Paweł Kowal w „Gościu poranka”. Miarą sukcesu będzie to, czy organizacyjnie wszystko się uda. Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy to jak dwa razy Davos. Bierze w niej udział prawie 70 delegacji rządowych. To ogromne wydarzenie polityczno-gospodarcze i wielkie wyzwanie organizacyjne – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info Paweł Kowal, przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych oraz szef Rady ds. Współpracy z Ukrainą. Wołodymyr Zełenski nie przyjedzie do Gdańska na Konferencję na rzecz Odbudowy Ukrainy (Ukraine Recovery Conference), która odbywa się w dniach 25-26 czerwca. Ukraińskiej delegacji będzie przewodniczyć premier Julia Swyrydenko.Strona ukraińska nie podała oficjalnych powodów tej decyzji. Informacja pojawiła się jednak w czasie napięć w relacjach polsko-ukraińskich wywołanych decyzją prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Powodem było nadanie przez ukraińskie władze jednej z jednostek wojskowych nazwy „Bohaterów UPA”.Czwartkowy „Gość poranka” w TVP Info był nadawany z AmberExpo w Gdańsku, gdzie trwa Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy. Prowadzący program Mariusz Piekarski zapytał Pawła Kowala, czy „biznes i współpraca na rzecz odbudowy Ukrainy przegrywają tu, w Gdańsku, z twardą, brutalną polityką”.– Wygrywają. W ciągu dwóch dni równolegle będą się toczyły obrady, a praktycznie bez przerwy podpisywane będą umowy, porozumienia i listy intencyjne – około 200, w tym kilkanaście z udziałem Polski. Zostaną ogłoszone nowe inicjatywy finansowe z udziałem Polski, w tym prywatnych firm. Będzie również mowa o największych transakcjach, między innymi o planowanym zakupie największego ubezpieczyciela w Ukrainie (MetLife Ukraina – red.), którego przejęcie jest już na etapie finalizacji – powiedział Paweł Kowal. „Matka chrzestna konferencji”Prowadzący podkreślił jednak, że pyta o nieobecność prezydenta Zełenskiego.– Ta konferencja to także pana polityczne dziecko. Osierocone przez prezydenta Zełenskiego? – zapytał.– Nie do końca trafiona jest ta analogia, bo można powiedzieć, że przyjeżdża matka tej konferencji. Julia Swyrydenko, która jako premier stoi na czele ukraińskiej delegacji, nadaje konferencji bardziej gospodarczy wymiar, i to akurat mnie cieszy. To ona była pomysłodawczynią tego przedsięwzięcia. Niektórzy mówią wręcz, że jest matką chrzestną konferencji poświęconych odbudowie Ukrainy – odpowiedział Kowal. Prowadzący przypomniał, że podczas wcześniejszych konferencji w Berlinie, Paryżu, Lugano i Londynie obecny był Wołodymyr Zełenski. Zwrócił uwagę, że do Gdańska miał najbliżej, a mimo to nie przyjechał. Mariusz Piekarski zapytał, czy nad konferencją nie kładzie się cieniem sprawa UPA i kryzys w relacjach polsko-ukraińskich.– Myślę, że przede wszystkim najważniejszy jest gospodarczy wymiar tej konferencji. Tak zapisze się w historii, ponieważ pod tym względem jest po prostu bardzo mocna. Moim zdaniem to najbardziej znacząca z dotychczasowych konferencji. Polski biznes jest bardzo dobrze przygotowany. Jest również świetnie reprezentowany, współpracuje z partnerami z Europy i jest gotowy do realizacji konkretnych projektów. Dziś możemy już mówić o finansowaniu, biznesplanach i konkretnych przedsięwzięciach. To nie są już odległe plany, jak podczas poprzednich konferencji – powiedział Kowal.„To jak dwa razy Davos”– Miarą sukcesu będzie to, czy organizacyjnie wszystko się uda, bo jest to największa konferencja w Europie w tym roku. To jak dwa razy Davos. Bierze w niej udział prawie 70 delegacji rządowych. To ogromne wydarzenie polityczno-gospodarcze i wielkie wyzwanie organizacyjne – dodał.Paweł Kowal został również zapytany, czy są już porozumienia sektorowe i czy Polska miałaby odpowiadać za konkretne obszary odbudowy Ukrainy.– Przyjrzałem się, które projekty realnie się toczą i w jakich dziedzinach. Zwróciłem uwagę przede wszystkim na dwa obszary. Jest bardzo dużo projektów z zakresu energetyki, szczególnie odnawialnej. Zwróciłem też uwagę na sporo projektów związanych z budową magazynów, czyli logistyką – powiedział.– Wiele projektów finansowanych jest z unijnego instrumentu Ukraine Facility. Komisja Europejska wspiera je za pomocą instrumentów finansowych, podobnie jak inne organizacje międzynarodowe, między innymi związane z energetyką. Polska wpłaca składki do różnych organizacji, ale dzięki temu uczestniczy w tych dużych pakietach wsparcia. Organizacje przygotowały szerokie programy dla biznesu, a Polska jest w uprzywilejowanej pozycji, bo ze względu na swoje położenie odgrywa kluczową rolę w wielu projektach – poinformował Kowal.„Ryzyko zostało ograniczone”– Najczęściej wygląda to tak, że przygotowane jest finansowanie, podpisana umowa, prowadzone są prace badawczo-rozwojowe i czekamy na zakończenie wojny w Ukrainie. Oczywiście część inwestycji czy dużych projektów handlowych można realizować już teraz, ale wiele przedsięwzięć związanych z nieruchomościami musi poczekać do zakończenia działań wojennych – dodał.Prowadzący zapytał również, czy polskie firmy nie obawiają się inwestowania w Ukrainie ze względu na wciąż istniejące ryzyko.– Zrobiliśmy wszystko, aby to ryzyko ograniczyć. Dalej jest to oczywiście decyzja konkretnej firmy i konkretnego właściciela. Natomiast to, co należało do rządu, zostało wykonane – mamy preferencyjne oprocentowanie, ubezpieczenia i gwarancje Komisji Europejskiej sięgające nawet 90 proc. Oznacza to, że ryzyko zostało już na tyle ograniczone, że firmy decydujące się na realizację projektu mają realną szansę na powodzenie – powiedział. Czytaj także: Ukraińskie drony nękają Moskwę. Putin mówi, że to efekt sukcesów Rosji