W obronie mediów publicznych. Czarne stroje prezenterów, opóźnione programy i minuta ciszy na antenie – tak czeskie media publiczne protestują przeciw planom rządu Andreja Babiša. Pracownicy radia i telewizji obawiają się, że zastąpienie abonamentu bezpośrednim finansowaniem z budżetu państwa może osłabić niezależność nadawców. W czasie protestu widzowie Czeskiej Telewizji zauważają zmiany w zwykłym programie. Audycje rozpoczynają się z minutowym opóźnieniem, a prowadzący występują ubrani na czarno – jako symbol sprzeciwu wobec planowanej reformy. Ograniczona została również aktywność internetowych serwisów nadawcy.Podobny charakter ma protest w Czeskim Radiu. Na antenie regularnie pojawia się komunikat wyjaśniający powody strajku, po którym emitowana jest minuta ciszy. Cięcia finansowe i zwolnienia w mediachPrzedstawiciele mediów publicznych przekonują, że zmiana sposobu finansowania może zagrozić ich niezależności. Ich zdaniem uzależnienie środków od corocznych decyzji budżetowych rządu i parlamentu stworzy większą możliwość politycznej presji na nadawców.Reforma ma również oznaczać poważne ograniczenia finansowe. Według przedstawicieli radia i telewizji planowane cięcia mogą doprowadzić do redukcji zatrudnienia. Pracę może stracić od 450 do 700 osób spośród ponad czterech tysięcy pracowników obu instytucji. Czytaj także: Niemal 3 tony kokainy pod ziemią. Policja przejęła rekordową kontrabandęRząd: to realizacja obietnicy wyborczejGabinet Andreja Babiša odpiera zarzuty o zagrożenie dla niezależności mediów publicznych. Rząd argumentuje, że zmiana systemu finansowania była zapowiadana podczas kampanii wyborczej i ma uprościć sposób utrzymywania nadawców.Władze podkreślają również, że finansowanie mediów publicznych z budżetu państwa funkcjonuje w części krajów Unii Europejskiej i samo w sobie nie musi oznaczać ograniczenia ich autonomii. Czytaj także: Wybuch w zakładzie przetwarzania gazu. Dziesiątki rannych i zaginionych