Sprawa Janusza Szymika. Kardynał Stanisław Dziwisz po raz drugi nie stawił się na przesłuchanie. Sąd wezwał go w charakterze świadka w sprawie Janusza Szymika, który domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia od Archidiecezji Krakowskiej za krzywdy związane z wykorzystywaniem seksualnym przez księdza. Proces o zadośćuczynienie Archidiecezji Krakowskiej i solidarnie parafii w Międzybrodziu Bialskim wytoczył Janusz Szymik, który w latach 1984-1989 jako dziecko był wykorzystywany seksualnie przez ówczesnego proboszcza ks. Jana W. Parafia należała wtedy do Archidiecezji Krakowskiej. Pełnomocnicy Janusza Szymika przekazali, że jego klient domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia za krzywdy będące skutkiem nadużyć seksualnych, jakich dopuścił się wobec niego ks. Jan W.Dziwisz unika przesłuchaniaStanisław Dziwisz był po raz pierwszy wezwany jako świadek przed sądem tydzień temu w poniedziałek 22 czerwca. Duchowny nie stawił się jednak na rozprawie. Archidiecezja Krakowska w mailu przesłanym w poniedziałek rano do sądu poinformowała, że kard. Dziwisz się rozchorował. Sąd zobowiązał hierarchę do przekazania zaświadczenia lekarza pod rygorem grzywny.Następną przesłuchanie zaplanowano tydzień później 29 czerwca. Sytuacja powtórzyła się – Dziwisz znów się nie stawił przed sądem. Sprawę jego nieobecności skomentowała sędzia, która prowadzi to postępowanie.– Nie jest to poważne traktowanie sądu. Kard. Dziwisz napisał pismo, że od 2 do 31 lipca jest na uprzednio zaplanowanym wyjeździe, w tym do Stolicy Apostolskiej. Sąd przypomina, że poza grzywnami sąd może zarządzić przymusowe doprowadzenie świadka przez policję. Nie będzie to wyglądało poważnie, że sąd będzie przymusowo doprowadzał na przesłuchanie, dlatego sąd ostrzega przed tym – mówiła sędzia na sali rozpraw, cytowana przez portal Onet.Zobacz także: Kościół zapłaci kilkaset tysięcy za gwałt. Sprawiedliwość po latachSprawa Janusza SzymikaPrzed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej Janusz Szymik domagał się od diecezji bielsko-żywieckiej zadośćuczynienia za krzywdy będące skutkiem nadużyć seksualnych oraz za cierpienia, które powstały wskutek braku reakcji ordynariusza bielsko-żywieckiego bp. Tadeusza Rakoczego na zgłoszone mu nadużycia. Proces toczył się przez niemal trzy lata.Na początku 2025 r. sąd orzekł, że diecezja bielsko-żywiecka ma zapłacić 400 tys. zł zadośćuczynienia za brak reakcji na informacje o nadużyciach. Sąd nie miał wątpliwości, że Szymik „został wielokrotnie wykorzystany seksualnie przez proboszcza”, uznał jednocześnie, że za winę księdza nie ponosi odpowiedzialności diecezja bielsko-żywiecka, powstała dopiero w 1992 roku, ale Archidiecezja Krakowska, ponieważ to jej podwładnym był wówczas międzybrodzki proboszcz. Po wyroku obie strony złożyły apelacje, a sprawa została przekazana Sądowi Apelacyjnemu w Katowicach. Proces odwoławczy jeszcze się nie rozpoczął.Szymik w przeszłości był ministrantem. Jak wskazywał, po raz pierwszy został skrzywdzony przez ks. Jana W., ówczesnego proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim, gdy miał 12 lat. Po powstaniu diecezji bielsko-żywieckiej w 1992 roku Szymik opowiedział o wszystkim jej ordynariuszowi, bp. Tadeuszowi Rakoczemu. Pozostało to bez echa.Działania Kościół bielsko-żywiecki podjął dopiero w 2014 roku, gdy nowym ordynariuszem został bp Roman Pindel. Doszło wtedy do procesu kanonicznego, w którego trakcie ks. Jan W. przyznał się do współżycia z nieletnim. Wówczas został zawieszony, a potem ukarany przez Kościół.Zobacz też: Były ministrant chce 20 mln zł odszkodowania. Proces w głośnej sprawie