Subiektywny tydzień Zawioły. Tematem numer jeden w ostatnich dniach jest z pewnością upał. I nie dlatego, że cudownie, iż się nam zdarzył. Upał jest niebezpieczny dla naszego zdrowia. I dlatego przed nim ostrzegamy. Niestety nie możemy nim wytłumaczyć niektórych posunięć i wypowiedzi polityków, bo zdarzają się one zarówno przed upałami jak i po nich. Subiektywnie zapraszam do lektury. – Polska i Europa próbują przetrwać upały. Temperatura w wielu miejscach, także w Polsce, przekracza 40 stopni Celsjusza, przy odczuwalnej temperaturze dużo wyższej. To nie są dobre wiadomości, mimo rozpoczętych właśnie wakacji. Upał, z którym mamy do czynienia, jest niebezpieczny dla ludzi, zwierząt i roślinności. I jest efektem globalnego ocieplenia, w który tak wielu z nas nie wierzy. A fakty są niezaprzeczalne – średnia temperatura na świecie wzrosła 1,44 stopnia od 1900 roku, przy czym największe przyśpieszenie ów wzrost ma miejsce od lat osiemdziesiątych XX wieku. Ostatnie trzy lata z kolei to całe podium średnich temperatur od początku pomiarów.Argumentem przeciwników teorii o globalnym ociepleniu są chociażby mrozy ze stycznia i lutego tego roku. Tyle że naukowcy wcale nie twierdzą, że mrozy z naszej planety znikną. Są elementem naszego klimatu i będą z nami zawsze. Stąd brana jest pod uwagę średnia temperatura, a jej wzrost przy obecnym tempie, osiągnie wartość 1,5 stopnia już w 2030 roku. Mimo zdarzających się silnych mrozów.W Polsce za to drastycznie maleje liczba dni z temperaturą poniżej zera, rośnie za to liczba dni upalnych z temperaturą powyżej 30 stopni. Usmażymy się za kilka lat.Czytaj też: Żar leje się z nieba. Może paść kolejny rekord*– Doktor Emil Jędrzejewski rozgrzał i tak już gorącą atmosferę wokół Szpitala Południowego. Po wykryciu nieprawidłowości, których dopuścił się działacz Koalicji Obywatelskiej Dawid Kacprzyk, Jędrzejewski idzie dalej i mówi w Kanale Zero: „tam ginęli ludzie”. Opowiada przy tym o mrożących krew w żyłach sytuacjach rodem z kiepskiego horroru o eksperymentach medycznych na ludziach. I tu rodzi się pytanie, które zadają sobie i na forum ci rozsądniejsi i podchodzący do sprawy z rozmysłem. Dlaczego Jędrzejewski mówi o tym dopiero teraz? Inne pytania również się nasuwają. Dlaczego milczał podczas przesłuchania w prokuraturze, na które nie zabrał też telefonu, w którym znajdowały się dowody na niektóre z jego teorii – na przykład na to, że informował o nieprawidłowościach prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, a ten nawet nie odpowiedział.Wyjaśnianie afery w Szpitalu Południowym ruszyło bez falstartu. Kacprzyk zwolniony, postępowanie wobec niego ruszyło, trwa też poszukiwanie posłów KO, którzy korzystali z rzekomego saloniku VIP – chętnych brak. I dlatego trzeba było dołożyć drew do ognia.Jak zwykle w takich sytuacjach wierność tradycji jest widoczna gołym okiem. Tradycyjnie bowiem przeciwnicy rządzącej ekipy wierzą bezrefleksyjnie we wszelkie teorie w nią uderzające. Tradycyjnie też zwolennicy rządu Donalda Tuska, powątpiewają w argumenty, które miałyby go rozbić.Nam pozostaje być racjonalnym i logicznym. Ale żeby takimi być, potrzebna jest cisza. A takowej nie zapewnia nam polska polityka. Jest krzykliwa, nieznośna, buńczuczna i wulgarna, czym zagłusza racjonalne i logiczne myśli.*– Ten tydzień to burza w relacjach polsko-ukraińskich. Nikt nie ma wątpliwości, że sprowokowana przez Wołodymyra Zełenskiego. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że są środowiska w Polsce, które czekały na taki pretekst, by relacje zaognić. Taki wniosek można wysnuć po błyskawicznej informacji dotyczącej możliwości odebrania orderu i późniejszej decyzji, tuż przed Konferencją na rzecz Odbudowy Ukrainy, co było dolaniem oliwy do ognia. Gaszeniem pożaru z pewnością nie było też odesłanie Orderu kurierem. I tu informacja dla prezydenta Zełenskiego: tak się nie godzi. Przywódca Ukrainy niepotrzebnie uniósł się honorem, mógł poczekać aż kuriera przyśle Karol Nawrocki, a przede wszystkim na skutek prawny decyzji polskiego prezydenta, bo w żadnej ustawie nie zostało to zapisane. Tak twierdzi minister spraw zagranicznych w rządzie PiS Jacek Czaputowicz, sugerując, że sama decyzja to za mało.Wspomniana konferencja odbyła się bez udziału Wołodymyra Zełenskiego. Nie pojawił się też Karol Nawrocki, ale on akurat nie był w ogóle zaproszony. I pewnie nie żałuje. To nie była konferencja przemówień, pięknych patriotycznych słówek i podniesionego tonu. To była konferencja merytoryczna, dla polityków mających wpływ na gospodarki swoich krajów i dla przedstawicieli biznesu – niewiele do ugrania na użytek wewnętrzny, a na dodatek, dla prezydenta odpychająca zapewne była wizja spotkania z przedstawicielami Ukrainy.Ukraina jest mu potrzebna, jak Grzegorzowi Braunowi, jako oręż do zwiększania poparcia społecznego. Bo, jak się okazuje, wrogość wobec Ukraińców popłaca. Ostatni sondaż zaufania do polityków pokazuje, że Nawrocki poprawił swój wynik sprzed miesiąca – ufa mu 54,8% Polaków. Należy przy tym zaznaczyć, że są dwie odpowiedzi na pytanie o zaufanie. „Zdecydowanie ufam” i „raczej ufam”. W przypadku Nawrockiego „zdecydowanie” odpowiedziało 23,8%, to mniej niż ufa Radosławowi Sikorskiemu (23,9%). I to jest spadek w przypadku prezydenta, więc zachwyt prawicy nad poprawą sondaży wziąłbym w cudzysłów. Swoją drogą zaskakujące jest jak jedna decyzja, choć broniąca symbole i pamięć o pomordowanych, może wpłynąć na poziom zaufania. Jedna decyzja, bo przecież od maja w prezydenturze Nawrockiego wydarzyła się jeszcze tylko uroczystość urodzinowa u Trumpa. Nic więcej, albo niewiele więcej.A może na poziom zaufania wpłynęła niedawna wypowiedź prezydenta na temat programu SAFE. Podczas Poland Future Summit Karol Nawrocki powiedział: „Dzisiaj ten przemysł zbrojeniowy będzie się rozwijał między innymi za sprawą kredytu, który trafił do Polski, kredytu z Unii Europejskiej”. To zadziwiające biorąc pod uwagę jego weto w sprawie tego programu i słowa: „Podjąłem decyzję, że nie podpiszę ustawy, która pozwala na zaciągnięcie przez Polskę pożyczki SAFE. Nigdy bowiem nie podpiszę ustawy, która uderza w naszą suwerenność, niezależność, bezpieczeństwo ekonomiczne i militarne”.*– W telewizji pojawił się film, który budził od dłuższego czasu moje zainteresowanie. W zwiastunach tajemniczy, efektowny i z pięknymi górskimi krajobrazami. Jego tytuł to „Dziki”. Kiedy jednak obejrzałem go w całości, zadałem sobie pytanie po co powstał. Owa tajemniczość zamieniła się w groteskowość dialogów i postaci, zwłaszcza czarnego charakteru granego przez Sebastiana Fabijańskiego. Efektowność skupiła się jedynie na sposobach uśmiercania kolejnych ofiar. Tylko widok gór był kojącym elementem seansu.Historia niezwykle przewidywalna z bardzo wyraźnie oddzielonymi od siebie dobrem i złem. Dobro jest w tym filmie na wskroś uczciwie i bohaterskie, a zło jest czarne i szalone w zwalczaniu dobra.*– Zaczęły się wakacje. Nie pamiętam już momentu odebrania świadectwa i tego, co robiłem bezpośrednio po uroczystości wręczenia tego dokumentu. Ale pamiętam, że czas wakacji był bieganiem za piłką, rozgrywaniem ligi dzielnicowej, jazdą na rowerze, który imitował motocykl bądź samochód. Był też wyjazdami na wakacje z rodzicami (w latach 80 – Bułgaria, Jugosławia, Węgry) albo szybkie wypady do Wisły nad Wisłę. Wskakiwaliśmy wtedy do lodowatej górskiej wody.*Czytaj też: Złe wieści dla turystów. Zamknięto jedną z najpiękniejszych plaż świataNie myśleliśmy wtedy o szkole, a wrzesień przesuwaliśmy w czasie, ile tylko mogliśmy, mimo że szkoła była wtedy miejscem spokojniejszym niż teraz. Nawet jeśli ktoś kogoś zwyzywał, sprawę szybko się załatwiało i następnego dnia wszystko było w porządku. Nie istniało pojęcie „hejt”, bo nie było zjawiska, które należałoby tak nazwać.I nie było też komputerów i smartfonów, więc nie miało co nas trzymać w domach. Jak to kiedyś ktoś napisał w mediach społecznościowych, wracaliśmy po ciemku z kolanami wyglądającymi jak mapa szlaku bojowego.I nikt nie mówił o nudzie.Ciąg dalszy nastąpi za tydzień...