Najpopularniejsze starcie mundialu. Sobotni mecz Portugalii z Kolumbią w Miami jest jednym z najbardziej wyczekiwanych spotkań fazy grupowej mundialu. Zainteresowanie było tak ogromne, że nawet selekcjoner Portugalczyków Roberto Martinez musiał z wyprzedzeniem zadbać o bilety dla własnej rodziny. Spotkanie grupy K między Portugalią i Kolumbią już w grudniu wywołało prawdziwą gorączkę. Jak ustalił „The Athletic”, w ciągu pierwszych 24 godzin losowania biletów FIFA otrzymała aż pięć milionów zgłoszeń na ten mecz. Według źródeł znających proces sprzedaży to najbardziej pożądany bilet spośród wszystkich 72 spotkań fazy grupowej tegorocznego mundialu.Na rynku wtórnym ceny niektórych wejściówek na sobotni mecz w Miami przekraczały 6 tys. dolarów. Zainteresowanie napędzają dwa czynniki: ogromna kolumbijska diaspora na Florydzie oraz obecność Cristiano Ronaldo, dla którego to prawdopodobnie ostatni mundial w karierze.O skali popytu najlepiej świadczą słowa Roberto Martineza. Selekcjoner Portugalii przyznał, że sam musiał kupować bilety dla rodziny z dużym wyprzedzeniem.– To oznacza, że już w listopadzie musiałem kupić bilety dla mojej rodziny. Wiedziałem, że będzie trudno je dostać – powiedział Martinez.Stawka meczu jest wysoka również sportowo. Kolumbia prowadzi w grupie K po dwóch zwycięstwach, ale Portugalia może ją wyprzedzić, jeśli wygra bezpośrednie starcie. Zwycięzca grupy trafi w fazie pucharowej na jedną z drużyn z trzecich miejsc w Kansas City. Drugi zespół poleci do Toronto, gdzie może zmierzyć się m.in. z Chorwacją, Ghaną albo Anglią.Nie tylko RonaldoMartinez przekonywał jednak, że ogromne zainteresowanie tym meczem mówi o futbolu coś więcej niż tylko o popularności Ronaldo czy kolumbijskich kibiców.– To fascynujące. W trudnym momencie świata piłka nadal przynosi jedność, pasję i inspirację dla dzieci. Wszystkie wartości, które chce się widzieć w człowieku, są obecne na boisku. To sprawia, że jestem niezwykle dumny – mówił selekcjoner Portugalii.– Mam nadzieję, że jutro wygra futbol i inspiracja dla każdego, kto będzie oglądał ten mecz – dodał.Czytaj też: Przełamanie faworytów. Rywale przyjęli pięć goli