„Życie to walka”. Sylvester Stallone, czyli filmowy Rocky Balboa i John Rambo, kończy 80 lat. – Życie to walka. Prawdziwe zwycięstwo polega na tym, aby nigdy się nie poddawać – podkreśla w wywiadach. Niezwykle popularnym i niemal obowiązkowym punktem na mapie każdego turysty odwiedzającego amerykańską Filadelfię są tzw. Schody Rocky’ego – 72 granitowe stopnie prowadzące do Filadelfijskiego Muzeum Sztuki, jednego z największych muzeów w Stanach Zjednoczonych. Choć placówka posiada niemal ćwierć miliona eksponatów i dzieł sztuki, to właśnie schody są jej największą atrakcją. Szacuje się, że każdego roku odwiedza je około 4 mln turystów. Samo muzeum, jak podaje „Philadelphia Business Journal”, przyciąga rocznie około 750 tys. zwiedzających.To właśnie po tych schodach Rocky Balboa wbiega podczas jednego z treningów. Gdy dociera na szczyt, spogląda na panoramę miasta i unosi ręce w geście triumfu oraz wiary we własne możliwości. Walczy bowiem nie tylko z przeciwnikiem w ringu. Znacznie ważniejsza bitwa toczy się w nim samym. Jej stawką są szacunek do samego siebie i udowodnienie własnej wartości.Podobną walkę stoczył Sylvester Stallone. Zanim został aktorem i scenarzystą światowego formatu, zmagał się z odrzuceniem, biedą, a nawet bezdomnością.– Spałem na przystankach autobusowych, na klatkach schodowych i w bibliotekach – wspominał.„Życie to walka”Mimo wszystkich przeciwności nigdy się nie poddał. Chciał udowodnić światu, a przede wszystkim ojcu, że jest coś wart. Sukces, który później osiągnął, do dziś daje wielu ludziom nadzieję, że warto walczyć o swoje marzenia.– Życie to walka. To naprawdę trudna walka, w której możesz wiele wygrać, ale i mnóstwo stracić. Prawdziwe zwycięstwo polega jednak na tym, aby nigdy się nie poddawać. Stojąc na szczycie tych schodów, przypominasz sobie, że wszystko jest możliwe – powiedział w 2023 r. podczas pierwszego „Dnia Rocky’ego”, święta ustanowionego przez władze Filadelfii.Michael Sylvester Gardenzio StalloneNaprawdę nazywa się Michael Sylvester Gardenzio Stallone. Urodził się 6 lipca 1946 r. w nowojorskiej dzielnicy Hell’s Kitchen na Manhattanie, która w tamtych latach słynęła z biedy i wysokiej przestępczości. W wyniku porodu kleszczowego doznał częściowego paraliżu prawej strony twarzy, co wpłynęło m.in. na jego charakterystyczny sposób mówienia.Po ojcu, który pochodził z miasteczka Gioia del Colle niedaleko Bari, odziedziczył włoskie korzenie. Matka wywodziła się z nowojorskiej rodziny o żydowskich korzeniach. Zajmowała się tańcem i astrologią.„Marzyłem o tym, by ratować ludzi”Kiedy miał 11 lat, jego rodzice rozwiedli się. Młodszy brat zamieszkał z matką, natomiast Sylvester pozostał z ojcem. Stallone senior słynął z wybuchowego charakteru i chłodnego stosunku do starszego syna. Ich relacje były burzliwe. Podczas jednej z kłótni miał powiedzieć chłopcu, że nigdy niczego nie osiągnie. Brak wiary ze strony ojca był dla niego wyjątkowo bolesny. Z czasem przyszły aktor przeprowadził się do matki i jej nowego męża.Po obejrzeniu filmu „Herkules” z amerykańskim aktorem i kulturystą Steve’em Reevesem w roli głównej zafascynował się jego postacią i postanowił rozpocząć treningi na siłowni.– Zawsze podziwiałem bohaterów. Chciałem być kimś, kto ratuje autobus pełen dzieci. Marzyłem o tym, by ratować ludzi – wspominał po latach Stallone.Dzięki stypendium sportowemu wyjechał do Szwajcarii, gdzie studiował w American College of Switzerland w Leysin. To właśnie tam po raz pierwszy wystąpił na scenie – w przedstawieniu opartym na „Śmierci komiwojażera” Arthura Millera. Wtedy narodziło się jego marzenie o zawodowej karierze aktorskiej.Aby je zrealizować, po powrocie do Stanów Zjednoczonych rozpoczął studia aktorskie na Uniwersytecie w Miami. Przerwał je jednak tuż przed uzyskaniem dyplomu i postanowił spróbować szczęścia w Nowym Jorku.Praca w zooMiasto rodzinne nie przyjęło go z otwartymi ramionami. Imał się prostych, niskopłatnych prac, m.in. zamiatał klatki w zoo. Równocześnie chodził na castingi, od czasu do czasu otrzymując niewielkie role. Wielokrotnie słyszał jednak, że z powodu wyglądu i problemów z wymową nadaje się co najwyżej na statystę.Trudna sytuacja finansowa zmusiła go do występu w erotycznym filmie „Przyjęcie u Kitty i Studa” (1970), za który otrzymał 200 dolarów. Rok później pojawił się w komedii Woody’ego Allena „Bananowy czubek”, wcielając się w rolę chuligana. Zarobione pieniądze pozwoliły mu wyjechać do Hollywood.Na Zachodnim Wybrzeżu jego kariera zaczęła nabierać tempa. W 1973 r. zagrał główną rolę w dreszczowcu „Buntownik”, a następnie wystąpił u boku Anne Bancroft i Jacka Lemmona w „Więźniu Drugiej Alei” (1975), filmie „Capone” (1975) oraz w jednym z odcinków serialu „Kojak”.Równocześnie pisał własne scenariusze, szukając historii, która mogłaby odmienić jego życie.Rocky Balboa24 marca 1975 r. w hali Richfield Coliseum w stanie Ohio legendarny mistrz świata wagi ciężkiej Muhammad Ali zmierzył się z mało znanym Chuckiem Wepnerem. Zdecydowanym faworytem był Ali i niemal nikt nie dawał szans jego rywalowi. Tymczasem Wepner sprawił jedną z największych sensacji w historii boksu. W dziewiątej rundzie posłał mistrza na deski. Ali ostatecznie wygrał przez nokaut, na 19 sekund przed końcem ostatniej rundy, jednak postawa pretendenta wzbudziła ogromny podziw.Wśród widzów zafascynowanych tym pojedynkiem był także Sylvester Stallone. Jeszcze przed zakończeniem walki zaczął notować pierwsze pomysły. Trzy dni później ukończył scenariusz „Rocky’ego”.Producenci byli nim zainteresowani, ale nie wyobrażali sobie Stallone’a w roli głównej. Oferowali mu coraz większe kwoty za prawa do scenariusza, planując obsadzić znanego aktora. Stallone pozostał jednak nieugięty. Postawił jeden warunek – film powstanie tylko wtedy, gdy to on zagra Rocky’ego Balboę. Zaryzykował wszystko.Gdy pod koniec 1976 r. wyreżyserowany przez Johna G. Avildsena „Rocky” trafił do amerykańskich kin, niemal natychmiast stał się wielkim przebojem. Historia nieznanego boksera włoskiego pochodzenia, który otrzymuje życiową szansę – walkę o mistrzostwo świata z obrońcą tytułu – podbiła serca widzów. Aktor, któremu nikt nie dawał szans na karierę, z miejsca stał się gwiazdorem.– Byłem wtedy największym szczęściarzem pod słońcem. Rok przed „Rockym” zarobiłem około 1,4 tys. dolarów. Pracowałem jako bileter za 35 dolarów tygodniowo – wspominał w rozmowie z „Variety”.Dzięki pierwszej części „Rocky’ego” zarobił około 2,5 mln dolarów.„Nowy Marlon Brando”Ceniony amerykański krytyk Roger Ebert nazwał Stallone’a „nowym Marlonem Brando”.„Pod wieloma względami »Rocky« to film, który powinien przejść do historii kina. Jedno jest jednak już pewne – uczynił Sylvestra Stallone’a najgorętszą nową gwiazdą 1976 roku” – pisał „The Hollywood Reporter”.Znacznie chłodniej film ocenił Vincent Canby z „The New York Timesa”, który uznał, że „postać, którą widzimy, to po prostu mało przekonujący aktor udający prostaka”.Nieprzychylne recenzje miały jeszcze wielokrotnie towarzyszyć Stallone’owi. Innego zdania byli jednak widzowie, dla których stał się nie tylko idolem, lecz także symbolem walki o własne marzenia.– Stallone zawsze idzie własną ścieżką. A jeśli ścieżka nie istnieje, sam ją wytycza. Tak właśnie budował własną tożsamość – powiedział w 2023 r. aktor i reżyser John Herzfeld.„Rocky” stał się największym kinowym przebojem 1976 r. Film otrzymał 10 nominacji do Oscara i zdobył trzy statuetki, w tym za najlepszy film, pokonując m.in. „Taksówkarza” Martina Scorsesego.Sam Stallone otrzymał nominacje za najlepszą rolę męską oraz scenariusz oryginalny.„Piłem 25 filiżanek kawy dziennie”Film zapoczątkował jedną z najbardziej dochodowych serii w historii kina. Trzy lata później Stallone wyreżyserował „Rocky II”, a następnie „Rocky III” (1982), „Rocky IV” (1985) oraz „Rocky Balboa” (2006). Jedynie „Rocky V” (1990) ponownie wyreżyserował John G. Avildsen.Historia boksera doczekała się również kontynuacji w serii „Creed”: „Creed: Narodziny legendy” (2015), „Creed II” (2018) i „Creed III” (2023), w których Stallone ponownie wcielił się w Rocky’ego Balboę.Przygotowania do kolejnych części wymagały od aktora ogromnych wyrzeczeń. Przed zdjęciami do „Rocky’ego III” postanowił maksymalnie wyrzeźbić sylwetkę, obniżając poziom tkanki tłuszczowej do około 2,8 proc. Dla porównania – u przeciętnego mężczyzny wynosi on około 20 procent masy ciała.– Piłem około 25 filiżanek kawy dziennie. Moje śniadanie składało się z dziesięciu filiżanek kawy i dwóch małych ciastek owsianych z dodatkiem brązowego ryżu. Poza tym jadłem wyłącznie tuńczyka – wspominał w rozmowie z „The Wall Street Journal”.– Zapominałem własnego numeru telefonu. Moja pamięć po prostu zniknęła. Doświadczałem wszystkich objawów skrajnego wyczerpania organizmu. Ale robiłem to dla filmu – dodał.„Rambo” i nominacje do Złotych MalinW tym samym czasie do kin trafił „Rambo – Pierwsza krew” (1982), oparty na powieści Davida Morrella. Produkcja okazała się kolejnym wielkim sukcesem Stallone’a.John Rambo na stałe wszedł do historii popkultury. Na fali sukcesu powstały kolejne części: „Rambo II” (1985), „Rambo III” (1988), „John Rambo” (2008) oraz „Rambo: Ostatnia krew” (2019). We wszystkich Stallone nie tylko zagrał główną rolę, ale również współtworzył scenariusz.Sylvester Stallone to jednak nie tylko Rocky Balboa i John Rambo. W 1981 r. wystąpił w filmie „Ucieczka do zwycięstwa” u boku Michaela Caine’a, Maxa von Sydowa oraz piłkarskich legend – Pelego, Bobby’ego Moore’a i Kazimierza Deyny. Pięć lat później wcielił się w bezkompromisowego policjanta Mariona „Cobrę” Cobrettiego w filmie „Cobra”. Choć produkcja otrzymała sześć nominacji do Złotych Malin, w tym dla Stallone’a, odniosła duży sukces komercyjny i zdobyła status filmu kultowego wśród fanów kina akcji.Podobnie było z komedią sensacyjną „Tango i Cash” (1989). Krytycy przyjęli ją chłodno i również nominowali do Złotych Malin, jednak publiczność dopisała, dzięki czemu film okazał się jednym z najbardziej dochodowych tytułów tamtego okresu.Niezniszczalny StalloneW 1997 r. Stallone zaskoczył bardziej dramatyczną rolą w thrillerze „Cop Land” Jamesa Mangolda. Na ekranie partnerowali mu Robert De Niro, Harvey Keitel i Ray Liotta. Kreacja ta spotkała się z uznaniem krytyków i pokazała, że aktor potrafi odnaleźć się również poza kinem sensacyjnym.W 2010 r. wyreżyserował „Niezniszczalnych”, gromadząc na planie największe gwiazdy kina akcji. Obok Stallone’a wystąpili m.in. Arnold Schwarzenegger, Bruce Willis, Dolph Lundgren, Mickey Rourke, Jet Li i Jason Statham. Choć recenzje były mieszane, film odniósł sukces kasowy i zapoczątkował kolejną popularną serię.Podczas promocji drugiej części „Niezniszczalnych” w 2012 r. dotarła do niego tragiczna wiadomość o śmierci syna, Sage’a Stallone’a.Realizacja filmów akcji kosztowała go jednak zdrowie. Wieloletnie przeciążenia i liczne kontuzje sprawiły, że musiał przejść aż siedem operacji kręgosłupa oraz zabieg wszczepienia metalowej płytki stabilizującej.– Im jestem starszy, tym bardziej staram się zaakceptować swoje wewnętrzne dziecko. Jedynym powodem, dla którego naprawdę odczuwam swój wiek, są kontuzje – mówił w rozmowie z „The Hollywood Reporter”.„Marzyłem o takiej karierze”W 2023 r. podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto premierę miał dokument „Sly” w reżyserii Thoma Zimny’ego. Film opowiada o życiu Stallone’a – od trudnego dzieciństwa i walki o pierwsze role po status jednej z największych gwiazd Hollywood.Jednym z największych wielbicieli talentu Stallone’a jest Quentin Tarantino.– Historia Stallone’a zaangażowała mnie tak, jakby była moją własną historią. Marzyłem o takiej karierze – przyznał reżyser „Pulp Fiction”, „Kill Billa” i „Bękartów wojny”.Obecnie Stallone i Tarantino pracują nad serialem gangsterskim, którego akcja ma rozgrywać się w latach 30. XX wieku. Mimo ukończenia 80 lat Stallone nie zamierza kończyć kariery. Jak wielokrotnie powtarzał, dopóki ma siłę opowiadać historie, będzie stawał przed kamerą i pisał kolejne scenariusze.Czytaj także: Włodzimierz Korcz o porażkach i sukcesach. „Chciałbym być perfekcjonistą”