Zdążyć przed ultimatum premiera. Premier Donald Tusk oczekuje od ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy i prezesa NFZ Filipa Nowaka konkretnych propozycji zmian w ochronie zdrowia. Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, szefowa resortu dzwoni do ekspertów i prosi ich o pomoc w przygotowaniu rozwiązań, które zadowolą premiera i pozwolą jej utrzymać stanowisko. – Jeśli do wtorku nie otrzymam satysfakcjonujących rekomendacji precyzyjnych zmian, to w środę podejmę odpowiednie decyzje, także personalne – zapowiedział w piątek premier Donald Tusk.Słowa szefa rządu padły w kontekście zmian w systemie ochrony zdrowia po aferze w Warszawskim Szpitalu Południowym. Ultimatum dotyczy minister zdrowia oraz prezesa NFZ. Propozycje zmian miały zostać przedstawione w ubiegłym tygodniu, ale – według „Gazety Wyborczej” – nie zyskały akceptacji Kancelarii Premiera.Minister szuka pomocy poza ministerstwemWedług dziennika Jolanta Sobierańska-Grenda przyszła do ministerstwa z opinią dobrej menedżerki, ale okazało się, że nie ma wystarczającego zaplecza – ani politycznego, ani merytorycznego. Dziennik podaje, że minister dzwoni teraz do ekspertów i prosi ich o rady „na mieście”, czyli u osób uchodzących za ekspertów od zdrowia. Problem w tym, że – jak wskazuje gazeta – nikt z jej najbliższych współpracowników nie jest dziś w stanie pomóc jej w przygotowaniu rozwiązań, które premier uznałby za gwarancję szybkich zmian.Do resortu zabrała ze sobą na stanowiska wiceministrów Katarzynę Kęcką i Tomasza Maciejewskiego. Pierwsza zdążyła się już skłócić ze środowiskiem lekarzy i pielęgniarek oraz położnych – z którego sama się wywodzi. Maciejewski – zauważa „Wyborcza” – okazał się „mało pracowity”. „Jest jeszcze wiceminister Katarzyna Kacperczyk, ekonomistka, zdecydowanie najbardziej pracowita, ale ją Sobierańska-Grenda ma w spadku po Izabeli Leszczynie (poprzedniej szefowej MZ – red.)” – dodaje dziennik. Wizerunkowe problemy Sobierańskiej-Grendy„Gazeta Wyborcza” opisuje też kontrowersje wokół oświadczenia majątkowego minister. Sobierańska-Grenda przekazała mediom, że 725 tys. zł wpisane jako „inne osiągnięte dochody” obejmuje m.in. 128 tys. zł brutto z tytułu współpracy z województwem podlaskim, 530 tys. zł związane z wynagrodzeniem i odszkodowaniem z kontraktu menedżerskiego w spółce Szpitale Pomorskie oraz 67 tys. zł za działalność naukowo-dydaktyczną.Według „GW” w Szpitalach Pomorskich chodziło m.in. o ponad 134 tys. zł odszkodowania za zakaz konkurencji. Wirtualna Polska podała też, że w tym roku Sobierańska-Grenda otrzymała ponad 57 tys. zł za odejście ze stanowiska prezeski tej spółki. „GW” zwraca uwagę, że uchwałę w tej sprawie podjęto 14 lipca 2025 r., czyli na dziesięć dni przed wejściem Sobierańskiej-Grendy do rządu.Czytaj też: Niebotyczne zarobki neurochirurgów. Ta spółka zarabiała w godzinę 26 tysięcy