Prosto z Open’era. Tuż przed występem na Open’er Festival Sophie Hawley-Weld i Tucker Halpern z zespołu Sofi Tukker opowiedzieli portalowi TVP.Info o „przestrzeni między dźwiękami”, sile festiwali, inspiracjach płynących z codzienności. Przekonywali także, że rozwój technologii może paradoksalnie sprawić, iż jeszcze bardziej zatęsknimy za tym, co autentyczne. Muzyka duetu Sofi Tukker od lat wymyka się prostym definicjom. Łączy elektronikę z brazylijskimi rytmami, muzyką klubową i popem, tworząc charakterystyczny świat oparty na energii, ruchu i wspólnym przeżywaniu dźwięków. Utalentowani muzycy porozmawiali z portalem TVP.Info kilkadziesiąt minut przed swoim koncertem na Open’er Festival. Za kulisami panuje spokój. Sophie Hawley-Weld trzyma w dłoniach kubek gorącej wody z cytryną i miodem, oszczędzając głos przed wieczornym występem. Trudno przypuszczać, że ta niepozorna cytryna stanie się chwilę później bohaterką naszej rozmowy.Mateusz Baran: Chciałbym zacząć od pewnego zdania, które usłyszałem od znajomych, kiedy powiedziałem im, że będę z wami rozmawiał. Zapytałem: „Co najbardziej cenicie w muzyce Sofi Tukker?”. Jeden z nich odpowiedział: „Przestrzeń. Atmosfera ukryta pomiędzy taktami, pomiędzy dźwiękami” (ang. space between the notes). Sofi Tukker: Wow! To bardzo ciekawe. Przez chwilę nawet zastanawiałam się, czy nie powiedział „twarz ukryta za dźwiękami” (gra słów w języku angielskim – „face between the notes; śmiech). Myślę, że niezwykle ważne jest dla nas tworzenie całego świata wokół muzyki. Zawsze punktem wyjścia jest sama muzyka, ale później pojawiają się kolory, zapachy, poczucie wspólnoty, pozytywna energia i radość. Chcemy, żeby wszystko to współistniało z dźwiękiem. Jeśli jednak twój znajomy mówił o przestrzeni w sensie brzmieniowym, to rzeczywiście – zwłaszcza nasze wcześniejsze utwory były bardzo oszczędne. Korzystaliśmy z niewielkiej liczby elementów, bo chcieliśmy, aby każdy dźwięk miał swoje miejsce i swój moment. Dlatego zawsze staramy się zostawić w muzyce oddech. Nie interesuje nas budowanie gęstej ściany dźwięku. Wolimy pozostawić przestrzeń, zarówno dosłownie, jak i w znaczeniu metaforycznym.ZOBACZ TAKŻE: Metallica zatrzęsła ziemią w Polsce. DosłownieSkoro mówimy o przestrzeni, porozmawiajmy o festiwalach. Bardzo wierzę w wymianę energii pomiędzy publicznością a artystami. Mam jednak wrażenie, że dziś festiwale pełnią jeszcze ważniejszą społecznie funkcję. Żyjemy w świecie zdominowanym przez technologię, media społecznościowe i nieustanne połączenie z ekranami. Co oznacza dla was granie właśnie w takich miejscach?Sofi Tukker: Znowu wracamy do przestrzeni! Naprawdę wierzę, że niezwykle ważne jest, abyśmy spotykali się jako ludzie, fizycznie, a nie tylko w przestrzeni cyfrowej. Muzyka ma niezwykłą moc. Potrafi sprawić, że wszyscy znajdujemy się na tej samej częstotliwości, w tym samym miejscu i w tym samym momencie. Na co dzień jesteśmy rozproszeni. Siedzimy przed telefonami, komputerami, każdy funkcjonuje we własnym świecie. Tymczasem koncert czy festiwal przypomina nam, co właściwie znaczy być człowiekiem. I daje po prostu ogromną radość.To jest jednocześnie spotkanie, uwolnienie emocji i doświadczenie wspólnoty. Przez chwilę jesteś naprawdę obecny we własnym ciele, a nie wyłącznie we własnych myślach czy w świecie technologii. Jest w tym coś bardzo pierwotnego. Coś, co towarzyszy ludziom od zawsze: bycie razem, w grupie, twarzą w twarz, bez pośrednictwa ekranu.Nawet jeśli pada deszcz, wszyscy tu jesteśmy. I właśnie dlatego rodzi się emocja, której nie da się odtworzyć w żaden inny sposób. Są rzeczy, których po prostu nie można przeżyć przez ekran. Nie musimy mówić tym samym językiem, żeby naprawdę się ze sobą porozumieć. Nie ma wielu sposobów komunikacji, które pozwalają zbudować więź z kimś, z kim nie dzielisz wspólnego języka. Muzyka potrafi to zrobić!Skoro wspomnieliśmy o technologii, chciałbym jeszcze na chwilę przy niej pozostać. Coraz częściej rozmawiamy dziś o sztucznej inteligencji, zwłaszcza w środowisku artystycznym. Dla jednych jest ogromną szansą, dla innych zagrożeniem. Jak wy patrzycie na rozwój AI? Czy budzi w was niepokój?Sofi Tukker: Jak każda technologia, sztuczna inteligencja daje jednocześnie powody do obaw i do nadziei. W dużej mierze to od nas zależy, na czym skupimy uwagę. Oczywiście można wskazać wiele zagrożeń. One są realne. Z drugiej strony wydaje mi się, że pewnych zmian po prostu nie da się zatrzymać. Wszyscy jesteśmy teraz trochę jak dzieci uczące się zupełnie nowego świata i nowych narzędzi.Prawda jest taka, że sami nie wiemy jeszcze, jaka jest moja własna relacja ze sztuczną inteligencją. Nie wiem również, jaka będzie relacja całego społeczeństwa z tą technologią. Nie udaję, że potrafię przewidzieć przyszłość.Jednocześnie mam poczucie, że AI może zadziałać w zupełnie nieoczekiwany sposób. Paradoksalnie może sprawić, że jeszcze bardziej zaczniemy doceniać to, co autentyczne. To, co niedoskonałe, surowe, prawdziwe. Ludzie mogą zapragnąć właśnie takich emocji bardziej niż perfekcyjnych, komputerowo wygenerowanych dźwięków. Być może sztuczna inteligencja sama przypomni nam, jak bardzo potrzebujemy prawdziwych ludzi i prawdziwej sztuki. Dlatego myślę, że działa to w obie strony.Zatem jak przebiega wasz proces twórczy? Co was inspiruje?Bardzo inspiruje nas przebywanie wśród ludzi, którzy wspólnie słuchają muzyki. Tak było od zawsze. To właśnie z myślą o takich momentach tworzymy nasze utwory. Pisząc nową muzykę, nieustannie zastanawiamy się, jak zabrzmi podczas koncertu albo festiwalu. Jak zareagują ludzie. Jaką energię poczują. A później sami wracamy z koncertów pełni tej energii. Schodzimy ze sceny kompletnie mokrzy od potu, zmęczeni, ale jednocześnie szczęśliwi. Tańczymy razem z ludźmi, których kochamy, śpiewamy z całych sił, przeżywamy te emocje wspólnie z publicznością. To wszystko wraca później do naszej muzyki.Czytaj też: Weekend na Open'erze. Te koncerty w piątek i sobotę pokażemy w TVPAle inspiracja może przyjść dosłownie z każdego miejsca. Z podróży. Z innych kultur. Od przyjaciół. Z relacji. Od rodziny. Myślę, że wielu artystów powiedziałoby dokładnie to samo. Można znaleźć inspirację we wszystkim. Nawet w tej cytrynie. Może akurat nie w tej konkretnej… ale kto wie? (śmiech) Ta cytryna wydaje przecież tyle różnych dźwięków.Naprawdę zdarzało nam się przeżyć zupełnie przypadkową sytuację, a później napisać o niej piosenkę. To mogło być dosłownie cokolwiek.W takim razie zapytam bardziej konkretnie. Co zainspirowało was dzisiaj? Albo wczoraj? Co mogłoby przerodzić się w nową piosenkę?Sophie Hawley-Weld: Pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy… jest McDonald’s.Tucker Halpern: Jakim cudem McDonald’s cię zainspirował?Sophie Hawley-Weld: Sama nie wiem, dlaczego właśnie to przyszło mi do głowy! Po prostu po drodze zatrzymywaliśmy się tam chyba trzy razy.Tucker Halpern: Tylko dlatego, że cały czas musiałaś korzystać z toalety.Sophie Hawley-Weld: To prawda… Ale muszę przyznać, że matcha była zaskakująco dobra.Tucker Halpern: Chcesz powiedzieć, że to właśnie pobudziło twoją kreatywność? Mam wrażenie, że zupełnie nie odpowiadasz na pytanie.Sophie Hawley-Weld: Dobrze. To wykreślmy tę odpowiedź.Za późno.Tucker Halpern: Przepadło (śmiech). Zrujnowałaś tę odpowiedź. Naprawdę niczego tam nie zjadła! To kompletnie nie ma sensu. Jeszcze do tego wrócimy na osobności! (śmiech).Ale odpowiadając poważnie. Wczoraj (w piątek 3 lipca – przyp. red.) byliśmy na Ibizie. Spędziliśmy czas na pięknej wyspie. Był zachód słońca, morze, niezwykłe światło. To było naprawdę inspirujące. Mieliśmy poczucie, że znaleźliśmy się w miejscu, które daje nadzieję. I właśnie takie chwile sprawiają, że jeszcze bardziej chce się tworzyć muzykę.Czytaj także: Eurowizyjny debiut. Kanada wystąpi w konkursie w 2027 rokuWłaśnie dlatego zadałem to pytanie. Mam wrażenie, że wielu z nas zapomina o uważnym patrzeniu na świat. O tym, żeby naprawdę zanurzyć się w rzeczywistości, która nas otacza, i pozwolić się jej inspirować. Myślę, że to niezwykle ważne, aby artyści o tym przypominali. Na zakończenie chciałbym zapytać o waszą relację z Polską. Co czujecie, kiedy tutaj wracacie? Co myślicie o polskiej publiczności?Sofi Tukker: Naprawdę uwielbiamy grać koncerty w Polsce. Ostatnim razem występowaliśmy tutaj podczas naszego własnego koncertu. Pamiętam doskonale tamten wieczór. Było fantastycznie. To był jeden z tych koncertów, które zostają z nami na długo. Co więcej, był to jeden z najszybciej wyprzedanych występów podczas całej naszej europejskiej trasy. Bilety rozeszły się błyskawicznie! To dla nas naprawdę wiele znaczy. Tworzymy muzykę daleko stąd, w miejscu, w którym dorastaliśmy i które ukształtowało nas jako ludzi. A potem przyjeżdżamy do Polski i spotykamy publiczność, która zna nasze utwory, przeżywa je razem z nami i śpiewa je od pierwszego do ostatniego słowa.To wciąż wydaje się czymś niezwykłym. Zwłaszcza że śpiewamy po angielsku, po portugalsku, czasem pojawiają się jeszcze inne języki. A jednak muzyka przekracza wszystkie te granice. Dosłownie łączy nas z ludźmi po drugiej stronie świata. To jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń, jakie daje nam nasza praca. Jesteśmy za to ogromnie wdzięczni.Słyszeliśmy o Open’er Festival tyle dobrych rzeczy, że od dawna nie mogliśmy się doczekać tego występu. Naprawdę bardzo się cieszymy, że wreszcie możemy tu być.ROZMAWIAŁ: MATEUSZ BARAN, TVP KULTURA