Alfabet Oczkosia. Są takie słowa, które robią większą karierę niż ich autorzy. Nikt już nie pamięta, kto powiedział je pierwszy. Ale wszyscy wiedzą, kiedy ich użyć. W Polsce nie ma bardziej uniwersalnego argumentu niż krótkie, soczyste: „G… prawda!”. To zdanie zastępuje dowody, dokumenty, świadków, logikę i dobre wychowanie. Jest jak szwajcarski scyzoryk wielofunkcyjny na warszawskiej Pradze. Otwiera każdą dyskusję i natychmiast ją zamyka. Ksiądz Tischner opowiadał o trzech prawdach. Świętej prawdzie. Też prawdzie. I tej trzeciej. Od tamtych czasów wydarzyło się jednak coś znacznie ważniejszego. Pojawiła się czwarta prawda. To prawda wygodna. Nie musi być prawdziwa. Wiem, jak to brzmi, ale to prawda. Wystarczy, że jest nasza. Prawdy taniec na linie światłowodu Kiedyś człowiek szukał prawdy. Dzisiaj szuka potwierdzenia, że miał rację. To ogromna różnica. Dawniej dyskusja polegała na wymianie argumentów. Dzisiaj przypomina konkurs przeciągania liny. Nie chodzi o to, żeby dojść do porozumienia. Chodzi o to, żeby przeciągnąć przeciwnika na swoją stronę albo przynajmniej wrzucić mu do ogródka kilka obelg. Prawda nie jest już celem. Prawda jest kibicem, a raczej coraz częściej, kibolem. Siedzi na trybunach i patrzy, jak dwie drużyny okładają się faktami wyrwanymi z kontekstu. Mało chyba jest narodów, które miałyby tylu ekspertów od wszystkiego. Ekspert od gospodarki tłumaczy geopolitykę. Ekspert od geopolityki wyjaśnia psychologię. Ekspert od psychologii analizuje sport. A ekspert od sportu bez problemu wyjaśni funkcjonowanie państwa, klimat, zdrowie i wychowanie dzieci. Dziś po raz kolejny królem jest metamodel języka w wersji karykaturalnej. Najpiękniejsze jest to, że wszyscy mówią z jednakową pewnością. „To oczywiste”; „Nie ulega wątpliwości”; „Każdy rozsądny człowiek wie, że…”. Uwielbiam ten zwrot. „Każdy rozsądny człowiek”. To znaczy: każdy, kto zgadza się ze mną. Reszta jest podejrzana. Jeszcze piękniejsze jest zdanie: „Ja tylko zadaję pytania”. To współczesny odpowiednik rzucenia petardy do pokoju i wyjścia z niewinną miną. „A skąd wiadomo?”; „A kto na tym korzysta?”; „A czy to przypadek?”. Nie trzeba niczego udowadniać. Słynne pytanie „Czy przestał pan już bić żonę?”. Wystarczy sugestia. Resztę dopowie wyobraźnia. A wyobraźnia jest dziś najszybszym środkiem transportu. Szybszym od światłowodu. Kiedyś plotka potrzebowała tygodnia, żeby obiec kraj. Dzisiaj potrzebuje jednego kliknięcia.Jeszcze nie ostygnie kawa, a już połowa znajomych wie, kto jest winny. Druga połowa wie, że winny jest ktoś zupełnie inny. Trzecia połowa (w Polsce połowy zawsze chodzą trójkami, bo gdzie dwóch Polaków tam występują trzy zdania) jest przekonana, że wszystko zostało ukryte. Czytaj też: A jak Asystentka. Czyli kto trzyma spodnie w zębach?Prawdy wyprawa na Wenus We współczesnym świecie standardem jest znanie najgłębszych tajemnic, nawet jeśli nie masz poświadczenia dostępu do tych tajemnic, a może właśnie dlatego. Co to za wyczyn znać tajemnice, jak się dostęp posiada. A w ogóle to wstydem jest nie wiedzieć. Kiedyś ludzie mówili: „Nie wiem”. To było piękne zdanie. Dzisiaj brzmi niemal egzotycznie. Spróbuj powiedzieć w towarzystwie: „Nie wiem”. Zapadnie cisza. Jeden popatrzy z litością. Drugi z podejrzliwością. A najbardziej aktywny uczestnik rozmowy natychmiast wyciągnie telefon i oznajmi: „Dobra już sprawdzam”. Po minucie przeczyta pierwszy lepszy wpis i wróci z miną odkrywcy nowego kontynentu. „Wiedziałem!” „Nieee. Nie wiedziałeś”. Dowiedziałeś się tego trzydzieści sekund temu. Ale w naszych czasach trzydzieści sekund to już historia. Najbardziej rozczula mnie jednak powszechna walka o prawdę. Wszyscy walczą o prawdę. Telewizje walczą. Portale walczą. Influencerzy walczą. Komentatorzy walczą. Znajomi przy grillu walczą. Rodziny przy świątecznym stole walczą. Tylko sama prawda wygląda na tym polu bitwy jak zagubiony turysta z papierową mapą w centrum miasta. Nikt jej nie pyta o drogę. Każdy mówi jej, dokąd ma iść. Najbardziej zdumiewa mnie jednak to, że wszyscy dziś kochają prawdę. Naprawdę. Każdy o niej mówi. Każdy mówi, że jej broni. Każdy twierdzi, że właśnie jego środowisko ma na nią wyłączność. Prawda stała się jak działka na Wenus. Każdy mówi: MOJA. Problem w tym, że prawda jest jak działka w kosmosie, nie daje się ogrodzić. Choć oczywiście moja prawda jest mojsza, i najmojsza, jak głosi prawda.Prawdy sprint w samotności długodystansowcaKiedyś mówiło się, że kłamstwo ma krótkie nogi. To było przed internetem. Dzisiaj kłamstwo ma światłowód, pięciu administratorów, dwunastu moderatorów, studio nagraniowe i dział marketingu. Oraz algorytmy. Prawda nadal chodzi pieszo. Bez sponsora. Bez reklamy. Bez specjalisty od wizerunku. A przecież wiadomo, kto wygrywa wyścig. Nie ten, kto ma rację. Ten, kto pierwszy dobiegnie. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że żyjemy nie w epoce informacji czy dezinformacji. Żyjemy w epoce natychmiastowości. Nie liczy się, czy coś jest prawdziwe. Liczy się, czy zdążysz to wrzucić przed innymi. Potem można prostować. Potem można przepraszać. Potem można usunąć. Choć usuwanie przypomina dziś zamykanie drzwi stajni, kiedy koń od tygodnia prowadzi własny kanał w mediach społecznościowych. Natychmiastowość jest dziś potężną bronią, która czyni spustoszenie w ludzkich umysłach i prowadzi do metodycznej oraz niestety trwałej ich modyfikacji. Nakłania też odbiorców do takiego zachowania, które pozwoli nadawcy osiągać cele, np. polityczne czy biznesowe. Największym wynalazkiem naszych czasów nie jest sztuczna inteligencja. Największym wynalazkiem jest sztuczna pewność. Człowiek, który przeczytał dwa wpisy i obejrzał trzy filmy, mówi z przekonaniem profesora. Profesor, który poświęcił tematowi trzydzieści lat życia, odpowiada: „To zależy”. I przegrywa. Bo „to zależy” fatalnie brzmi w nagłówku. Nagłówek kocha wykrzykniki. Clickbait nie znosi znaków zapytania. Pytasz = nie wiesz. Czytaj też: B jak Bezradne Pokolenie, czyli BETKA międzygeneracyjnaPrawdy zmagania na boisku kibicowaniaPrzypomniały mi się znowu trzy prawdy. Święta prawda, Też prawda, i ta trzecia. Pomyślałem, że ksiądz Tischner pewnie uśmiechnąłby się pod nosem, patrząc na nasze współczesne spory. Nie dlatego, że miałby gotową odpowiedź. Dlatego, że wiedział, iż człowiek jest istotą zdolną uwierzyć w niemal wszystko. Zwłaszcza wtedy, gdy to "wszystko" zgadza się z jego wcześniejszym zdaniem. Najtrudniej bowiem zmienić nie poglądy. Najtrudniej zmienić własne przekonanie o własnej nieomylności. Może właśnie dlatego coraz rzadziej słychać w przestrzeni publicznej zdanie: „Pomyliłem/ Pomyliłam się”. A przecież to jedno z najpiękniejszych zdań, jakie wymyślił człowiek. Nie świadczy o słabości. Świadczy o odwadze. Odwaga nie polega na tym, żeby przekrzyczeć przeciwnika. Odwaga polega na tym, żeby czasem zamilknąć i pomyśleć: „A jeśli tym razem to nie ja mam rację?” Tyle tylko, że to pytanie nie zbiera lajków. Nie otwiera programów informacyjnych i nie robi kariery. Ale bez tego zdania żadna rozmowa nie ma sensu. Bo największym problemem nie jest wcale ta słynna „gówno prawda”. Ona była, jest i będzie. Ludzie od zawsze koloryzowali, plotkowali i opowiadali historie wygodniejsze od faktów. Prawdziwy problem zaczyna się znacznie wcześniej. W chwili, kiedy przestajemy odróżniać fakty od kibicowania. Kiedy bronimy zdania nie dlatego, że jest prawdziwe, tylko dlatego, że jest nasze. Bo kiedy poglądy zamieniają się w barwy klubowe, każda dyskusja kończy się dogrywką, a często rzutami karnymi. Tyle tylko, że sędzia już dawno zszedł z boiska.Czytaj też: C jak Cymbaliści, których bywa wieluPrawdy oczekiwania na codzienne poszukiwania „Święta prawda” uczy pokory. „Też prawda” przypomina, że świat bywa bardziej skomplikowany, niż chcielibyśmy wierzyć. A ta trzecia… Ta trzecia ma się znakomicie. Rozgościła się w studiach telewizyjnych. W mediach społecznościowych. Przy rodzinnych stołach. W kolejkach. Na forach. W komentarzach. I co jest niebezpieczne, także w naszych własnych głowach.Dlatego zanim następnym razem odruchowo powiemy: „Gówno prawda!”, spróbujmy najpierw zadać sobie jedno pytanie: „Skąd właściwie wiem, że mam rację?”. Może właśnie od odpowiedzi na to pytanie zaczyna się nie tylko dobra rozmowa. Może od niego zaczyna się także zwykła, codzienna przyzwoitość. Bo prawda nie potrzebuje głośnej akceptacji. Prawda potrzebuje żebyśmy mieli odwagę szukać jej częściej niż potwierdzenia własnych przekonań.Prawda weszła kiedyś do baru. Chciała zamówić czystą wodę. Algorytm za ladą spojrzał na prawdę i zapytał: – „A pani, z której telewizji?”.– „Z żadnej” – Prawda odpowiedziała.– „A to sorry” – odpowiedział Algorytm. „U nas obsługujemy tylko narracje”. Największym sukcesem propagandy nie jest to, że ludzie uwierzyli w kłamstwo. Kłamstwo wbrew pozorom można obalić. Największym sukcesem propagandy jest to, że ludzie przestali wierzyć, iż prawdę w ogóle można jeszcze odnaleźć. ***„Najbardziej niebezpieczne kłamstwa to prawdy nieco zniekształcone”. (Georg Christoph Lichtenberg)