Jest wielu zabitych. Co najmniej 8 mnichów zginęło, a 18 zostało rannych, gdy 11-letni chłopiec wjechał w pielgrzymkę w północno-wschodniej Tajlandii. Władze poinformowały, że nieletni zabrał pick-upa rodziców bez ich wiedzy. Do tragedii doszło w czwartek przed godziną 12 czasu miejscowego (5 rano czasu polskiego) w dystrykcie Muang w prowincji Mukdahan położonej około 600 kilometrów na północny wschód od stolicy Bangkoku. Grupa 34 mnichów około pół godziny wcześniej rozpoczęła 260-kilometrową pielgrzymkę do prowincji Ubon Ratchathani.Wkrótce po posiłku w Wat Roi Phra Phutthabat Phu Manorom, gdy szli poboczem drogi i zbliżali się do wioski Na Si Nuan, uderzył w nich pick-up. Pięciu mnichów zginęło na miejscu, a trzech innych zmarło w szpitalu – poinformował Worrayan Boonnarat, gubernator prowincji Mukdahan.Poszkodowanych zostało jeszcze 18 duchownych, z czego 14 zabrano do szpitala. Władze przekazały, że czterech jest w stanie krytycznym.Policja zatrzymała 11-letniego pirataOkazało się, że za kierownicą siedział niepełnosprawny 11-latek. Chłopiec został zatrzymany i przewieziony na komisariat policji w dzielnicy Muang. Po przyjeździe na miejsce urzędników państwowej służby ochrony dzieci został przesłuchany. Media informują, że usiadł za kierownicą bez wiedzy ojca.Policja poinformowała, że przyczyna wypadku wciąż jest badana. Wskazała, że mnisi opisywali, iż przed wypadkiem auto gwałtownie skręciło, zjechało z drogi i uderzył w grupę.Czytaj także: Traktor wiozący pielgrzymów zderzył się z ciężarówką. Osiem osób nie żyje