Kneecap na Open'erze. Czy muzyka wciąż może być formą oporu? Czy artysta ma obowiązek zabierać głos, kiedy świat pogrąża się w kryzysach? Przed koncertem na Open'er Festival rozmawiamy z Mo Charą z irlandzkiego trio Kneecap o nowym albumie Fenian, polityce, języku, żałobie i sile wspólnot. Kneecap to dziś jeden z najbardziej wyrazistych głosów współczesnej muzyki. Irlandzkie trio, które łączy hip-hop z językiem irlandzkim, humorem i bezkompromisowym komentarzem społecznym, w ciągu ostatnich lat przeszło drogę od lokalnego fenomenu z Belfastu do międzynarodowej sensacji. Ich semi-autobiograficzny film zachwycił publiczność festiwalu Sundance, a nowy album Fenian potwierdza, że nie zamierzają rezygnować z własnego języka ani przekonań.Przed występem na tegorocznym Open'er Festival rozmawiam z Mo Charą o tym, dlaczego protest nie wyszedł z mody, jak rodzi się ich twórczość, co łączy Polskę i Irlandię oraz dlaczego prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem staje się dziś aktem oporu. Kneecap zagra na Open’er Festival w środę, 1 lipca na Tent Stage. ***Mateusz Baran: Bardzo się cieszę, że możemy się ponownie spotkać. Chciałbym zacząć od waszego nowego albumu Fenian. Słuchając go, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że w czasach, gdy tak wielu ludzi wybiera milczenie albo woli trzymać się z dala od protestów, staliście się jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów sprzeciwu, nie tylko w Irlandii, ale daleko poza jej granicami. Czy uważasz, że ludzie wciąż potrzebują artystów gotowych kwestionować zastany porządek?Mo Chara: Wiele osób woli trzymać się z dala od protestów, od muzyki protestu, bo często wiąże się to z problemami. Mam wrażenie, że współczesna muzyka staje się coraz bardziej ujednolicona. Wszystko jest wygładzone, uspokojone, pozbawione ostrych krawędzi. Myślę, że ludzie zaczynają szukać czegoś, co niesie ze sobą większą treść, większy ciężar.I właśnie tym jest Fenian. To odpowiedź zarówno na stan świata, jak i na stan naszych umysłów. Taki był sens powstania tej płyty.Czytaj również: Open'er Festival 2026. Sprawdź line-up, program i ceny biletówDlaczego „Fenian”?Tak naprawdę wyniknęło to z kontekstu samych utworów. Wiele z nich podsunęło nam ten pomysł. Jest piosenka o procesie sądowym, jest „The Recap”, która opowiada o historii Anglii i Irlandii. Samo słowo Fenian wyrasta z kolonialnej historii Irlandii. Przez lata było używane jako pogardliwe określenie Irlandczyków.Miało sugerować, że jesteśmy barbarzyńcami, dzikusami, ludźmi niecywilizowanymi. My natomiast chcieliśmy odwrócić tę narrację. Anglicy uważali nas za niecywilizowanych, podczas gdy my mieliśmy własną cywilizację, własne prawa i własny sposób życia.Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na tytuł Fenian. To słowo ma ogromny historyczny ciężar, ale chcieliśmy nadać mu nowe znaczenie, uczynić z niego symbol siły i odzyskanej dumy.W ciągu ostatnich kilku lat wydarzyło się właściwie wszystko naraz: film, sukces na Sundance, nominacje do BAFTA, trasy koncertowe. Staliście się czymś znacznie więcej niż zespołem rapowym. Dla wielu ludzi jesteście dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów współczesnej kultury irlandzkiej. Jak ta droga zmieniła was jako artystów i jako ludzi?Szczerze mówiąc, samemu trudno dostrzec taką zmianę. Oczywiście mam teraz trochę więcej pieniędzy, mogę kupić lepsze jedzenie i zrobić zakupy w lepszym sklepie. Nadal mieszkam w zachodnim Belfaście, dokładnie tam, gdzie dorastałem. Wciąż przyjaźnię się z tymi samymi ludźmi.To wszystko się nie zmieniło. Nadal jesteśmy częścią miejsca, z którego pochodzimy. Mogę sobie kupić trochę ładniejszych ubrań, i to jest miłe. Poza tym wiele pozostało bez zmian.Czytaj również: „Lato z Radiem i Telewizją Polską”. Gwiazdy porwały RadomRozmawiamy dziś o waszej nowej płycie, ale także dlatego, że już wkrótce zagracie na Open'er Festival, jednym z największych festiwali muzycznych w tej części Europy. Zastanawiam się, co dzieje się w twojej głowie na kilka chwil przed wejściem na scenę. Za moment wychodzicie i widzicie przed sobą tysiące ludzi, którzy na was czekają. Jakie to uczucie? Czy wciąż wywołuje ten sam dreszcz emocji, czy z biegiem lat coś się zmieniło?Myślę, że przede wszystkim czujemy ogromną wdzięczność za to, że ludzie poza Irlandią odnajdują się w naszej muzyce.Tworzymy przecież w dużej mierze po irlandzku i nigdy nie przypuszczaliśmy, że ludzie z innych krajów będą potrafili się z tym utożsamić. A jednak możemy przyjechać do Polski, jedziemy do Szwajcarii, niedawno byliśmy w Japonii. Sama możliwość podróżowania i grania dla ludzi na całym świecie sprawia nam ogromną radość.Bo Kneecap to coś więcej niż muzyka. To pewna postawa wobec świata. To filozofia. I właśnie z tym, mam wrażenie, ludzie się identyfikują.Czytaj również: Koncerty w Polsce w 2026 roku. Przyjedzie wiele zagranicznych gwiazdWasza muzyka jest głęboko zakorzeniona w języku irlandzkim, a mimo to publiczność stała się naprawdę międzynarodowa. Czy masz poczucie, że ludzie rozumieją ducha waszej twórczości, nawet jeśli nie rozumieją tekstów?Tak. Myślę, że to bardzo ważne. Nie trzeba rozumieć wszystkiego, żeby wszystko poczuć. I właśnie o to chodzi w Kneecap. O uczucie. O pewnego ducha, który niesie emocje. Dlatego podróżujemy po świecie i śpiewamy w tym języku. Poza tym świat bardzo się zmienia. Spójrzmy choćby na k-popowy BTS, którzy wyprzedają Wembley, śpiewając po koreańsku. Coraz więcej zespołów tworzy w swoich językach i ludzie są dziś znacznie bardziej otwarci. Internet całkowicie zmienił sposób, w jaki słuchamy muzyki. Chętniej sięgamy po rzeczy, których nie rozumiemy dosłownie, ale które potrafimy poczuć.Skoro o tym mowa, chciałbym zapytać o Polskę. Bardzo często mówi się o podobieństwach między Irlandią a Polską, o naszej skomplikowanej historii, doświadczeniu emigracji czy silnym poczuciu tożsamości narodowej. Czy czujesz szczególną więź z polską publicznością? Mam wrażenie, że wasza muzyka rezonuje tutaj w wyjątkowy sposób.Tak, bardzo mocno odczuliśmy to już podczas naszego poprzedniego koncertu w Polsce.Kiedy kraje mają tak podobną historię, a w dodatku w Irlandii mieszka tak wielu Polaków, którzy stali się częścią współczesnej historii naszego kraju, ta więź wydaje się czymś naturalnym.Kiedy przyjechaliśmy do Polski, od razu poczuliśmy tę wspólną energię, serdeczność, pogodę ducha, ale też taki charakterystyczny, trochę suchy humor. Wydaje mi się, że Polacy i Irlandczycy mają pod tym względem wiele wspólnego.Naprawdę czułem się w Polsce jak w domu. Dlatego tak dobrze odnajdujemy się tutaj wśród ludzi.Czytaj również: „Dwa teatry”. Spektakl TVP z prestiżową nagrodąJedną z rzeczy, którą ludzie najbardziej cenią w waszej twórczości, jest to, że nigdy nie boicie się zabierać głosu w sprawach politycznych. Niedawno podczas Festiwalu Filmowego w Cannes jeden z reżyserów powiedział, że sztuka zawsze powinna być polityczna. Zgadzasz się z tym? Czy uważasz, że muzyka ma obowiązek angażować się w kwestie społeczne i polityczne, czy raczej każdy artysta powinien sam decydować, w jaki sposób wykorzystuje swój głos?Nie wiem, czy można to tak jednoznacznie powiedzieć. Przecież nie cała nasza muzyka jest polityczna. Część utworów powstaje po prostu dla zabawy. Nie sądzę, żeby muzykę należało zamykać w jednej kategorii. Z drugiej strony trzeba zaakceptować fakt, że polityka jest częścią codziennego życia.Jak mówi stare powiedzenie: jeśli ty nie zajmujesz się polityką, polityka zajmie się tobą.Poza tym polityka ma wiele różnych twarzy. Tak samo opór może przybierać bardzo różne formy. Jeśli śpiewasz dla przyjemności piosenkę w swoim ojczystym języku, to na pierwszy rzut oka nie jest to polityka. Jednocześnie jest to forma oporu. A skoro jest formą oporu, w pewnym sensie staje się również działaniem politycznym.Myślę więc, że istnieje wiele odmian polityki. Tak naprawdę polityka przenika wszystko.Ludzie często mówią, że każda muzyka jest polityczna, czasem wprost, czasem znacznie subtelniej. Gdzieś w tle zawsze obecny jest polityczny kontekst.Czytaj również: Znamy już wszystkie gwiazdy koncertu „Re_Mind. Chcę to powiedzieć”Wkurza Was współczesny świat, ale czy wierzysz, że poprzez muzykę naprawdę można coś zmienić?Tak. Patrząc na sytuację w Palestynie, ale także w Kongu czy Sudanie, trudno nie odczuwać smutku. Jednocześnie warto pamiętać o historii. W latach dziewięćdziesiątych wielu ludzi patrzyło na Republikę Południowej Afryki i nie wierzyło, że apartheid kiedykolwiek się skończy. A jednak tysiące drobnych działań podejmowanych przez ludzi na całym świecie stworzyły presję, która doprowadziła do zmian. W Irlandii ruch bojkotu wspierający walkę z apartheidem był bardzo silny. I ostatecznie ten system upadł.Każde imperium prędzej czy później upada. Dlatego wierzę, że zawsze istnieje nadzieja.Od czasu, gdy Palestyna stała się jednym z głównych tematów światowych mediów, widzę, że ludzie, którzy wcześniej w ogóle nie interesowali się polityką, zaczynają się nią interesować. Zaczynają rozumieć, co dzieje się w Palestynie. Widzę, jak ich sposób myślenia stopniowo się zmienia. I wierzę, że właśnie w ten sposób mogą zacząć się prawdziwe przemiany. Zmiany często budują się bardzo długo, ale kiedy już przychodzą, potrafią nastąpić niezwykle szybko. Tak było choćby w Republice Południowej Afryki.Czytaj także: Metallica zatrzęsła ziemią w Polsce. DosłownieJedną z rzeczy, która szczególnie mnie fascynuje, jest niezwykle filmowy charakter waszej twórczości, mam na myśli nie tylko film Kneecap. Hip-hopowa rewolucja. Który będzie można zobaczyć też na Open’er Festival, ale również teledyski, jak Irish Goodbye. We wszystkim, co robicie, wyraźnie czuć opowieść. Kiedy piszesz utwór, myślisz obrazami równie mocno, jak słowami?Tak, czasami właśnie tak jest. Oczywiście sposobów pracy jest wiele. Bywa, że myślimy bardzo filmowo. Zastanawiamy się, jak opowiedzieć historię w taki sposób, aby ludzie mogli za nią podążać nawet wtedy, gdy nie rozumieją języka. Ponieważ śpiewamy po irlandzku, niezwykle ważne jest dla nas malowanie obrazów. Chcemy, żeby odbiorca mógł zrozumieć emocje, nawet jeśli nie rozumie słów. To znowu ta przestrzeń pomiędzy rozumieniem a odczuwaniem. Nieustannie próbujemy znaleźć równowagę między tymi dwoma rzeczami – przekazać emocję, nawet wtedy, gdy znaczenie słów pozostaje nieczytelne.Jeśli chodzi o sam proces twórczy... właściwie mamy proces i jednocześnie go nie mamy.Po prostu siadamy razem, rozmawiamy o tym, co wydarzyło się w naszym życiu, wymieniamy się pomysłami, odbijamy od siebie nawzajem kolejne idee.Na tej płycie bardzo mocno przeplatają się historie osobiste, jak choćby proces sądowy czy Irish Goodbye, z utworami bardziej fikcyjnymi, takimi jak Cochrane Hill, Gael Phonics czy Code at the Top. Lubimy mieszać fikcję z rzeczywistością. To nas po prostu bawi jako twórców.Czytaj również: (Inter)nacjonaliści. Kneecap – rapowi rebelianci z Palestyną na sztandarachChciałbym zatrzymać się na chwilę przy Irish Goodbye. To utwór, który znaczy dla mnie bardzo wiele. Kilka lat temu straciłem mamę i kiedy usłyszałem tę piosenkę po raz pierwszy, uderzyło mnie to, że mimo opowieści o żałobie nie ma w niej rozpaczy. Jest smutek, ale jest też ciepło, humor i jakaś nadzieja. Jak pisać i śpiewać o żałobie, o stracie? Czy to działanie terapeutyczne? Wybacz prywatę, ale zapytam: radzisz sobie ze stratą mamy?Szczerze mówiąc... chyba sobie z tym nie radzę.I wydaje mi się, że tak naprawdę nikt sobie z tym do końca nie radzi. To nie jest kwestia zrozumienia śmierci. To raczej próba nauczenia się życia z nią. Próba dojścia do takiego miejsca, w którym możesz wspominać swoich rodziców albo każdego bliskiego, który odszedł, z czułością. Myślę, że właśnie na tym polega proces żałoby. Na próbie dojścia do momentu, kiedy potrafisz wracać przede wszystkim do dobrych wspomnień. Dla mnie właśnie to było częścią przechodzenia przez żałobę.To bardzo trudne doświadczenie.To proces, który trwa każdego dnia. I który nigdy się nie kończy. To nigdy całkowicie nie znika. Mam jednak nadzieję, że z czasem można dojść do takiego miejsca, w którym myśl o tej osobie zaczyna przynosić przede wszystkim szczęście, a nie wyłącznie smutek. Smutek jest czymś naturalnym. Dobrze jest mieć także szczęśliwe wspomnienia.Dziękuję, że się tym podzieliłeś. Temat żałoby i starty prowadzi nas też do irlandzkiej artystki, której twórczość wywarła ogromny emocjonalny wpływ na tak wielu ludzi – Sinéad O’Connor.Oczywiście. Bardzo podziwiam jej twórczość i uwielbiam jej głos.Czytaj również: Kathia o ważnych tematach w muzyce. „Nie chcę mówić: rób to i to, głosuj na tego i tego"W Polsce dzieje się obecnie bardzo ciekawe zjawisko kulturowe. Kilka teatrów pracuje nad spektaklami inspirowanymi życiem i muzyką Sinéad O'Connor. Odnoszę wrażenie, że kilka lat po jej śmierci jej głos wybrzmiewa tutaj mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. Jak myślisz, dlaczego jej twórczość nadal przemawia do ludzi z taką siłą? I czy dostrzegasz jakieś podobieństwa między tym, o co walczyła Sinéad, a tym, co wy próbujecie przekazać poprzez swoją muzykę?Mam nadzieję, że takie podobieństwa istnieją. Sinéad była niezwykle silną kobietą. Nigdy nie bała się mówić tego, co myśli. Wydaje mi się, że właśnie to nas z nią łączy, podobnie jak z wieloma innymi irlandzkimi artystami. Łączy nas głęboka więź z naszą wspólną historią i przekonanie, że trzeba zabierać głos zawsze wtedy, gdy widzimy niesprawiedliwość albo ucisk.Sinéad wielokrotnie otwarcie krytykowała Kościół katolicki. Zabierała również głos w obronie osób czarnoskórych mieszkających w Anglii i wielu innych ludzi doświadczających wykluczenia. To nie dotyczy wyłącznie jej. W Irlandii od dawna istnieje tradycja artystów wykorzystujących swój głos do mówienia o sprawach ważnych społecznie. Sinéad była częścią tej tradycji. My również jesteśmy jej częścią. I właśnie to wszystko nas ze sobą łączy.Być może właśnie dlatego zarówno ona, jak i my znajdujemy dziś odbiorców w różnych miejscach świata. Zresztą wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się obecnie. Mam wrażenie, że w ciągu ostatnich dwóch lat to właśnie irlandzcy artyści należeli do najgłośniejszych głosów wyrażających solidarność z Palestyną.To jest tradycja, z której wyrastamy.A co z samą odpowiedzialnością? Dla wielu ludzi staliście się symbolem oporu i inspiracją. Czy czujesz z tego powodu jakąś presję? Poczucie, że skoro ludzie zaczęli postrzegać was w ten sposób, to musicie nieustannie coś reprezentować, za czymś się opowiadać?My sami również mamy swoich bohaterów.Czytaj również: „Jego filmy i książki do dziś inspirują”. Senat uczcił Tadeusza KonwickiegoInspirują nas ludzie, którzy byli przed nami, ci, którzy budowali ruch odrodzenia języka irlandzkiego, tworzyli wspólnoty, walczyli o prawa obywatelskie czy angażowali się politycznie. Nie czujemy więc, że jesteśmy kimś wyjątkowym. Po prostu jesteśmy kolejnym ogniwem tej tradycji i robimy to, co uważamy za słuszne. A kiedy masz poczucie, że postępujesz właściwie, presja właściwie znika. Masz świadomość, że podążasz drogą, która jest zgodna z tym, kim jesteś. Odrodzenie języka, polityka i kultura są częścią naszego codziennego życia. I kiedy masz za sobą całe środowisko ludzi, łatwiej zachować właściwą perspektywę.Bo przecież nie jesteśmy tylko trójką przyjaciół grającymi muzykę.Jesteśmy częścią znacznie większej społeczności. Są ludzie działający w kulturze, w sztuce, w domach kultury, w klubach młodzieżowych. I to naprawdę pomaga zdjąć z barków część tej odpowiedzialności.Czy masz zatem jakąś wiadomość dla młodych ludzi? Dorastają dziś w świecie niekończącego się doom scrollingu i ogromnego szumu informacyjnego. Gdybyś miał przekazać im jedną rzecz, którą warto zachować na przyszłość, co by to było?Mam wrażenie, że cały współczesny świat został zaprojektowany tak, żeby nas uzależniać. Żebyśmy bez końca przewijali ekran. Żebyśmy byli podzieleni. Dlatego uważam, że najważniejsze jest pozostawanie w prawdziwym kontakcie z drugim człowiekiem. To właśnie autentyczne relacje chronią nas przed samotnością i poczuciem izolacji. Nieważne, czy będzie to rave, klub książki czy jakiekolwiek inne miejsce.Róbcie wszystko, co pozwala wam spotykać ludzi! Bo właśnie to pomoże nam zachować zdrowy rozsądek. Naprawdę wierzę, że jeśli będziemy tylko leżeć i bez końca scrollować telefon, prędzej czy później wszyscy zwariujemy.Czytaj także: The Rolling Stones zapowiadają nowy album. Premiera jeszcze tego lataJuż za chwilę Open'er Festival. Czego mogą spodziewać się wasi fani?Myślę, że połączenie nowych utworów z Fenian, starszych numerów i wszystkiego, co stworzyliśmy razem z Danem Careyem, sprawi, że ten koncert będzie jeszcze bardziej intensywny. Będzie więcej energii. Więcej szaleństwa. Więcej radości. I więcej miłości. Naprawdę nie możemy się doczekać powrotu do Polski.Trasy koncertowe potrafią być bardzo intensywne. Czy w ogóle macie czas, żeby choć na chwilę zwolnić, zobaczyć miejsca, do których przyjeżdżacie, poznać ludzi?Szczerze mówiąc, sam jeszcze nie wiem. To będzie nasze największe tournée w historii. Po raz pierwszy zagramy w wielu krajach, między innymi w Szwajcarii i we Włoszech. Mam więc nadzieję, że uda nam się znaleźć choć trochę czasu, żeby naprawdę poznać te miejsca.W takim razie do zobaczenia na Open'er Festival w Gdyni!Na pewno. Możesz zostać naszym przewodnikiem!Umowa stoi!***Rozmawiał Mateusz Baran z TVP KULTURACzytaj również: Ariana Grande postawiła się Trumpowi. „Nie używajcie mojej muzyki”Gdzie i kiedy oglądać Open'er Festival 2026 w TVPOpen’er Festival 2026 w Telewizji Polskiej:◉ Zara Larsson środa, 1 lipca 2026 / 20:00 TVP1 i TVP Kultura◉ The xx, środa, 1 lipca 2026 / 22:00 TVP Kultura◉ Yehuda Prokopowicz i Sinfonia Varsovia – czwartek, 2 lipca / 20:30 TVP2 i TVP Kultura◉ The Cure piątek, 3 lipca / 21:00 TVP1, TVP Kultura i TVP Polonia◉ Addison Rae sobota, 4 lipca / 18:15 TVP Kultura◉ Teddy Swims sobota, 4 lipca 2026 / 20:00 TVP Kultura Wszystkie powyższe koncerty na żywo również w TVP VOD.