Opolska komentuje. Od kilkunastu dni media poświęcają mnóstwo uwagi sprawie Szpitala Południowego i młodego lekarza, doktora Dawida Kacprzyka. I choć jeszcze w ubiegłym tygodniu wszystko wydawało się dość oczywiste, z każdym kolejnym dniem pojawiało się coraz więcej pytań. Na pierwszy rzut oka historia wyglądała tak: oto lekarz bez specjalizacji, który koordynował jedną z najbardziej newralgicznych części Szpitala Południowego, czyli Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym, według ustaleń między innymi portalu Zero, miał tam zorganizować salonik VIP dla polityków Koalicji Obywatelskiej, a w ciągu zaledwie roku zarobić ponad milion sześćset tysięcy złotych. Opozycja i sprzyjające jej media od początku przekonywały, że jest to przede wszystkim afera Koalicji Obywatelskiej. Tyle że dość szybko zaczęły wychodzić na jaw podobne przypadki, może mniej spektakularne medialnie, ale pokazujące, że problem nie ogranicza się do jednego szpitala ani jednego środowiska politycznego. Być może nie byłaby to więc wyłącznie historia jednego lekarza, lecz opowieść o wadliwie skonstruowanym systemie ochrony zdrowia, z lukami, które część osób potrafi wykorzystywać. I w którym dzięki kontraktom i niekiedy fikcyjnym dyżurom można osiągać wynagrodzenia liczone w setkach tysięcy złotych miesięcznie.Jednak na początku tygodnia doktor Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym, podczas wywiadu w Kanale Zero zrzucił prawdziwą medialną bombę. Stwierdził bowiem, że na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym pacjenci mieli umierać z powodu niekompetencji Dawida Kacprzyka. „Tam ginęli ludzie, bo ktoś się uczył” powiedział dr Jędrzejewski. Według byłego ordynatora w szpitalu miało dochodzić także do fałszowania dokumentacji medycznej. Twierdził, że zlecono wykonanie tomografii komputerowej już po śmierci, aby ukryć prawdziwą przyczynę zgonu, którą miała być niekompetencja Kacprzyka. Trudno wyobrazić sobie poważniejszy zarzut wobec lekarza. Jeśli takie oskarżenia są prawdziwe, mamy do czynienia nie z aferą polityczną, lecz ze sprawą o wymiarze kryminalnym.Czytaj też: Zarzuty o wyłudzenia i fałszerstwa. Trzaskowski chce śledztwa w szpitaluByć może właśnie dlatego w medialnym szumie umknęły pewne istotne szczegóły. Okazało się na przykład, że wiadomości, które dr Jędrzejewski wysyłał do Rafała Trzaskowskiego przez WhatsApp, nie zostały odczytane, choć wcześniej twierdził, że prezydent Warszawy je przeczytał i zignorował. Co więcej, w tych wiadomościach były ordynator nie pisał o śmierci pacjentów ani o tym, że obarcza za nią odpowiedzialnością Dawida Kacprzyka. To rodzi kolejne pytania. Skoro doktor Jędrzejewski, jak dziś twierdzi, od około roku posiadał wiedzę o tak dramatycznych wydarzeniach, dlaczego nie zawiadomił odpowiednich organów? A skoro zdecydował się alarmować prezydenta Warszawy, dlaczego właśnie tego wątku nie wyeksponował w swojej wiadomości? Sam tłumaczy, że nie był bezpośrednim świadkiem tych zdarzeń i znał je jedynie z relacji innych osób. To oczywiście jest jakieś wyjaśnienie. Wciąż jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że jeśli ktoś dysponuje informacjami o możliwej śmierci pacjentów spowodowanej błędami medycznymi, to są to zarzuty zbyt poważne, by przez rok czekać z ich publicznym ujawnieniem do wywiadu medialnego.Następnego dnia po wywiadzie w Kanale Zero dr Emil Jędrzejewski został przesłuchany w charakterze świadka w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Czekali tam na niego dziennikarze, jednak lekarz nie zdecydował się odpowiadać na ich pytania. Podczas samego przesłuchania dr Jędrzejewski nie chciał składać zeznań bez udziału pełnomocnika i nie odpowiadał na pytania prokuratora. W związku z tym wyznaczono nowy termin przesłuchania na poniedziałek, 29 czerwca, na godzinę 9. Być może wtedy dowiemy się więcej.Po raz kolejny pojawiają się jednak pytania. Skoro dr Jędrzejewski dzień wcześniej publicznie sformułował niezwykle poważne oskarżenia, dlaczego następnego dnia nie zdecydował się ich rozwinąć przed prokuratorem? Oczywiście jako świadek miał pełne prawo nie odpowiadać bez obecności swojego pełnomocnika i nie można z tego wyciągać daleko idących wniosków. Na tym etapie nie sposób przesądzać, po której stronie leży prawda.Oświadczenie Kacprzyka Do sprawy odniósł się również sam Dawid Kacprzyk. W wydanym w środę oświadczeniu napisał, że doktor Emil Jędrzejewski bezpodstawnie łączy go ze zdarzeniami, z którymi nie miał nic wspólnego. Jak podkreślił, dotyczy to przede wszystkim dwóch przypadków przywołanych w wywiadzie, czyli śmierci pacjenta w łazience Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz rzekomego wykonania tomografii komputerowej pacjentowi po jego śmierci. W pierwszej sprawie, jak zaznaczył, toczy się postępowanie karne, którego nie jest stroną. Druga natomiast, o ile w ogóle miała miejsce, nie dotyczy okresu jego zatrudnienia w Szpitalu Południowym.Mniej uwagi medialnej, a być może szkoda, przykuł wywiad udzielony dla Onetu przez Piotra Szenka, następcę doktora Emila Jędrzejewskiego na stanowisku ordynatora w Szpitalu Południowym. Doktor Szenk powiedział wprost: „Odcinam się od tego, co powiedział Emil. Absolutnie nie mam tego typu obserwacji. Jestem zaskoczony i zbulwersowany”. Dodał jednocześnie, że zna doktora Jędrzejewskiego i nie pozostaje z nim w żadnym konflikcie.Czytaj też: „Czeka go proces karny”. Adwokat Kacprzyka odpowiada dr. JędrzejewskiemuSzenk podkreślił, że kierownikiem oddziału nie był Dawid Kacprzyk, lecz doktor Adam Macech, specjalista chirurgii i medycyny ratunkowej. Kacprzyk miał natomiast zajmować się przede wszystkim organizacją pracy zespołu i układaniem grafików. Jednocześnie dr Szenk podkreślał, że gdyby rzeczywiście dochodziło do tak poważnych nieprawidłowości, o jakich mówił Jędrzejewski, informacje te z pewnością dotarłyby również do niego.O samym Kacprzyku wypowiadał się w tonie zdecydowanie łagodniejszym. Jak mówił, to młody lekarz, „dzieciak”, ale jednocześnie osoba pracowita i zaangażowana w leczenie pacjentów. „Nie zauważyłem ani nie słyszałem, żeby robił coś, czego mu robić nie wolno. Jestem absolutnie zaskoczony słowami doktora Jędrzejewskiego. Myślę, że to są sprawy personalne” – stwierdził. W kolejnym wywiadzie, dla TVN24, dr Szenk mówił już wprost o konflikcie między swoim poprzednikiem, doktorem Jędrzejewskim, a Dawidem Kacprzykiem.Tymczasem „Gazeta Wyborcza” dotarła do skargi, jaką dr Jędrzejewski złożył do dyrekcji szpitala. Co istotne, była to jedyna taka skarga. Jest tam mowa o bezzasadnych konsultacjach, którymi SOR „nękał” lekarzy specjalistów. Nie ma tam natomiast odniesień do śmierci pacjentów ani oskarżeń o niekompetencję prowadzącą do takich zdarzeń.Brak jednoznacznej odpowiedziCzy to wszystko oznacza, że Dawid Kacprzyk jest niewinny, a Emil Jędrzejewski działa wyłącznie z pobudek personalnych? Absolutnie nie. Sam Kacprzyk nadużył system w sposób skandaliczny, jednocześnie obnażając jego słabości i mechanizmy, które mogą prowadzić do podobnych patologii. Mowa tu o absurdalnie wysokich zarobkach niektórych lekarzy, niewspółmiernych do zakresu obowiązków, o dopisywaniu się do dyżurów i zabiegów, przy których lekarze nie biorą udziału. To jednak problem, którego nie należy mieszać z najcięższymi oskarżeniami dotyczącymi narażania życia pacjentów. Na tym etapie wciąż nie mamy bowiem jednoznacznej odpowiedzi, czy zarzuty formułowane przez doktora Jędrzejewskiego znajdują potwierdzenie w faktach.Okręgowa Izba Lekarska zwraca uwagę na naruszenie zaufania do lekarzy oraz falę hejtu, która w ostatnich dniach zaczęła się wylewać na środowisko medyczne, porównywalną do tej z czasów pandemii. Bo choć w każdym systemie zdarzają się czarne owce, niezwykle groźne jest, jeśli pojedyncze przypadki zaczynają rzutować na całość środowiska, z którego większość stanowią osoby ciężko i uczciwie pracujące. Swoje trzy grosze dokładają tu również niektóre media związane z Prawem i Sprawiedliwością oraz politycy opozycji, mówiący o „szpitalu śmierci” czy porównujący sprawę do działań „doktora Mengele”. To przykład porażającego braku odpowiedzialności za słowa.Warto też odnotować pewien ciekawy fakt, choć wnioski z niego każdy musi już wyciągnąć sam. W zeszły piątek Maciej Wilk, prezes Fundacji Polskiego Rozwoju oraz do niedawna autor w Kanale Zero, uruchomił serwis pod nazwą Stołeczna Operacja Referendalna, w skrócie SOR. Jego celem ma być zebranie poparcia i przeprowadzenie referendum w Warszawie w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego z funkcji prezydenta stolicy. Inicjatywa ta pojawiła się niemal równolegle z momentem, w którym portal Zero zaczął szerzej opisywać nieprawidłowości na SOR w Szpitalu Południowym.W czwartek po południu Krzysztof Stanowski poinformował na platformie X, że rozwiązuje współpracę z Maciejem Wilkiem, wskazując na jego mocne zaangażowanie w działalność o charakterze quasi politycznym.***Prezydent Karol Nawrocki tydzień temu podjął ostatecznie decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu. W odpowiedzi Wołodymyr Zełenski odesłał odznaczenie. Jego śladem poszli również inni ukraińscy urzędnicy, którzy wcześniej otrzymali polskie odznaczenia państwowe. Ostatecznie ani prezydent Ukrainy, ani jego żona Ołena Zełenska nie pojawili się w Polsce na dwudniowej konferencji w Gdańsku poświęconej odbudowie Ukrainy.Zarówno Pałac Prezydencki, jak i opozycja podkreślają wagę dumy narodowej, to oczywiście ważne. Podkreślić również należy, że decyzja Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek ukraińskiej armii imienia bohaterów UPA jest skandaliczna. Warto jednak pamiętać, że oprócz polityki historycznej, trzeba też patrzeć w przyszłość. I byłoby bardzo źle, gdyby przez wzajemne napięcia wywołane wspólną tragiczną historią, Polska została wykluczona z partycypacji w odbudowie Ukrainy po wojnie.Czytaj też: Ranking zaufania. Rekordowy wynik prezydenta