Nastolatek nie wytrzymał wyrzutów sumienia. Kacper S., który na warszawskim Żoliborzu zabił młotkiem matkę i ciężko ranił jej partnera, próbował popełnić samobójstwo w areszcie – dowiedział się portal TVP.Info. Po wypiciu żrącej substancji, walczy o życie w szpitalu. – Ta sprawa przypomina grecką tragedię. I jest kolejnym dowodem, jak ważne jest szczególne zainteresowanie instytucji państwa wsparciem psychologicznym dla dzieci i młodzieży, bo takich tragedii jest coraz więcej – mówi prok. Piotr Antoni Skiba, rzecznik stołecznej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Policyjny komunikat Komendy Rejonowej Policji V (Bielany, Żoliborz) z 9 kwietnia ma prosty tytuł: „Matka i jej partner zaatakowani młotkiem – syn w areszcie”. Ze względu na charakter sprawy, także opis interwencji jest dosyć oszczędny. „Żoliborscy policjanci zostali wezwani na interwencję do mieszkania przy ulicy Śmiałej, gdzie 19-letni mężczyzna zaatakował młotkiem matkę i jej partnera w trakcie snu. Z informacji jaką uzyskali policjanci wynikało, że partnerowi matki udało się uciec do jednego z pokoi i stamtąd wezwać na pomoc służby ratunkowe” – czytamy w notce. Na miejscu mundurowi zastali nieprzytomną kobietę oraz mężczyznę z bardzo poważnymi obrażeniami głowy. To czego nie ma w komunikacie, to informacja, że oboje mieli roztrzaskane czaszki. Kobieta była na granicy życia i śmierci. Nastolatkowi grozi dożywocie„Obojgu udzielono pierwszej pomocy przedmedycznej, a młody mężczyzna, który przebywał w jednym z pokoi, został zatrzymany. Pokrzywdzeni zostali przewiezieni do szpitali. (…) Po zebraniu całego materiału dowodowego 19-latek usłyszał zarzuty za usiłowanie zabójstwa matki oraz jej konkubenta. Na wniosek żoliborskiej prokuratury sąd zastosował wobec niego areszt na okres trzech miesięcy. Mężczyźnie grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności” – dodała w komunikacie podinsp. Elwira Kozłowska, rzeczniczka KRP V. Nieco ponad miesiąc później prok. Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, ujawnił, że 20 kwietnia zmarła Alicja S., matka 19-letniego Kacpra S. Dodał, że jej partner w chwili ataku spał na podłodze i doznał pęknięcia kości czaszki oraz licznych ran tłuczonych i ciętych. Czytaj także: 19-latek żałuje, że chciał zabić matkę i jej partnera. Rośnie liczba takich przestępstwNowa kwalifikacja czynu Śmierć Alicji S. oznaczała, że śledczy z żoliborskiej rejonówki będą musieli zmienić kwalifikację czynu – z usiłowania zabójstwa na zabójstwo. Nie wiadomo jednak, czy im się to uda. Jak wynika bowiem z ustaleń portalu TVP.Info, wcześniej doszło do kolejnej tragedii. Z naszych informacji wynika, że przebywający w areszcie Kacper S. wypił żrący płyn – informatorzy wskazują, że mógł to być środek do udrażniania rur). Nieszczęśnik miał uszkodzić nim swoje wnętrzności i nawet jeżeli przeżyje, może być inwalidą. Chłopak w stanie bardzo ciężkim lub krytycznym został przewieziony do szpitala „wolnościowego”. Według naszych informacji targnął się na swoje życie, zanim dowiedział się o śmierci matki. Nie wiadomo, skąd chłopak miał żrący środek ani w jakich okolicznościach go wypił. Nasuwa się też pytanie, gdzie dokładnie to się stało? W „zaciszu” celi, w której raczej tak niebezpiecznych środków nie może być, czy też w bardziej ogólnodostępnych rejonach aresztu na przykład podczas prac porządkowych. Śledztwo w sprawie śmierci w areszcie Informację o próbie samobójczej Kacpra S. potwierdziliśmy w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga. „Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Północ prowadzi śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa osadzonemu w Areszcie Śledczym w Warszawie-Białołęce. W toku śledztwa ustalane jest również w jaki sposób doszło do targnięcia się na życie przez osadzonego” – przekazała portalowi TVP.Info prok. Karolina Staros, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Prok. Staros poinformowała, że próba samobójcza 19-latka miała miejsce 17 kwietnia, co by potwierdzało nasze ustalenia. „Czynności z udziałem pokrzywdzonego nie zostały jeszcze wykonane z uwagi na jego stan zdrowia. Nie ujawniamy szczegółów dotyczących obrażeń, stanu zdrowia, ponieważ są to informacje wrażliwe” – dodała prokurator. Nie udzielono nam odpowiedzi o okolicznościach samobójczej próby nastolatka. Czytaj także: Zbrodnia na warszawskim Targówku. Mężczyzna z zarzutami po śmierci rodzicówRównie oszczędny w słowa był prok. Skiba, któremu zadaliśmy pytania o okoliczności kolejnej tragedii i co w związku z tym zamierzają teraz śledczy. „Podejrzany przebywa na Oddziale Intensywnej Terapii Szpitala Bródnowskiego, gdzie został przetransportowany z Aresztu Śledczego Warszawa Białołęka. Postępowanie dotyczące zdarzenia, które spowodowało konieczność jego hospitalizacji, nadzorowane jest przez Prokuraturę Rejonową Warszawa-Praga Północ” – poinformował prok. Skiba. Rzecznik stołecznej okręgówki dodał, że w sprawie dotyczącej zabójstwa przy ulicy Śmiałej „konieczne jest pozyskanie opinii biegłego, co do zdolności podejrzanego do wzięcia udziału w czynnościach procesowych”. „Ze względu na dobro postępowania, w tym konieczność zachowania poufności danych medycznych stron, na ten moment nie będą udzielane dalsze informacje na temat przebiegu postępowania” – zaznaczył. „Grecka tragedia” na Żoliborzu Od samego początku śledczy byli bardzo oszczędności w udzielaniu informacji o tej zbrodni. Portal TVP.Info jednak już 10 kwietnia ujawnił, że po przewiezieniu do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Żoliborz, Kacper S. od razu przyznał się do usiłowania dokonania dwóch zabójstw i zaplanowania ataku. I choć odmówił składania wyjaśnień, to jednak chętnie odpowiadał na pytania prokuratora. Przed śledczym siedział złamany, przerażony nastolatek, który opowiadał jak wyglądało jego życie i co doprowadziło go do popełnienia tak brutalnej zbrodni. 19-latek przyznał, że bardzo żałuje tego co uczynił. Przekonywał, że nie wiedział jakie mogą być konsekwencje jego czynu. – Nie możemy ujawniać szczegółów toczącego się śledztwa. Nie zdradzając tajemnic postępowania, mogę jednak powiedzieć, że to, co się wydarzyło przypomina grecką tragedię – mówi portalowi TVP.Info prok. Skiba. – Uważam też, że sprawa ta stanowi kolejny tragiczny przykład tego, jak ważne jest szczególne zainteresowanie instytucji państwa wsparciem psychologicznym dla dzieci i młodzieży, bo takich tragedii jest coraz więcej – podkreślił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Czytaj także: Śmierć 14-latki w Kępnie. Dziewczynka została uduszonaBól, frustracja i wściekłość Na podstawie tego, co udało nam się dowiedzieć o odpowiedziach Kacpra S. podczas przesłuchania w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Żoliborz, odtworzyliśmy częściowo co mogło doprowadzić do tej serii tragedii. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że Kacper S. dopuścił się brutalnej zbrodni. Na początku kwietnia, gdy jego matka i jej kolejny partner położyli się spać stwierdził, że nadszedł właśnie czas na to, aby ją ukarać. Zaplanował wcześniej atak na kobietę, którą obwiniał o to, że bardziej interesują ją kolejne libacje i romanse, niż on. Choć może stwierdzenie o planowaniu zbrodni może być na wyrost, bo chłopak nie snuł skomplikowanych scenariuszy, nie szukał sposobu na uniknięcie odpowiedzialności za swój czyn. Po prostu od lat dojrzewała w nim złość. Wcześniej nikt nie nauczył go, jak radzić sobie z tak silną emocją. Wbrew temu, co może się wydawać większości ludzi, złość i agresja to także element towarzyszący często postępującej depresji. W ten sposób maskuje nieustanne cierpienie. Zostawiony samemu sobie Kacper S. pogrążał się od wczesnej młodości w samotności. Czuł się niekochany i zostawiony samemu sobie. Musiał też szybciej dojrzeć, gdy po rozwodzie rodziców zaczęła go wychowywać matka. Choć i to stwierdzenie, było wedle Kacpra, znacznie przesadzone. – W ostatnich latach kobieta nie stroniła od alkoholu. Niewątpliwie miała problem alkoholowy, ale kategorycznie temu zaprzeczała. Chłopak miał do niej pretensję, że przez picie traciła kolejne prace. Że woli urządzać popijawy, nić choćby zapytać, czemu wrócił ze szkoły ponury i milczący – opowiada portalowi TVP.Info jeden ze śledczych. Według informacji portalu TVP.Info Kacper S. był samotny nie tylko w domu, w którym czuł się coraz gorzej. Chłopak miał mieć też problemy w szkole. Nie z nauką, ale z rówieśnikami. – To co mówił jest porażające. Dla rówieśników był nerdem, dziwakiem i odludkiem. Takie dzieciaki są łatwym łupem, dla tych bardziej przebojowych. Nie wiemy, czy w szkole dochodziło do znęcania się nad nim, czy tylko dokuczania. Z pewnością nie miał nikogo, komu mógłby powiedzieć o tym jak bardzo jest samotny – mówi nam kolejna osoba znająca sprawę. – W dodatku, w przeciwieństwie do większości rówieśników, nie mógł ich na przykład zaprosić do domu, bojąc się, że matka znów będzie pijana. To tylko pogłębiało jego wyalienowanie – dodaje nasz rozmówca. Prokuratura nie ujawniła, czy Kacper S. leczył się w przeszłości psychiatrycznie, choć takie informacje do nas docierały. Najwyraźniej chłopak nie miał nikogo z kim mógłby porozmawiać o swoich problemach, tych wielkich w domu i szkole, ale także normalnych związanych z dorastaniem. Czytaj także: Zabójstwo 19-latki w Małopolsce. Znaleziono ciało mordercy kobietyBrutalne otrzeźwienie W końcu ten wulkan buzujących w nich emocji, podlany przekonaniem o doznanej krzywdzie, wybuchł. Kacper S. wziął młotek, poczekał aż matka i jej konkubent zasną i z furią ich zaatakował. Chciał zabić, ale jak sam później wyjaśniał, dopiero później zdał sobie sprawę z nieodwracalności swojego czynu. Niby każdy wie, że odebranie komuś życia jest czymś ostatecznym, ale zadziwiająco wielu morderców, daje się ponieść impulsowi, a dopiero po wszystkim, dociera do nich co tak naprawdę zrobili. Kacper też nie myślał, co będzie dalej. I co się z nim stanie, gdy zostanie zatrzymany, osądzony i skazany. Jego skrucha podczas przesłuchania nie była udawana. – To nie jest chłopak, który odnalazłby się w więzieniu. Można by się spodziewać, że nie wtrzyma długo za kratami i prędzej czy później będzie próbował odebrać sobie życie. Wpadłby bowiem z jednego koszmaru w drugi. Choć paradoksalnie za kratami miałby zupełnie inne obciążenia – mówi doświadczony śledczy. Inny z rozmówców portalu dodaje, że zbrodnia, której dopuścił się Kacper S. była – choć może to zabrzmieć dziwnie – takim „wołaniem o pomoc z jego strony”. – Choć to raczej był zwierzęcy skowyt. Formalnie Kacper S. jest pełnoletni i kwalifikuje się do grupy „dorosłej młodzieży”. Ale pamiętajmy, że wiele takich osób, to jeszcze dzieciaki. A szkody wyrządzone przez lata w jego dziecięcej psychice byłyby odwracalne tylko wtedy, gdyby miał profesjonalną pomoc – dodaje. Czytaj także: Zadźgał matkę i zdjęcie ciała wrzucił na Facebooka. Są zarzuty Narasta agresja i frustracja To kolejna w ostatnich tygodniach sprawa, w której nastoletni sprawca atakuje bliskich. Pod koniec lutego w Kadłubie na Opolszczyźnie 17-latek zamordował siekierą i młotkiem 38-letniego ojczyma i 87-letnią babcię. Zbrodnię nagrał i umieścił film w internecie. Z kolei 30 marca w Wołominie 19-latek zabił dziadków: 75-letnią kobietę i 75-letniego mężczyznę w ich mieszkaniu. Po zbrodni prawdopodobnie próbował popełnić samobójstwo. To tylko najbardziej skrajne przypadki, ale tak naprawdę niemal co miesiąc w Polsce dochodzi do zbrodni popełnianej przez nastolatków. Tych młodszych i dorosłych. Nakłada się to na prawdziwą epidemię pogorszenia zdrowia psychicznego tej grupy, którą psychiatrzy, ale także policjanci i prokuratorzy obserwują od czasów pandemii COVID-19. Do tego doszła zapaść systemu ochrony zdrowia dzieci i młodzieży. Tak naprawdę na szybką pomoc psychologiczną lub psychiatryczną można liczyć tylko w dużych, o ile nie największych miastach. A i tam czas oczekiwania na wizytę u specjalisty (na NFZ) to kilka miesięcy. Nie mówiąc już o takich luksusach, jak zapisanie się na terapię, bo to graniczy z cudem. Dla nastolatka kilka miesięcy to nie jest taki sam czas jak dla dorosłego. Tymczasem na prowincji na zwykłą wizytę u psychiatry dziecięcego można czekać nawet grubo ponad rok. Czytaj także: Dwa ciała w mieszkaniu i ranny 19-latek. Tragedia w WołominieStąd dramatycznie wysoka liczba zamachów samobójczych wśród dzieci i młodzieży. Oraz zbrodni. – Na terenie okręgu warszawskiego coraz częściej obserwujemy wzrost agresywnych zachowań młodych ludzi, w tym ciężkich przestępstw, także przeciwko życiu i zdrowiu, gdzie często ofiarami padają osoby najbliższe. Sprawcy najczęściej nie byli wcześniej leczeni, czekali w kolejce na podjęcie leczenia lub byli w okresie opiniowania. To nasuwa podejrzenia, że ochrona zdrowia młodocianych jest, co najmniej niewystarczająca. Nie mamy złudzeń, że jeżeli coś nie zostanie zrobione z tym problemem, to będzie to narastać – mówi prok. Skiba. – Przeciw tego typom zdarzeń nie sposób przeciwdziałać, jak ma to miejsce w sprawie wypadków, pijanych kierowców czy kradzieży. Tu wszystko zależy od reakcji rodziców czy psychologów szkolnych. Musimy zdać sobie sprawę, że dzieci oczekują od rodziców zainteresowania. Prawdziwego. Reakcji na ich smutek czy złość czy nawet „upierdliwego” dopytywania o samopoczucie, a nie zaspokajania potrzeb materialnych – podkreśla prokurator. Prok. Skiba zwraca uwagę, że najczęściej do największych tragedii dochodzi, gdy dzieci i młodzież zostają pozostawione same ze swoimi problemami. Wtedy wydaje im się bowiem, że nie mają już żadnego wyjścia, a to, co zrobią, jest nieodwracalne.