło się o UPA – jako bohaterach, którzy walczyli o niepodległość. O Szuchewyczu, który zginął w walce z reżimem sowieckim. I o tym, że UPA ocaliła Ukraińców przed Stalinem.Ale ukraińskie dziecko, które uczy się w polskiej szkole, doświadcza rozdarcia. Rano słyszy, że UPA i Bandera to bohaterowie, a Wołyń to tragedia. W szkole, po polsku, dowiaduje się, że było to ludobójstwo, a Ukraińcy są winni zbrodni. Dwa systemy edukacji – polski i ukraiński – funkcjonują obok siebie, przekazując odmienne sposoby porządkowania tej samej historii.Podkreślmy paradoks: polskie dziecko wychodzi ze szkoły z przekonaniem, że UPA jest przede wszystkim sprawcą ludobójstwa. Ukraińskie poznaje przede wszystkim obraz UPA jako organizacji walczącej o niepodległość. Każde z nich otrzymuje inną hierarchię wydarzeń – i inny klucz do ich interpretacji. Nie dlatego, że któryś system kłamie – ale dlatego, że każdy z nich buduje inną hierarchię pamięci, inne rozumienie tego, co w historii wydarzeń wołyńskich jest najważniejsze. W najtrudniejszej sytuacji pozostają mała Ukrainka i mały Ukrainiec uczący się dziś w Polsce. Codziennie przekraczają nie tylko próg szkoły, lecz także granicę między dwoma pamięciami historycznymi. Jeżeli te opowieści będą się od siebie coraz bardziej oddalać, mogą stać się paliwem dla nacjonalizmów i ekstremizmów. Ale to już inna historia, która powinna spędzać sen z powiek decydentom odpowiedzialnym za edukację.Czytaj też: UPA dzieli Ukrainę i Brukselę. Parlament wyśle sygnał ZełenskiemuOfiara i bohater nie będą partneramiPolska polityka pamięci w szkolnej odsłonie opiera się na narracji ofiary: Polska poniosła ogromne straty, UPA jest jednoznacznie złem, a pamięć o Wołyniu jest instytucjonalizowana – 11 lipca to Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa, Sejm przyjął uchwałę, IPN publikuje materiały.Ukraińska szkolna polityka pamięci opiera się na narracji bohaterów: Ukraina jako naród, który zawsze walczył o niepodległość, UPA jako symbol walki o wolność, zbrodnie przedstawiane w szerszym kontekście polskiej polityki wobec Ukraińców w okresie międzywojennym, konflikt jako wzajemny, a nie jednostronny. Zamiast ludobójstwa – tragedia, zamiast zbrodni – konflikt, zamiast sprawcy – obie strony.Edukacja nie jest oddzielona od polityki. Polski system przekazuje jednoznaczną, moralnie nacechowaną narrację: Wołyń to ludobójstwo dokonane przez UPA na Polakach. Ukraiński system przekazuje narrację bardziej rozproszoną: Wołyń to część szerszego konfliktu, w którym obie strony poniosły ofiary. Jeśli w ogóle – bo w wielu podręcznikach i scenariuszach temat jest pomijany.Jeżeli o przyszłości polsko-ukraińskiego pojednania mielibyśmy sądzić wyłącznie na podstawie tego, jak oba państwa uczą o wydarzeniach wołyńskich, to przynajmniej przez kolejne pokolenie pojednania nie będzie.