W Gruzji wrze. Z mównicy parlamentarnej Szaraszydze stwierdził, że „nie tylko kraj, ale nawet Gruzińskie Marzenie nie zasługuje na takiego premiera”. Jak dodał, wielu posłów siedzących na sali ma – jego zdaniem – w głębi serca zgadzać się z tą oceną. Polityk odnosił się też do roli premiera w strukturach władzy. Mówił, że szef rządu jest zgodnie z konstytucją pierwszą osobą w państwie, ale sam ma przyznawać, że w partii jest „drugą osobą”. Wystąpieniu towarzyszyły okrzyki z sali.Po słowach Szaraszydzego doszło do fizycznej konfrontacji. Według relacji szczególnie aktywni mieli być członkowie rządzącego Gruzińskiego Mazrenia: Archil Gorduladze i Lasza Talachadze. Równolegle do dalszego wystąpienia opozycyjnego polityka na sali trwała już bójka. Według Szaraszydzego konieczne było wezwanie do parlamentu zespołu pogotowia ratunkowego. Najbardziej miał ucierpieć członek jego partii, Giga Parulawa.Po zajściu Szaraszydze w rozmowie z TV Pirveli ocenił, że osoby pełniące funkcje polityczne, które dopuściły się tej „dzikości”, nie powinny pozostać bezkarne. – To, co zobaczyliśmy, było prawdziwą dzikością, zwykłą przemocą. To są osoby pełniące funkcje polityczne, przepraszam bardzo, i co oni teraz sobie myślą, że pozostaną bezkarni? – mówił polityk.Prorosyjski rządz Gruzji kontra opozycjaSzaraszydze krytykował także premiera i przewodniczącego parlamentu Szalwę Papuaszwilego, zarzucając im brak reakcji na sytuację na sali. Jak mówił, ani szef rządu, ani przewodniczący parlamentu nie podeszli do mikrofonu, by zabrać głos i uspokoić sytuację.Do awantury doszło w czasie ostrego sporu politycznego w Gruzji. Politycy opozycji zarzucają premierowi oraz obozowi władzy odchodzenie od demokracji i sprowadzanie kraju z drogi prowadzącej do członkostwa w Unii Europejskiej, za to oddającej go w objęcia Rosji. Premier za incydent obwinił opozycję. – Nie mają nic do powiedzenia, uciekli się do chamstwa, obelg i przemocy fizycznej – przekonywał.Czytaj też: Gruzińscy recydywiści wpadli, gdy wrócili do Polski. Chcieli kraść dalej