Celem mundial 2030. Juergen Klopp znów jest jedną z najbardziej widocznych postaci mundialu, choć tym razem nie prowadzi żadnej drużyny. Były trener Liverpoolu komentuje turniej dla niemieckiej MagentaTV, pojawia się przy największych meczach i błyskawicznie przypomina, dlaczego wciąż jest jednym z najważniejszych ludzi światowego futbolu. W Kansas City Klopp był przy linii bocznej, gdy Lionel Messi schodził z boiska żegnany owacją. Argentyńczyk uściskał go po meczu, podobnie jak Thomasa Müllera, z którym Klopp stworzył dla niemieckiej telewizji efektowny komentatorski duet. MagentaTV, która ma prawa do wszystkich 104 meczów mundialu, dostała więc dokładnie to, czego chciała: wielkie nazwisko, emocje i osobowość, która natychmiast generuje dyskusję.Klopp dobrze zna tę rolę. W niemieckiej telewizji pojawia się jako ekspert od dwóch dekad. Już podczas mundialu w 2006 roku zachwycił widzów analizami taktycznymi w ZDF, choć był wtedy przede wszystkim trenerem Mainz. Później wracał przy okazji Euro 2008 i mundialu 2010, budując reputację szkoleniowca, który nie tylko czuje szatnię, ale też potrafi opowiadać o piłce prosto i błyskotliwie.Teraz jednak jego obecność na mundialu odświeża pytanie, które niemiecka piłka zadaje sobie od lat: czy Klopp wróci jeszcze na ławkę? Dziś pracuje jako szef globalnego futbolu w strukturach Red Bulla i według osób z jego otoczenia traktuje tę funkcję poważnie. Pomaga trenerom, dyrektorom sportowym i działa przy transferach, bo samo jego nazwisko potrafi przekonać zawodnika do projektu.Mimo to Klopp ma dopiero 59 lat, a propozycje pracy wciąż będą się pojawiać. Najczęściej mówi się o reprezentacji Niemiec. Gdy Hansi Flick został zwolniony przed Euro 2024, niemiecka federacja miała być gotowa zaoferować Kloppowi właściwie każde warunki. Wtedy jednak był jeszcze w Liverpoolu i już wiedział, że potrzebuje przerwy.Szpilki w NagelsmannaTemat wrócił podczas obecnego mundialu po jego niefortunnej uwadze o Julianie Nagelsmannie. Klopp zażartował, że „na razie” to Nagelsmann wybiera skład reprezentacji Niemiec. Szybko przeprosił, nazwał sam siebie „idiotą” i spotkał się z selekcjonerem twarzą w twarz, ale samo zamieszanie wystarczyło, by znów uruchomić spekulacje.Inną możliwą drogą byłaby reprezentacja USA. To kraj z ogromnym potencjałem sportowym, ale wciąż niebędący futbolową potęgą — a Klopp lubi projekty zbudowane wokół ambicji, energii i poczucia, że można zrobić coś większego niż wynikałoby z historii. Tak było w Mainz, Borussii Dortmund i Liverpoolu.Czytaj też: Tak wychowują nowego Messiego. Przemoc, głód i brak kontroli