Historia Żyda z Leszna. Wszyscy znamy Kościuszkę i Pułaskiego – to nie tylko polscy, ale i amerykańscy bohaterowie. Kościuszko projektował fortyfikacje West Point – do dziś stoi tam jego pomnik. Pułaski ma pomnik w Chicago, a co roku na Manhattanie rusza parada jego imienia. Ale jest i ten trzeci Polak – urodzony w Lesznie, któremu Stany Zjednoczone zawdzięczają równie dużo. I o nim wiemy mniej, by nie powiedzieć – prawie nic. Czas uzupełnić triadę polskich bohaterów Ameryki o Chaima Solomona. I dlatego oglądajmy 4 lipca, w Dniu Niepodległości, mecz rozgrywany na stadionie w Filadelfii. Nie generał, nie polityk i nie dyplomata„Haym Salomon urodził się w Lesznie (Lissa) w Polsce w 1740 roku, w rodzinie wywodzącej się od hiszpańskich i portugalskich Żydów, którzy wyemigrowali do Polski po hiszpańskiej inkwizycji i wypędzeniu” – pisze amerykański rabin Menachem Levine, który na co dzień pełni funkcję CEO największej żydowskiej szkoły na Środkowym Zachodzie USA. I ten sam autor: „Żydowskie wioski w Polsce były również narażone i od czasu do czasu atakowane przez okrutne pogromy. Gdy Haym był młodym człowiekiem, jeden z takich pogromów zagroził Lissie i uciekł do Holandii”. Czytamy dalej: „Podczas podróży przez Europę Zachodnią w poszukiwaniu bezpieczniejszych schronień, Haym zdobył wiedzę z zakresu finansów i płynnie opanował kilka języków, w tym niemiecki”. W 1770 roku – według Levine'a – wrócił do Polski, a dwa lata później, po I rozbiorze, zaangażował się w polski ruch narodowy i został zmuszony do ponownej ucieczki. Wyjechał do Anglii, a stamtąd do Nowego Jorku.Ale to źródło amerykańskie, a co nasi badacze? Nie mają dużo do dodania. Dariusz Czwojdrak, historyk z Muzeum Okręgowego w Lesznie, prostuje informację, jakoby ojciec Salomona był rabinem – jak podaje choćby Wikipedia. I pisze, że rodzina Solomonów trudniła się kupiectwem i należała do zamożnej sefardyjskiej elity miasta. W wielkopolskiej prasie znajdziemy też informację, że podróż Solomona po Europie trwała dziesięć lat i podczas niej nauczył się angielskiego, francuskiego, niemieckiego, włoskiego oraz rosyjskiego. Na portalu Histmag jest też krótki artykuł, z którego wynika, że nasz bohater nie wrócił do Polski z europejskiej podróży i „kiedy […] doszło do I rozbioru […], przebywał w Anglii”. Poza tym o Solomonie pisał już w 1992 roku uznany amerykanista Longin Pastusiak w książce „Polacy w zaraniu Stanów Zjednoczonych” i poświęcił mu osobny fragment. Ale żadnych nowych szczegółów tam nie znajdziemy. I na tym kończy się polska solomonologia.Solomon, Chaim SolomonNie inaczej – solomonologia, przez „o”, a nie salomonologia przez „a”. Bo wbrew późniejszej tradycji amerykańskiej, a także – by wyprzedzić nieco tę historię – co zapisano na amerykańskim pomniku czy na znaczku pocztowym, on sam używał takiej właśnie formy nazwiska. Na potwierdzenie zaglądamy do jego listów, które zostały zgromadzone i przetranskrybowane przez American Jewish Historical Society w Nowym Jorku. W pismach z lat 1781-1782 konsekwentnie podpisywał się jako „Haym Solomon” – jak w tym z 10 lipca 1781 roku do Jamesa Cummingsa, kupca z Lorient, z którym prowadził interesy. I tam żegnał się: „Jestem Pańskim bardzo pokornym sługą, Haym Solomon”. Tak też zwracali się do niego – Ezekiel Levy z Baltimore pisał w 1781 roku: „Panie Solomonie”. A Philemon Dickinson, pułkownik milicji New Jersey i polityk, swój list zaadresował: „do Pana Hayma Solomona”.Zatem Solomon, a nie Salomon. Mimo to nie we wszystkim będziemy wierni jego listom i choć on sam używał imienia Haym, my przedstawmy go z polska jako Chaim. Bo taki jest właśnie aktualny zapis w polszczyźnie: Chaim, nie Haym, co w obu przypadkach oznacza po hebrajsku „życie”.Zanim jednak ruszymy śladem tego Polaka, który sfinansował niepodległość Ameryki, kilka zdań o samym Lesznie, skąd pochodził. W XVIII wieku był to najważniejszy ośrodek żydowski w Wielkopolsce – jak podają historycy – i leszczyńska gmina żydowska przejęła wtedy prymat nad podupadającym kahalem w Poznaniu. Żydów mieszkało tam u schyłku XVIII wieku między 4 a 5 tysięcy, a samo miasto nazywano w źródłach „Główną Synagogą Wielkopolski”. Przebywali tu też kupcy szkoccy, którzy – podobnie jak Żydzi – docenili korzystne położenie na szlakach handlowych. O randze Leszna świadczy choćby fakt, że w 1606 roku założono tu gminę kalwińską, w 1638 roku szkołę elementarną dla dziewcząt, a w połowie XVIII wieku działało 18 księgarń. Tę różnorodność Chaim miał więc w domu i niewykluczone, że jeszcze zanim opuścił Leszno, władał kilkoma językami. A wszystko to w Rzeczpospolitej, na polskiej ziemi, której mieszkańcy – jak nikt inny w Europie – wiedzieli, czym jest utrata wolności.Czytaj też: Emancypacja poprzez testament. Tak obchodzono prawoZe szponów BrytyjczykówWedług rabina Levine'a Solomon przybył do Nowego Jorku nie jako zwykły emigrant, lecz uchodźca polityczny. Podobnie ujmuje to Encyclopaedia Britannica, gdzie czytamy: „prawdopodobnie z powodu swojej rewolucyjnej działalności na rzecz polskiej niepodległości uciekł do Nowego Jorku”. Za oceanem szybko znalazł zatrudnienie jako broker, czyli pośrednik, i agent komisyjny obsługujący handel atlantycki. Ożenił się z Rachel Franks, pochodzącą z wpływowej żydowskiej rodziny związanej z rodzącymi się elitami Stanów Zjednoczonych. Brat Rachel, Isaac Franks, służył później jako adiutant Jerzego Waszyngtona.I kiedy w 1775 roku wybuchła wojna o niepodległość, Solomon opowiedział się po stronie Patriotów, czyli Amerykanów, którzy chcieli oderwać się od brytyjskiej korony. Wstąpił do nowojorskiego oddziału Synów Wolności – organizacji prowadzącej kampanię przeciw brytyjskim rządom i przygotowującej grunt pod rewolucję. Decyzja ryzykowna, bo Nowy Jork pozostawał pod kontrolą Londynu i taka działalność mogła skończyć się szubienicą.I prawie tak się stało. We wrześniu 1776 roku został aresztowany jako szpieg. Przed egzekucją uratowała go pewna umiejętność. Jaka? Za chwilę sam to wyjawi. Powiedzmy tylko, że Brytyjczycy, zamiast wykonać wyrok, przydzielili go do służby przy oddziałach heskich, a więc niemieckich, wynajętych przez Londyn. Nie oznaczało to jednak, że zmienił front. Wręcz przeciwnie. Z czasem stał się dla brytyjskiego dowództwa człowiekiem wyjątkowo niewygodnym. W efekcie w sierpniu 1778 roku został aresztowany po raz drugi. Tym razem podejrzewano go o udział w przygotowaniach do podpalenia brytyjskiej floty w nowojorskim porcie. Trafił do osławionego więzienia Provost i jako „szpieg i zdrajca” został skazany na śmierć.I właśnie te wydarzenia Solomon opisał kilkanaście dni później, 25 sierpnia 1778 roku, w memoriale – czyli liście-petycji – skierowanym do Kongresu Kontynentalnego, ówczesnego parlamentu zbuntowanych kolonii. Czytamy tam:„Że Wasz Memorialista został schwytany jako szpieg i przez generała Robertsona osadzony w Provost. Że dzięki interwencji generała-porucznika Heistera (który potrzebował go ze względu na jego znajomość języków francuskiego, polskiego, rosyjskiego, włoskiego itd.) został przekazany dowódcy hesyjskiemu, który mianował go w charakterze dostawcy, głównie dla oficerów. Że będąc w Nowym Jorku, wyświadczył wielką przysługę jeńcom francuskim i amerykańskim i wspomagał ich pieniędzmi oraz pomagał im w ucieczce. Że to oraz jego bliskie powiązania z tymi oficerami hesyjskimi, którzy byli skłonni do rezygnacji, a także z monsieur Samuelem Demezesem [tj. francuskim kupcem i agentem handlowym współpracującym z Amerykanami – przyp. aut.] uczyniły go w końcu tak znienawidzonym przez brytyjską kwaterę główną, że już ścigany przez straże, we wtorek 11 sierpnia dokonał swojej szczęśliwej ucieczki”.Zwróćmy uwagę na fragment dokumentu. Solomon pisał, że po pierwszym aresztowaniu został wyciągnięty z więzienia dlatego, iż generał-porucznik Johann von Heister potrzebował człowieka znającego między innymi język polski. To ta umiejętność okazała się w tym momencie kluczowa. Zaś co do ucieczki, wiadomo, że w krytycznym momencie sięgnął po kilka złotych monet ukrytych na ciele i przekupił strażnika. 11 sierpnia 1778 roku zniknął z celi.Czytaj też: 250. rocznica niepodległości USA. Sejm podjął uchwałęBroker rewolucjiCzternaście dni później był już w Filadelfii. Brytyjczycy wycofali się z miasta kilka tygodni wcześniej, a Kongres Kontynentalny wrócił do swojej stolicy. To tutaj zapadały decyzje o losach amerykańskiej rewolucji i Solomon wszedł w sam środek finansowego zaplecza wojny o niepodległość.Początkowo Kongres nie przyjął jego oferty pomocy – chodziło o pośrednictwo finansowe, wymianę weksli i organizowanie kredytów w Europie. Solomon nie zrezygnował. Za pożyczone środki otworzył biuro przy Front Street, w samym centrum Filadelfii, w pobliżu miejsc, gdzie spotykali się oficerowie Armii Kontynentalnej i delegaci Kongresu. Rozumiał, że w tej wojnie kluczowe są dwa elementy: dostęp do informacji i szybki obrót pieniędzmi.Przełom nastąpił w 1781 roku, gdy Robert Morris, jeden z najbogatszych kupców Ameryki, został Nadintendentem Finansów Stanów Zjednoczonych. Otrzymał zadanie z gatunku niewykonalnych: pusty skarb państwa, nieopłacona armia i Kongres bez środków na funkcjonowanie. Potrzebował człowieka, który potrafiłby zamieniać europejskie kredyty i weksle na gotówkę oraz utrzymać płynność finansową kraju. Oparł się na Solomonie.Zachowane zapiski Morrisa z lat 1781-1784 odnotowują dziesiątki operacji między nimi, często z adnotacją: „posłałem po Hayma Solomona”. W praktyce Solomon stał się jednym z głównych pośredników finansowych rewolucji – obsługiwał obrót wekslami i kredytami między Ameryką a Europą, zwłaszcza Francją i Holandią, które finansowały amerykańską wojnę o niepodległość.W 1782 roku prasa określała go właśnie jako brokera współpracującego z urzędem finansowym Kongresu oraz przedstawicielstwem francuskim. W dokumentach konsularnych pojawia się także jako osoba obsługująca rozliczenia wojsk francuskich w Ameryce. I tak przez jego ręce przechodziła duża część pieniędzy i kredytów przekazywanych z Europy na finansowanie wojny.Skala działalności była wyjątkowa jak na realia młodego państwa. Jego konto w Banku Ameryki Północnej – według dokumentów bankowych z epoki – zajmowało kilkanaście stron księgi głównej, porównywalnie z sumą rachunków kilkunastu dużych kupców razem wziętych. W obiegu utrzymywał dziesiątki tysięcy dolarów w złocie i srebrze, a łączna wartość jego operacji sięgała setek tysięcy dolarów. Jednocześnie sam udzielał krótkoterminowych niskooprocentowanych pożyczek osobom zaangażowanym w walkę o niepodległość. W listach Jamesa Madisona (późniejszego prezydenta USA) pojawia się wzmianka o korzystaniu z jego pomocy w czasie, gdy Kongres nie był w stanie wypłacać wynagrodzeń delegatom. Madison określał go mianem „naszego małego przyjaciela z Front Street”. Podobne wsparcie otrzymywali również inni politycy, m.in. Thomas Jefferson (kolejny przyszły prezydent USA) oraz dyplomata Kongresu Arthur Lee.Solomon wspierał też zagranicznych przedstawicieli. Hiszpański ambasador Francisco Rendón przez dłuższy czas korzystał z jego pomocy, co pozwalało utrzymać ciągłość misji dyplomatycznej mimo opóźnień w ściąganiu środków z Kuby. W czasie kryzysu monetarnego w Filadelfii, po załamaniu waluty kontynentalnej, Solomon udostępniał też własne środki w złocie i srebrze, stabilizując lokalny obieg pieniądza.Zatem łączył w jednej osobie funkcje, które dziś są rozdzielone między ministerstwa finansów, banki centralne, międzynarodowe instytucje finansowe i agencje rządowe. W XVIII wieku jeden zdolny broker mógł realnie wpływać na płynność młodego państwa. Dziś transfery na rzecz walczącego kraju takiego jak Ukraina idą przede wszystkim kanałami państwowymi i wielostronnymi – przez Rezerwę Federalną, EBC, MFW czy mechanizmy Unii Europejskiej. Nie ma już miejsca na pojedynczego „Solomona”.Czytaj też: Precedens w historii USA. Będzie banknot z wizerunkiem żyjącego prezydentaA jak to wyglądało w praktyce?Na pewno mniej efektownie, niż mogłoby się wydawać. Codzienne decyzje, co kupić, komu pożyczyć i jak przetransportować towar przez ocean, żeby nie stracić. Zaglądamy do listów Solomona, które pokazują, czym naprawdę zajmował się „broker rewolucji”.Zacznijmy od międzynarodowych rozliczeń. 23 października 1781 roku Carl Oderström – szwedzki kupiec z Göteborga, jeden z europejskich partnerów – pisał:„Wczoraj przybył kapitan Hugh Lyle statkiem Flora i przekazał mi Pański list z 23 lipca wraz z załączonymi 8 wekslami na kwotę 9000 liwrów tournois. Zaksięguję je na Pańskie konto i wyślę zamówione towary”.Trudno jednoznacznie oszacować dzisiejszą wartość 9000 liwrów z 1781 roku. W przeliczeniu na zawartość złota odpowiada to mniej więcej 360-370 tys. dolarów.Kolejny list, z 1 listopada 1781 roku, również od Oderströma, pokazuje, że nawet duże transakcje wymagały drobiazgowej kontroli:„Niestety nie udało mi się zdobyć pożądanych rosyjskich jedwabnych chustek we flagowe wzory. Wysłałem statkiem Flora na Pańskie konto pozostałe zamówione towary – rosyjskie płótno i porcelanę – zgodnie z załączoną fakturą i listem przewozowym na kwotę 175 liwrów i 34 sous. Od tej kwoty odliczam 8 weksli na 9900 liwrów. Pozostaje saldo na moją korzyść w wysokości 15 liwrów i 46 sous”.Solomon nie tylko przyjmował pieniądze, ale też ich dochodził. 5 lipca 1782 roku pisał do firmy Watson & Co. w sprawie zaginionego wekslu:„W lipcu 1781 roku wysłałem panu Johnowi Cummingsowi weksel na 1000 liwrów. Niestety listy zaginęły. Statek Petty został przechwycony w drodze powrotnej [zapewne przez Brytyjczyków – przyp. aut.], a kapitan zapewnia mnie, że żadne towary nie zostały wysłane na mój rachunek. W mojej opinii wysyłanie niepodpisanych dokumentów budzi poważne wątpliwości co do rzetelności Cummingsa”.Solomon pośredniczył też w handlu amerykańskimi surowcami, które dla walczącej o niepodległość armii miały kluczowe znaczenie. 15 października 1781 roku pisał do Jacoba Holomona, kupca z Wirginii, o soli, towarze niezbędnym do konserwacji żywności dla wojska:„Mam sól na składzie. Uważam, że najlepiej będzie sprzedać ją jak najszybciej – najlepsza sól kamienna kosztuje tu obecnie od 20 do 22 szylingów za buszel [miara objętości towarów sypkich, ok. 35 litrów – przyp. aut.] i cena spada”.Bywały też sprawy bardziej przyziemne – zakupy dla rodziny ważnego polityka, pożyczki dla znajomych.Śmierć w biedzie Ameryka obroniła swoją niepodległość i po wojnie Solomon kontynuował działalność jako wolny obywatel nowego państwa. Ale zdrowie mu nie dopisywało. Gruźlica, której prawdopodobnie nabawił się w brytyjskim więzieniu, dawała o sobie znać i zmarł 6 stycznia 1785 roku w wieku 44 lat. Zostawił żonę, trójkę dzieci poniżej 7 roku życia i czwarte w drodze. W nekrologu w „Independent Gazetteer” zapisano: „wybitny broker, rodowity Polak z narodu hebrajskiego” [„a native of Poland”]. Jak się okazało, także bankrut. „Jego majątek wyceniono [wówczas] na 44 000 dolarów, ale zobowiązania wynosiły 45 000 dolarów” – zapisano w dokumentach spadkowych. Amerykański Battlefield Trust – organizacja zajmująca się ochroną pól bitewnych i edukacją historyczną – szacuje, że Solomon osobiście wyłożył lub pośredniczył w pożyczeniu rządowi około 650 000 dolarów. W przeliczeniu na dzisiejszą wartość to ponad 18 milionów dolarów. Gdyby doliczyć odsetki i uwzględnić inflację przez ponad dwa stulecia, wartość tego długu sięgałaby dziś ogromnych sum, których nikt nie jest w stanie precyzyjnie oszacować, ale z pewnością była to fortuna, która mogła zapewnić rodzinie bezpieczną przyszłość na kilka pokoleń.Dzieci Solomona bezskutecznie domagały się zwrotu tych pieniędzy. Składały petycje do Senatu aż do 1864 roku. Zaproponowały nawet ugodę w wysokości 100 tysięcy dolarów. Komisja uznała roszczenie za warte rozpatrzenia, ale Kongres nic nie wypłacił.W latach 70. XIX wieku odkryto też, że dokumenty Solomona przechowywane w archiwum Kongresu zaginęły. „Wiele z nich dotyczyło transakcji finansowych i nosiło podpisy Waszyngtona, Jeffersona i innych historycznych postaci. Prawdopodobnie zostały skradzione ze względu na wartość tych autografów” – czytamy w opracowaniach American Jewish Historical Society. Ostatecznie w 1893 roku spadkobiercy zwrócili się do Kongresu o wybicie medalu pamiątkowego. Kongres przeznaczył na ten cel 250 dolarów, ale nic więcej nie zrobiono.W 1935 roku historyk Albert Friedenberg napisał, że Solomon był „mało znanym, ponieważ często celowo pomijanym patriotą”. Nic w tym dziwnego. Kto chciałby pamiętać, że jest komuś winien fortunę i że tego długu nigdy nie zwrócił?Gdzie go dziś szukać?W Polsce wciąż prawie nieznany, w Stanach Zjednoczonych jest już obecny, choć zbyt skromnie w stosunku do skali zasług:· Chicago – pomnik przy Wacker Drive, przedstawiający Jerzego Waszyngtona stojącego między Robertem Morrisem a właśnie Chaimem Solomonem. Odsłonięty w 1941 roku.· Nowy Jork – tablica pamiątkowa na fasadzie budynku przy Wall Street 22 – miejscu, gdzie w 1784 roku Solomon otworzył swoją nowojorską placówkę.· Filadelfia – grób na cmentarzu kongregacji Mikveh Israel, gdzie spoczywa do dziś. Obok – tablica upamiętniająca jego zasługi dla rewolucji.· Znaczek pocztowy z 1975 roku – wydany przez United States Postal Service. Umieszczono tam napis: „Bohater finansowy – biznesmen i broker Haym Salomon był odpowiedzialny za zebranie większości pieniędzy potrzebnych do sfinansowania rewolucji amerykańskiej, a później do uratowania nowego narodu przed upadkiem”.Ale najbardziej symbolicznym współczesnym śladem tej historii może być mecz na mundialu. 4 lipca 2026 roku – w amerykańskim dniu niepodległości – w Filadelfii rozegrane zostanie spotkanie 1/8 finału Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Zgromadzi kibiców z całego świata, a odbędzie się w mieście, które w czasie rewolucji było politycznym i finansowym centrum rodzącego się państwa. To właśnie tutaj Solomon prowadził swoją działalność. Bez ludzi takich jak on samo święto 4 lipca mogłoby pozostać pobożnym życzeniem. Bez Chaima Solomona Ameryka mogłaby dziś wyglądać inaczej. No i mecz pewnie by się nie odbył.Czytaj też: Zapomniane ludobójstwo. „Zestrzeliwaliśmy niemowlęta jeszcze w locie”