Wielki sukces Kabowerdeńczyków. Bez względu na to, jak zakończy się faza grupowa piłkarskiego mundialu, największą sensacją tej części rozgrywek będzie awans Republiki Zielonego Przylądka – kraju, którego populacja jest mniejsza niż liczba ludności Poznania, posiadającego ledwie... 130 zawodowych graczy. Kabowerdeńczycy – potomkowie portugalskich osadników i afrykańskich niewolników – pozostają też drużyną niepokonaną na tym turnieju. Reprezentacja Republiki Zielonego Przylądka w swoim pierwszym meczu mistrzostw świata, które są rozgrywane na boiskach USA, Kanady i Meksyku, sensacyjnie zremisowała z Hiszpanią 0:0, później było 2:2 z Urugwajem i w ostatnim spotkaniu 0:0 z Arabią Saudyjską. To wystarczyło, by cieszyć się z awansu do fazy pucharowej.Cabo Verde bez porażki w fazie grupowej mundialuTrener Kabowerdeńczyków Pedro Leitao Brito, znany jako Bubista, na konferencji prasowej po ostatnim meczu pojawił się owinięty we flagę swojego kraju.– Jestem dumny z tego, co osiągnęliśmy. Zakończyliśmy pierwszą fazę turnieju bez porażki i musimy być zadowoleni. Nasi kibice na to zasługują. Brakowało nam jednego gola, by być jeszcze szczęśliwszymi – powiedział Bubista. Czytaj także: Sensacyjny awans. Nowy najmniejszy kraj w historii mundialuPiłkarze z Afryki zajęli drugie miejsce w grupie H. Pomogła im w tym wygrana Hiszpanii z Urugwajem 1:0. Po końcowym gwizdku piłkarze Cabo Verde pozostali na boisku z telefonami komórkowymi w dłoniach, oglądając ostatnie minuty meczu Hiszpanów. Bramka dla Urugwaju dałaby mu awans i wyeliminowała zespół z Afryki, ale tak się nie stało.Kabowerdeńczycy w szoku po wywalczeniu awansuNa pytanie o mecz 1/16 finału z Argentyną Bubista odpowiedział, że będzie to zaszczyt dla jego drużyny.– To kraj, z którym łączą nas długotrwałe więzy, ponieważ wielu obywateli Republiki Zielonego Przylądka wyemigrowało tam. Będziemy grać z właściwym nastawieniem i poczuciem odpowiedzialności, ale także z naszą własną osobowością i charakterem. Reprezentujemy naszą wyspę, ale reprezentujemy również Afrykę. To powód do ogromnej dumy – podkreślił Pedro Leitao Brito.Republika Zielonego Przylądka liczy 530 tysięcy mieszkańców. To mniej niż populacja Poznania (534 tysiące). W szerokiej bazie wszystkich zarejestrowanych profesjonalnych graczy pochodzących z tego kraju znajduje się ich ponad 130 – informuje prestiżowy piłkarski portal Transfermarkt. Czytaj także: Kto może zorganizować mundial 2038? Zostało niewiele opcji– To trochę szokujące. Jesteśmy małym krajem, ale walczymy o to, co chcemy osiągnąć. Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych – powiedział Pedro Leitao Brito po meczu z Arabią Saudyjską.Piłkarze z Wysp Zielonego Przylądka przykładem dla PolakówRepublika Zielonego Przylądka to wyspiarskie państwo położone na Oceanie Atlantyckim, ponad 450 kilometrów od zachodnich wybrzeży Afryki. Oficjalna nazwa kraju w języku portugalskim to Cabo Verde, czyli „Zielony Przylądek”. Pochodzi ona od Przylądka Zielonego – najbardziej wysuniętego na zachód cypla kontynentu afrykańskiego, który leży na wschód od archipelagu. Stąd właśnie w języku polskim używamy zarówno nazwy Wyspy Zielonego Przylądka, jak i spolszczonej formy Kabowerde jako podstawy do tworzenia nazw etnicznych. Choć brzmi egzotycznie, słowo to jest w pełni poprawne językowo i zatwierdzone przez polskie słowniki. Kabowerdeńczycy zajmują 67. miejsce w rankingu FIFA (Polska – 36), ale mogą być przykładem dla piłkarzy Jana Urbana. Choć z pewnością system kwalifikacji do mundialu był dla nich łatwiejszy niż dla Polaków, to po raz kolejny udowadniają oni, że wielkie nazwiska z renomowanych klubów i piłkarze zarabiający miliony euro wcale nie są gwarancją sukcesu (w tym wypadku awansu do mistrzostw świata). Choć trudno wytłumaczyć, dlaczego tak właśnie nie jest.Czytaj także: Kabowerdeńczycy grają o awans. Skąd się wzięła ta nazwa?