Polak podpisał dwuletni kontrakt. Robert Lewandowski został piłkarzem Chicago Fire. O tym, czego może się spodziewać po grze w Stanach Zjednoczonych, spytaliśmy Romana Koseckiego – autora pierwszej historycznej bramki dla Fire w MLS. Krzysztof Oliwa, portal TVP.Info: Jak pan ocenia transfer Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire?Roman Kosecki (były piłkarz Chicago Fire): – Od początku, jak nie szło mu w rozmowach z FC Barceloną, to mówiłem, że najlepszą opcją będzie USA. Liczyłem na scenariusz, że Polacy awansują i wtedy któryś klub z MLS ogłosi jego transfer. Tak się nie stało, ale jestem bardzo szczęśliwy, że Robert zdecydował się na grę w Stanach Zjednoczonych. Mamy kolejnego Polaka w MLS i to w klubie z miasta, gdzie jest duża Polonia. Do tego Chicago to świetne miejsce do życia, sam się zastanawiałem, czy nie zostać tam na stałe, ale jednak zdecydował względy rodzinne. Do tego Lewandowski może liczyć na znakomity kontrakt (ok. 20 mln dolarów rocznie – przyp. red.), bo więcej w MLS będzie zarabiał tylko Messi.Jednak Chicago Fire to jeden ze słabeuszy MLS. Czy sportowo ten transfer też się broni?– MLS trochę inaczej funkcjonuje niż ligi w Europie. Sprowadzenie Lewandowskiego to jasny sygnał, że budują mocną drużynę wokół naszego piłkarza. Jestem pewien, że za chwilę ogłoszą kolejne transfery. No i do tego będą sprowadzać zawodników, których rolą będzie dogrywanie piłki do Lewandowskiego.Czyli za rok finał MLS to Fire z Lewandowskim i Inter Miami z Messim?– Tak, to mój wymarzony scenariusz, najlepiej jeszcze, żeby Robert strzelił decydującego gola. Gdy w 2021 roku Messi zdobywał złotą piłkę, a był to sezon, gdy należała się ona Lewandowskiemu, to sam przyznawał, że wyróżnienie powinno trafić do Polaka. To byłby fajny symboliczny moment, gdyby tak się stało. Zobacz także: Lewandowski w Chicago poczułby się jak w domu. Zwłaszcza na JackowieW Chicago Fire Lewandowski może liczyć na 20 mln dolarów rocznie. Gdy Pan podpisywał kontrakt w USA, to na takie zarobki nie mógł Pan liczyć.– Kwota jest abstrakcyjna w porównaniu z tym, co ja dostawałam. Jak na warunki MLS kontrakt miałem porównywalny z innymi piłkarzami, do tego mieliśmy bardzo hojne bonusy, które uzależnione były od wyników. W Chicago wtedy bardzo mocno postawiono na soccer, bo chciano się ścigać z innymi dyscyplinami, które funkcjonują w tym mieście na wysokim poziomie – futbolem amerykańskim, hokejem na lodzie czy koszykówką. Tak też się stało, na nasze mecze przychodzili zawodnicy Bullsów z Michealem Jordanem na czele. Jaką widzi Pan największą różnicę pomiędzy piłką w Stanach i Europie?– Piłka ma taką siłę, że nie różni się niczym niezależnie od miejsca, w którym jesteś. Najbardziej zapadło mi w pamięć, że Amerykanie twierdzili, że ten, kto wygrywa u nich rozgrywki, zostaje mistrzem świata. Tak tytułowano m.in. Bullsów. Dlatego, jak wygraliśmy ligę, to mogłem sobie przyznać miano mistrza świata (śmiech).Dużo ludzi przychodziło na wasze mecze?– Graliśmy na Soldier Field, gdzie swoje mecze rozgrywa też Chicago Bears, które było znacznie popularnym klubem od naszego. Na ich spotkaniach w MLB bywał komplet publiczności, ale nasze mecze też cieszyły się sporym zainteresowaniem. 40 tysięcy kibiców to nie było nic nadzwyczajnego. Sami Polonusi? – Nic z tych rzeczy, chociaż Polonia w Chicago była bardzo wtedy zorganizowaną społecznością. Pamiętajmy, że do Fire ściągał mnie Piotr Nowak, potem trafił też Jerzy Podbrożny i stworzyliśmy małą polską kolonię. Do tego w klubie był też Lubos Kubik, który miał polskie korzenie. Pamiętam, że kiedyś jako prezent wręczyliśmy mu imitację polskiego paszportu. Gdyby inaczej potoczyły się jego losy, to kto wie, czy nie zagrałby w naszej reprezentacji. Zanim trafił Pan do MLS, to nie grał już Pan w reprezentacji Polski. Czy Pana zdaniem Lewandowskiemu uda się pogodzić występy w klubie, podróże przez Ocean i grę w narodowych barwach?– Jestem przekonany, że jeśli tylko Robert wyrazi chęć gry i będzie powoływał go selekcjoner, to nie będzie z tym większego problemu. Pewnie bez sensu będzie ściągać go na mniej istotne mecze, ale na najważniejsze spotkania eliminacji mistrzostw Europy, będzie do dyspozycji. Cristiano Ronaldo też jeździ na kadrę z drugiego końca świata i daje radę. Sprawdź także: Koniec karuzeli transferowej! Lewandowski oficjalnie w Chicago Fire