W tle spór z polską firmą. MSZ zdementował udział mera Lwowa Andrija Sadowego w Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy (URC 2026). Taką informację podał dziś prezes PiS Jarosław PiS, wskazując na spór władz Lwowa z polskim przedsiębiorstwem Control Process. Prezes PiS Jarosław Kaczyński został zapytany, o to, czy trzyma kciuki za polskie firmy, które na konferencji o odbudowie Ukrainy w Gdańsku mają podpisywać umowy.– Na tej konferencji jest mer Lwowa. Już niezależnie od tego, że banderowiec oczywisty, to do tego człowiek, który nie płaci polskiej firmie za wykonane już prace – stwierdził Jarosław Kaczyński.MSZ dementuje udział mera LwowaDo wypowiedzi prezesa PiS odniósł się polski MSZ, który zdementował informację o udziale włodarza Lwowa Andrija Sadowego w gdańskiej konferencji.„Nie, mer Andrij Sadowy nie jest gościem Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy, nie został na nią zaproszony i nie bierze udziału w URC26. Mer Lwowa zorganizował własne, całkowicie odrębne wydarzenie, które nie ma nic wspólnego z URC26” – napisał rzecznik MSZ Maciej Wewiór.„Potępiamy działania władz Lwowa wobec polskiej firmy, a ignorowanie ustaleń międzynarodowego arbitrażu uznajemy za niedopuszczalne” – dodał. Zobacz także: Kaczyński zwróci ukraiński order. „Takie akty są dzisiaj potrzebne”Spór z merem LwowaW kwietniu tego roku władze Lwowa zerwały kontrakt z polską firmą Control Process, która miała budować przetwórnię śmieci we Lwowie. Firma została wyrzucona, mimo wygrania procesów arbitrażowych. To właśnie za tę sytuację polski MSZ i prezes PiS, krytykują mera Lwowa.Kilka godzin później wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego skomentował także sam mer Lwowa.„Dzisiaj lider polskiej partii opozycyjnej Prawo i Sprawiedliwość, Jarosław Kaczyński, wspomniał o mnie w swoim oświadczeniu dotyczącym Konferencji o Odbudowie Ukrainy w Gdańsku. Polski polityk był oburzony moją rzekomą obecnością na URC2026. Jest tylko jeden problem – nie ma mnie dziś w Gdańsku” – napisał Andrji Sadowy na kanale Telegram.Mer Lwowa odniósł się także do sporu z polską firmą. Według niego polskiego przedsiębiorstwo, umowa został zerwana z „powodu niewywiązania się ze zobowiązań”, dlatego „miasto było zmuszone do odstąpienia od umowy”.„Za wszystkie faktycznie wykonane prace firma otrzymała ponad 30 milionów euro. Lwów nie zapłacił za prace, które nie zostały wykonane. Nie ma w tym nic zaskakującego – tak działają umowy. Dlatego chyba czas iść do sądu z takimi bezpodstawnymi oskarżeniami” – podsumował Sadowy.Wersji, którą przedstawił mer Lwowa przeczy jednak wygrana wszystkich procesów arbitrażowych w tej sprawie przez polską firmę. Zobacz też: Premier Donald Tusk: Wierzymy w sukces Ukrainy