„Zostałem zgwałcony minimum 400 razy”. To jedna z najgłośniejszych spraw związanych z wykorzystywaniem seksualnym w polskim Kościele. Janusz Szymik, były ministrant z Międzybrodzia Bialskiego, domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia od Archidiecezji Krakowskiej za doznane krzywdy. Proces toczy się przed Sądem Okręgowym w Krakowie. Na poniedziałek sąd wezwał jako świadka kardynała Stanisława Dziwisza. Duchowny nie przyszedł jednak na rozprawę. Archidiecezja Krakowska w mailu przesłanym rano do sądu poinformowała, że kard. Dziwisz się rozchorował. Sąd zobowiązał hierarchę do przekazania zaświadczenia lekarskiego pod rygorem grzywny.W poniedziałek i podczas kolejnych terminów rozprawy, przesłuchani mają być kolejni świadkowie – to między innymi psychologowie i lekarze, którzy opiekowali się Januszem Szymikiem.Ofiara molestowania domaga się 20 mln zł od Archidiecezji Krakowskiej Proces o zadośćuczynienie Archidiecezji Krakowskiej wytoczył Janusz Szymik, który w latach 1984-1989 jako dziecko był wykorzystywany seksualnie przez ks. Jana W., ówczesnego proboszcza w Międzybrodziu Bialskim. Parafia należała wtedy do Archidiecezji Krakowskiej. Pełnomocnik Janusza Szymika adwokat Jarosław Głuchowski przekazał, że jego klient domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia za krzywdy będące skutkiem nadużyć seksualnych, jakich dopuścił się wobec niego ks. Jan W. – Zostałem zgwałcony minimum 400 razy przez tego duchownego – opowiadał TVP3 Kraków.Wcześniej Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej przyznał mężczyźnie zadośćuczynienie za brak reakcji na doniesienia o nadużyciach seksualnych ze strony diecezji bielsko-żywieckiej. – W tamtej sprawie sąd wprost napisał, że za to, co zrobił sprawca, powinna być pozwana Archidiecezja Krakowska. I to właśnie zrobiliśmy – powiedział mec. Głuchowski.Przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej Janusz Szymik domagał się od diecezji bielsko-żywieckiej zadośćuczynienia za krzywdy będące skutkiem nadużyć seksualnych, a także za cierpienia, które powstały wskutek braku reakcji ordynariusza bielsko-żywieckiego biskupa Tadeusza Rakoczego na zgłoszone mu nadużycia. Proces toczył się przez niemal trzy lata.Na początku 2025 roku sąd orzekł, że diecezja bielsko-żywiecka ma zapłacić 400 tys. zł zadośćuczynienia za brak reakcji na informacje o nadużyciach. Sąd nie miał wątpliwości, że Szymik – domagający się wówczas 3 mln zł – „został wielokrotnie wykorzystany seksualnie przez proboszcza”, uznał jednocześnie, że za winę księdza nie ponosi odpowiedzialności diecezja bielsko-żywiecka, powstała dopiero w 1992 roku, ale Archidiecezja Krakowska, ponieważ to jej podwładnym był wówczas międzybrodzki proboszcz.Ofiara księdza: Mecenas wpierała mi, że to czerpałem korzyściPo wyroku obie strony złożyły apelacje, a sprawa została przekazana Sądowi Apelacyjnemu w Katowicach. Proces odwoławczy jeszcze się nie rozpoczął. – Mecenas reprezentująca diecezję bielsko-żywiecką w odpowiedzi na pozew wpierała mi, że pedofilia sprawiała mi przyjemność i czerpałem z tego korzyści – opowiadał były ministrant.Szymik w przeszłości były ministrantem. Jak wskazywał, po raz pierwszy został skrzywdzony przez ks. Jana W., ówczesnego proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim, gdy miał 12 lat. Po powstaniu diecezji bielsko-żywieckiej w 1992 roku Szymik opowiedział o wszystkim jej ordynariuszowi, biskupowi Tadeuszowi Rakoczemu. Pozostało to bez echa.Działania Kościół bielsko-żywiecki podjął dopiero w 2014 roku, gdy nowym ordynariuszem został bp Roman Pindel. Doszło wtedy do procesu kanonicznego, w którego trakcie ks. Jan W. przyznał się do współżycia z nieletnim. Wówczas został zawieszony, a potem ukarany przez Kościół.Czytaj także: Więzienie dla księdza pedofila. Sąd ogłosił wyrok