Janusz Cieszyński w „Gościu poranka”. – To nie ma znaczenia – ważna jest sytuacja pacjentów, a ona jest coraz gorsza. (...) Myślę, że ludzi nie interesują polityczne układanki Tuska tylko to, czy mogą się dostać do lekarza – tak odniósł się do kwestii utrzymania stanowiska przez ministrę zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę w rozmowie z redaktorem Mariuszem Piekarskim były wiceszef resortu zdrowia i minister cyfryzacji Janusz Cieszyński. W „Gościu poranka” prowadzący Mariusz Piekarski zapytał się byłego wiceministra zdrowia i ministra cyfryzacji Janusz Cieszyński czy jego zdaniem ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zostanie odwołana.– To nie ma znaczenia – ważna jest sytuacja pacjentów, a ona jest coraz gorsza. W wyniku działań pani Sobierańskiej-Grendy w zaledwie 2 miesiące kolejki do badań obrazowych i endoskopowych wydłużyły się o 20-procent. To jest gigantyczny problem, gdyż bardzo często od tych badań zaczyna się leczenie – odparł gość programu. Poseł dodał, że „ludzi nie interesują polityczne układanki Tuska tylko to, czy mogą się dostać do lekarza”.Rozwiązania systemowe w służbie zdrowiaRedaktor Mariusz Piekarski przypomniał, że w środę mamy poznać rozwiązania systemowe, które zaprezentuje ministra zdrowia Sobierańska Grenda. Prowadzący zapytał się swojego rozmówce, czy w kwestii reform służby zdrowia PiS może pracować na chłodno, pomijając polityczne spory. Cieszyński odparł, że oczywiście, że tak.– Zaczęliśmy od rozmowy o 6 punktach – zniesienie ewidencji czasu pracy, likwidacja możliwości działania spółek lekarskich, jak w Mogilnie. Leszczyna upolityczniła resort zdrowia, zrobiła podwyżkę dla najwyżej wycenianych zabiegów i ja się z nią zgadzałem – rozwinął były wiceminister zdrowia.Wprowadzenie limitu pracy lekarzy jest oczywistością – nie można pracować w nieskończoność, to jest niebezpieczne. Ostatnio konieczny i Gorgoń-Komor mówili, że rozpadną się przez to oddziały. Jak się nie pilnuje godzin, to afera jak w Wołominie, gdzie ordynator od 7 do 15 ma godziny, ale wyszedł do pracy do Szpitala Południowego. Żochowski pracuje poza godzinami pracy dyrektora – kontynuował Cieszyński.Czytaj także: Niebotyczne zarobki neurochirurgów. Ta spółka zarabiała w godzinę 26 tysięcyByły minister cyfryzacji zaznaczył, że system ewidencji pracy lekarzy to również kwestia bezpieczeństwa pacjentów. – Gdybyśmy widzieli, że ktoś zniknął z sali na kilka godzin, można się zorientować po kilku minutach, nie czekać na tragedię – skonstatował.Jego zdaniem limit stawek godzinowych to racjonalny pomysł. Jednak musiałby objąć również system prywatny, aby ale musi objąć też system prywatny, bo inaczej lekarze będą odchodzić z sektora publicznego. – Jakby ktoś mógł zarabiać w firmie obok o 50% lepiej, to by to co najmniej rozważył – dodał.Spółka neurochirurgów i niebotyczne zarobkiNawet 26 tys. zł na godzinę i ponad 300 tys. zł dniówki – na tyle spółka neurochirurgów działająca na terenie kilku województw mogła wystawiać rachunki szpitalom. Wykonywali kilkuminutowe zabiegi, ale zdaniem NFZ wykonywali droższe procedury – napisała w poniedziałek Wirtualna Polska.– Okradano (system ochrony zdrowia) – wykonywano zabiegi ambulatoryjnie w gabinecie, trzymali dłużej, niż trzeba. W Poznaniu, Bydgoszczy... Tym powinno zająć się CBA, tak samo, jak w Szpitalu Południowym. Oni nawet nie składali do KRS, każdy inny by dostał mandat – skomentował Cieszyński.Czytaj również: Szpital Południowy pod lupą. „Nie będziemy niczego zamiatać pod dywan”