Brytyjczycy podzieleni. Mija 10 lat od referendum, które zmieniło Wielką Brytanię. 23 czerwca 2016 roku Brytyjczycy zdecydowali, że chcą opuścić Unię Europejską. Dziś wielu mieszkańców Londynu mówi, że brexit nie ułatwił im życia – przeciwnie, przyniósł więcej problemów niż korzyści. – To jedna z największych katastrof powojennej Wielkiej Brytanii – ocenił bilans wyjścia poseł Partii Pracy Andy Slaughter. W referendum brexitowym z 2016 roku Brytyjczycy odpowiadali na pytanie: „Czy Zjednoczone Królestwo powinno pozostać członkiem Unii Europejskiej, czy też opuścić Unię Europejską?”. 52 proc. głosujących opowiedziało się za tą drugą opcją; 48 proc. wybrało pozostanie w UE. Frekwencja wyniosła 72 proc. W Anglii za brexitem głosowało 53,4 proc. wyborców, w Walii – 52,5 proc. Za pozostaniem we Wspólnocie opowiedzieli się Szkoci – 62 proc. i mieszkańcy Irlandii Północnej – 56 proc.Formalnie Wielka Brytania opuściła Unię Europejską 31 stycznia 2020 roku. Do dziś trwa liczenie przede wszystkim ekonomicznych skutków tego ruchu. „Opuszczenie największego bloku handlowego na świecie, naszego najbliższego i najbogatszego partnera handlowego, musiało wiązać się z kosztami. Jeśli pojawiły się jakieś szanse stworzone przez mniej uregulowaną i bardziej wolnorynkową gospodarkę, to nie zostały one wykorzystane” – piszą ekonomiści Paul Johnson i Robert Johnson w „Brexit Effect”, opracowaniu wydanym z okazji rocznicy referendum.„Trwałe obciążenie” – tak wpływ brexitu na brytyjski PKB podsumowuje raport londyńskiego think tanku UK in a Changing Europe. Autorzy doszli do wniosku, że przedreferendalne modele ekonomistów okazały się mniej więcej trafne, a szacowany przyrost PKB na dłuższą metę był mniejszy, niż w scenariuszu, w którym wyjście z UE nie nastąpiło.Brexit a spadek PKBAnalitycy twierdzą, że „w literaturze ekonomicznej wyłonił się konsensus”, wskazujący na trwałe negatywne skutki brexitu rzędu przynajmniej 2-6 proc. PKB. Think tank przytacza też inne analizy oceniające „brexitowy cios” dla gospodarki na 4-5 proc. PKB.Z kolei według opublikowanej w tym miesiącu analizy amerykańskiego Narodowego Biura Badań Ekonomicznych (NBER) pod kierownictwem Nicholasa Blooma z Uniwersytetu Stanforda „do końca 2025 roku brexit obniżył brytyjski PKB o 6-8 procent, a jego wpływ narastał stopniowo wraz z upływem czasu”.Wcześniej szef Banku Anglii Andrew Bailey stwierdził, że przedreferendalne prognozy Bank Of England ostrzegające przed negatywnym wpływem wyjścia z UE na gospodarkę, okazały się słuszne, a brexit uderzył w poziom aktywności gospodarczej i spowolnił wzrost gospodarczy.Bariery w handluPeter Foster, dziennikarz „Financial Times” podkreśla, że efektem brexitu było coś, co nazywa „odwróconą umową handlową”, która zamiast likwidowania barier w handlu, przywraca je. – Jeśli zawierasz takie porozumienie ze swoim największym rynkiem, to na końcu staniesz się biedniejszy – dowodzi.Czytaj także: Kto za Starmera? Ruszyła giełda nazwiskJego zdaniem trudno zaprzeczać negatywnym efektom takiej umowy. – Nie ma sensu mówić, że nie wierzy się w grawitację w sytuacji, gdy nie możesz się oderwać od ziemi – ocenia Foster, który podczas kampanii referendalnej i negocjacji brexitowych z UE był korespondentem ds. europejskich w konserwatywnym, probrexitowym dzienniku „Daily Telegraph”.Raport think tanku Centre for European Reform (CER) z 18 czerwca ocenia, że wyjście Zjednoczonego Królestwa z UE miało zły wpływ na handel. „Szacujemy, że brexit zmniejszył całkowity brytyjski eksport do Unii Europejskiej o około 12 proc., a całkowity import z Unii Europejskiej o około 16 proc.” – przekonują autorzy analizy „Koszty brexitu po 10 latach” John Springford i Anton Spisak. „Brexit ograniczył handel w niemal wszystkich sektorach brytyjskiej gospodarki” – oceniają i podkreślają, że eksport dóbr rolniczych ze Zjednoczonego Królestwa do UE zmniejszył się o 29 proc.Eksport i import ucierpiałyAutorzy analizy think tanku UK in a Changing Europe szacują z kolei, że eksport w pobrexitowej Wielkiej Brytanii jest na poziomie o 10-15 proc. mniejszym, niż w przypadku, gdyby w referendum Brytyjczycy powiedzieli brexitowi „nie”. Szacują, że import obniżył się w „podobnym, lub wyższym” stopniu.Analiza podkreśla, że zmiany mniej boleśnie odczuły duże przedsiębiorstwa, którym łatwiej było zaabsorbować nowe koszty związane z wysyłaniem towarów. To samo wynika z obserwacji Fostera. – Najbardziej ucierpiały małe firmy, gorzej przygotowane do radzenia sobie z dodatkową papierologią – zaznacza dziennikarz „FT”.Bilans trudno jednak dokładnie przedstawić. Raport UK in a Changing Europe zastrzega, że analizy skutków gospodarczych wyjścia z UE utrudnia fakt, że niełatwo jest w klarowny sposób oddzielić je od innych globalnych wstrząsów: pandemii COVID-19 czy wojny w Ukrainie. – Im dalej jesteśmy od momentu, w którym Zjednoczone Królestwo wyszło z jednolitego rynku, tym bardziej dane się rozmywają – tłumaczy Foster.W rozmowie z PAP dodaje, że nie sprawdziły się najbardziej alarmistyczne prognozy przeciwników wyjścia z Unii. – (Brexit) oczywiście nie oznacza, że nagle zgasło słońce, a z biedy wszyscy jedzą tu teraz trawę. Chodzi o to, że jesteśmy biedniejsi, niż moglibyśmy być – przekonuje.Sytuacja gospodarcza ma przełożenie na życie mieszkańców Wielkiej Brytanii, także migrantów z Polski, którzy coraz częściej wyjeżdżają z kraju. Majowy raport brytyjskiego urzędu statystycznego Office for National Statistics (ONS) pokazuje, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy z Wysp wyprowadziło się 19 tysięcy naszych rodaków, a wprowadziło zaledwie 6 tysięcy. Polska społeczność w Królestwie skurczyła się w ciągu roku o 13 tysięcy osób.Strefa euro bezpieczniejszaEksperci podnoszą, że to w pierwszej kolejności efekt brexitu – Nowe przepisy wizowe i twarde formalności zamieniły zwykłą przeprowadzkę w urzędową drogę przez mękę. Do tego dochodzi drożyzna – bardzo wysokie ceny wynajmu mieszkań i codzienne koszty życia sprawiły, że odkładanie pieniędzy jest coraz trudniejsze. Polacy wolą bezpieczniejsze ekonomicznie kraje strefy euro, ale też rynek pracy nad Wisłą stał się atrakcyjną alternatywą.Prof. Seldon Anthony Seldon, historyk i redaktor książki „Brexit Effect” nie ma wątpliwości, że rozstanie odbiło się negatywnie także na UE. – To oczywiste. Londyn nadal ma ogromny autorytet na świecie. Głos Brytyjczyków jest wysłuchiwany w Białym Domu i we Wspólnocie Narodów. Atutem jest też język angielski – wylicza w rozmowie z PAP. – Bez Zjednoczonego Królestwa Unia stała się słabszą instytucją – zaznacza.W jego ocenie wraz z odejściem Brytyjczyków UE stała się mniej dynamiczna i bardziej zbiurokratyzowana. – Myślę, że gdyby Brytyjczycy nadal byli w Unii, to nieco w duchu Margaret Thatcher, naciskaliby na to, by Unia Europejska konkurowała bardziej z Chinami, Indiami i Stanami Zjednoczonymi, by była bardziej probiznesowa i nastawiona na wzrost gospodarczy – uważa Seldon.Dziś nawet wielu polityków, którzy nie chcą otwarcie mówić o powrocie do Unii, przyznaje, że relacje z Europą trzeba odbudować. Londyn szuka więc bliższej współpracy z Brukselą. Już w lipcu 2020 roku, kilka miesięcy po brexicie, Komitet ds. Wywiadu i Bezpieczeństwa (ISC), w skład którego weszli członkowie obu izb brytyjskiego parlamentu, opublikował dokument „Russia Raport”. Przedstawił w nim analizę rosyjskich ingerencji w krajową politykę, w tym w procesy wyborcze, i zagrożeń dla niej ze strony Kremla.Brexit a wpływy RosjiCzłonkowie komitetu nie stwierdzili jednoznacznie, że Kreml skutecznie ingerował w sprawie referendum brexitowego, ponieważ w ich opinii rząd i agencje wywiadowcze Wielkiej Brytanii „unikały” zbadania tej sprawy. W ich opinii Wielka Brytania była „oczywistym celem” kampanii dezinformacji, ale problem ten był, według raportu, traktowany przez brytyjskie instytucje państwowe jak „gorący kartofel”.Zwrócono także uwagę, że brytyjskie agencje wywiadowcze na początku XXI wieku, po zamachach w Nowym Jorku i Londynie, przekierowały uwagę przede wszystkim na islamski terroryzm, uznając zagrożenie ze strony Rosji za sprawę drugorzędną. W raporcie wskazano ponadto, że Rosja prowadziła operacje wpływu także wcześniej, w kampanii przed referendum w sprawie oddzielenia się Szkocji od Zjednoczonego Królestwa w 2014 roku. Kreml zaprzeczał w obu przypadkach.Zdaniem prof. Seldona brexit – nawet jeżeli nie był nakręcany przez Kreml, to leżał w jego interesie – jest ostrzeżeniem dla zwolenników UE w krajach Starego Kontynentu. – Jeśli nie opowiada się ludziom tej historii konsekwentnie, nie wyjaśnia, dlaczego coś przynosi im korzyści oraz na czym one polegają, to w końcu próżnię tę wypełni ktoś inny – dowodzi. Ruchy antyunijne różnią się poglądami, ale mają jeden wspólny mianownik – świadomie czy nie – próbując osłabić Unię, działają w interesie Rosji.Czytaj także: Efekt brexitu. Polonia w Wielkiej Brytanii się kurczy