Pogłoski o mobilizacji. Rosja ma coraz większe problemy z rekrutacją żołnierzy kontraktowych do armii dokonującej inwazji na Ukrainę – wynika ze śledztwa niezależnych rosyjskich portali Ważnyje Istorii i Wiorstka. Kreml ma szykować kolejną mobilizację. Z ustaleń dziennikarzy wynika, że problemy z naborem są zauważalne między innymi w Moskwie. Informator z biura mera rosyjskiej stolicy przekazał, że w kwietniu na front wysłano 1708 osób, zaś w maju – 1378. W ubiegłym roku każdego miesiąca miało zgłaszać się o około tysiąc ochotników więcej. Według obliczeń Ważnych Istorii, opartych na danych dotyczących regionalnych wydatków budżetowych, rekrutacja kontraktowa w całym kraju w czwartym kwartale 2025 roku spadła o połowę w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Spadki miały utrzymywać się także na początku 2026 roku.Janis Kluge z Niemieckiego Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem Międzynarodowym ocenił, że w pierwszym kwartale tego roku kontrakty z wojskiem podpisywało w Rosji dziennie od 800 do 1000 osób, czyli o 20 proc. mniej niż rok wcześniej.„Problematyczni kandydaci” i braki na froncieWedług źródeł Wiorstki trudności z rekrutacją mają dotyczyć nawet jednostek uznawanych za bardziej atrakcyjne, w tym formacji dronowej Rubicon. Powodem mają być wysokie wymagania wobec kandydatów i mała liczba osób, które są w stanie im sprostać. Jedno ze źródeł mówiło o „bardzo dużej liczbie problematycznych kandydatów”.Żołnierze, z którymi rozmawiała Wiorstka, twierdzą, że część nowych rekrutów nie jest gotowa do walki. Przekonują, że do armii trafiają między innymi osoby, które wypuszczono z więzień oraz ludzie w złym stanie zdrowia. Jeden z rozmówców przekonywał, że w jednostkach brakuje żołnierzy, a niektóre pododdziały są rozwiązywane, bo ich stan osobowy jest zbyt niski. Z relacji wynika również, że część rekrutów dezerteruje.Władze szukają ludzi i podnoszą wypłatyProblemy z rekrutacją mają zmuszać rosyjskie władze do intensywniejszego poszukiwania kandydatów. Źródło z jednostki wojskowej na Syberii twierdziło, że lokalne wsie zostały już „opróżnione” z ochotników, dlatego rekruterzy są wysyłani do innych regionów. W 2026 roku średnie miesięczne wydatki regionów na wynagrodzenia dla rekruterów wzrosły ponad dwukrotnie – z 358 (około 17 mln zł) do 802 mln rubli (38 mln zł) miesięcznie. Według obliczeń Ważnych Istorii regiony wypłaciły już rekruterom co najmniej 7,7 mld rubli (367 mln zł).Władze próbują też zachęcać ochotników wysokimi jednorazowymi wypłatami. Gdy obwód tiumeński podniósł wynagrodzenie za podpisanie kontraktu do 3 mln rubli (143 tys. zł), liczba zgłoszeń miała natychmiast wzrosnąć dwukrotnie. Jednocześnie, według źródeł Wiorstki, część kandydatów ma być przyciągana ofertami rzekomej pracy na tyłach – jako kierowcy, ochroniarze czy robotnicy budowlani. W praktyce po podpisaniu kontraktu mogą jednak zostać skierowani także do piechoty szturmowej.Ważnyje Istorii i Wiorstka podają, że w rosyjskich kręgach władzy pojawiają się rozmowy o bardziej radykalnych krokach, w tym o kolejnej fali mobilizacji. O takim scenariuszu miało mówić osiem źródeł współpracujących z administracją Władimira Putina oraz źródła zbliżone do struktur siłowych. Według jednego z rozmówców temat mobilizacji jest omawiany na różnych szczeblach, ale ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. Jako możliwy termin wskazywany jest październik, po wrześniowych wyborach do Dumy Państwowej.Inne źródło, zbliżone do administracji Kremla, mówiło o „różnych planach nasycenia armii”, wśród których mobilizacja ma być jednym ze scenariuszy. Kolejny rozmówca twierdził, że przygotowania do działań, których oficjalnie „nigdy nie nazwie się mobilizacją”, trwają od kilku miesięcy.Czytaj też: Nadużycia w rosyjskiej armii na masową skalę. Żołnierz grozi rewoltą