Francja na czele. Lead: Francja, Anglia i Hiszpania przyjechały na mundial z kadrami wartymi ponad miliard dolarów. Republika Zielonego Przylądka – z zespołem wycenianym przez Transfermarkt na zaledwie 63,2 mln dolarów. Jej sukces jest jedną z najpiękniejszych historii tego turnieju. Według danych Transfermarkt najdroższą reprezentacją mundialu jest Francja. Łączna wartość jej kadry wynosi 1,76 mld dolarów. To zespół zbudowany z piłkarzy największych europejskich klubów, przyzwyczajonych do gry w Lidze Mistrzów, wielkich finałach i meczach o najwyższą stawkę.Niewiele niżej znajduje się Anglia, której kadra została wyceniona na 1,58 mld dolarów. Trzecia jest Hiszpania – 1,42 mld dolarów. Dalej zaczyna się grupa reprezentacji, które również przekraczają lub ocierają się o granicę miliarda: Portugalia – 1,17 mld, Niemcy – 1,10 mld i Brazylia – 1,08 mld dolarów.W czołowej dziesiątce znalazły się także Argentyna, wyceniana na 936,7 mln dolarów, Holandia – 874,9 mln, Norwegia – 684,3 mln oraz Belgia – 635,1 mln dolarów.To pokazuje skalę finansowego rozwarstwienia współczesnego futbolu. Największe reprezentacje mogą wybierać spośród gwiazd Premier League, La Ligi, Bundesligi, Serie A i Ligue 1. Często mają po kilku zawodników na jedną pozycję, z których każdy kosztuje więcej niż całe drużyny mniejszych państw.Sukces ważniejszy od liczbNa tym tle Republika Zielonego Przylądka wygląda jak piłkarski Kopciuszek. Cała kadra tego niewielkiego wyspiarskiego państwa została wyceniona na 63,2 mln dolarów. To mniej więcej 28 razy mniej niż reprezentacja Francji. Anglia jest od niej droższa około 25 razy, Hiszpania ponad 22 razy, a Portugalia – blisko 19 razy.Jeszcze mocniej działa inne porównanie: jedna gwiazda z czołowej reprezentacji potrafi być warta więcej niż cały zespół Republiki Zielonego Przylądka. Tymczasem na mundialu to nie tabelki Transfermarkt wychodzą na boisko, tylko jedenastu piłkarzy, którzy przez 90 minut mogą unieważnić budżety, rankingi i przewidywania.Dlatego sukces Republiki Zielonego Przylądka jest czymś więcej niż sympatyczną ciekawostką. To historia kraju, który nie ma wielkiej ligi, nie ma ogromnego zaplecza finansowego i nie może konkurować z europejskimi gigantami liczbą gwiazd. Ma za to drużynę, która potrafiła wykorzystać swoje atuty: organizację, dyscyplinę, odporność psychiczną i poczucie, że na takim turnieju nie ma nic do stracenia.W futbolu coraz częściej mówi się, że pieniądze tłumaczą wszystko. Najbogatsze kluby dominują w Europie, najdrożsi piłkarze trafiają do najpotężniejszych reprezentacji, a różnice w zasobach bywają widoczne jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Ale mundial od czasu do czasu przypomina, dlaczego wciąż ogląda go cały świat.Czytaj też: Przełamanie faworytów. Rywale przyjęli pięć goliBo obok Francji wartej 1,76 mld dolarów może pojawić się Republika Zielonego Przylądka warta 63,2 mln. I choć na papierze dzieli je przepaść, na boisku ta przepaść nagle może się zmniejszyć. Czasem wystarczy jedna dobrze ustawiona obrona, jeden kontratak, jeden rzut rożny, jeden wieczór, w którym wszystko składa się w historię większą niż pieniądze.Właśnie dlatego występ Republiki Zielonego Przylądka tak mocno wybrzmiewa na tle najdroższych kadr turnieju. Nie dlatego, że unieważnia znaczenie pieniędzy w futbolu. Raczej dlatego, że przypomina, że nawet w epoce miliardowych wycen piłka nożna wciąż zostawia trochę miejsca dla małych państw, wielkich marzeń i drużyn, które nie powinny mieć prawa mieszać szyków najbogatszym.