Subiektywny tydzień Zawioły. Kolejny tydzień zmagań z rzeczywistością, od której włosy dęba stają. Działacz partii rządzącej okazał się oszustem, pupil prawicy jedzie z krzyżem do Berlina prowokować Niemców a przez polsko-ukraińską granicę przejeżdżają ordery i odznaczenia, które Ukraińcy postanowili oddać państwu polskiemu. Dobrze chociaż, że Radomiu zagrał Jean Michel Jarre. Czas na subiektywne podsumowanie tygodnia. – Karol Nawrocki odebrał prezydentowi Ukrainy Order Orła Białego. Padł ofiarą swojego impulsywnego działania. Trudno byłoby mu wycofać się ze słów, które wypowiedział tuż po informacji o nadaniu imienia Ukraińskiej Powstańczej Armii jednej z jednostek wojskowych przez Wołodymyra Zełeńskiego. Chciał być twardy i postąpić w myśl zasady „ani kroku wstecz”. Ale są takie momenty, kiedy warto się wycofać, przemyśleć lub pomyśleć szerzej, jak prawdziwy polityk, a nie krótkowzroczny działacz partyjny. Choć możliwe, że to całkiem niezła intryga. Bo przy graniu twardziela i prawdziwego patrioty zostawił sprawę na głowie Donalda Tuska. To jest jak umycie rąk. Oto bowiem to premier właśnie musi zdecydować ostatecznie czy order odebrać czy nie. Odpowiedzialność zatem spadnie na Tuska. Tak zwana „wina Tuska”, z którą mamy do czynienia od dawna w niemal każdej sprawie. Jeśli nie odbierze orderu – rzucą się na niego wszyscy mieniący się walczącymi o godność Polski. Jeśli odbierze – spadnie na niego krytyka liberalnie nastawionych obywateli. Idealna sytuacja dla opozycji i prezydenta.Wołodymyr Zełeński już odesłał order do Polski, przypominając przy okazji, że wcześniej otrzymali go caryca Katarzyna i Benito Mussolini. I nadal je posiadają. Może odebranie im tych odznaczeń nie poprawiłoby słupków sondażowych, więc po co się trudzić. Lepiej uderzyć tak, by zagrać na aktualnych emocjach.Karol Nawrocki pęka pewnie z dumy, że postąpił tak patriotycznie, zadbał o polskie symbole, o godność Polaka. Czy dumą napawa go również pochwała ze strony Dmitrija Miedwiediewa, czyli z samego Kremla. Wątpię, ale mógł się tego spodziewać. Gdyby nie ta krótkowzroczność i typowe dla prawicy przekonanie o nieomylności.Czytaj też: Zełenski pozbawiony Orderu Orła Białego. „Kij w szprychy rządu”*– Polski prezydent rozmawiał z amerykańskim przywódcą. Karol Nawrocki i Donald Trump spotkali się przy oktagonie podczas uroczystości z okazji 80 urodzin Trumpa. Rozmowa trwała 1 minutę i 16 sekund. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że w takim czasie o niczym poważnym nie da się podyskutować. Można zapytać o zdrowie (choć to dla Trumpa drażliwy temat) i poklepać po ramieniu. Podobno dłuższa rozmowa odbyła się nieco później. Ale musimy zostać przy określeniu „podobno”, bo dowodów na to nie ma, poza zapewnieniami Kancelarii Prezydenta, a to trochę za mało. Trudno też uwierzyć, że na bankiecie, w którym uczestniczyło kilkadziesiąt osób, doszło do poważnej rozmowy Trumpa akurat z Nawrockim.A wystarczyło podać do publicznej wiadomości, że to wyjazd towarzyski i nie robić kabaretu.*– Robert Bąkiewicz pojechał z Ruchem Obrony Granic postawić krzyż przy tymczasowym pomniku upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej i okupacji niemieckiej. Zapomniał przy tym, że Niemcy to kraj, w którym obowiązują zasady i przepisy prawa, a kto się do nich nie stosuje, ponosi konsekwencje. Czyli jest inaczej niż w Polsce. Bąkiewicz przyzwyczaił się, że może robić, co chce i zbiera za swoje działanie pochwały jednej opcji politycznej, a druga działa opieszale i brakuje jej zdecydowania.Niemcy działali bez uprzedzeń, choć zapewne wiedzieli, kim jest Bąkiewicz. Najpierw rozmawiali i tłumaczyli, jak działa prawo, a potem skuli, bo dostrzegli brak zrozumienia wobec niemieckich zasad. Dali polskim służbom przykład jak powinny wyglądać kolejne etapy postępowania wobec cynicznego prowokatora.Druga część tej tragikomedii wydarzyła się w Sejmie. Posłowie, którzy w 2027 roku chcą wygrać wybory parlamentarne i stanąć u steru władzy, nazywali Bąkiewicza patriotą i bohaterem. Czyli albo jeszcze się nie połapali, z kim mają do czynienia, albo doskonale wiedzą i wykorzystują w wywoływaniu burz.Trzecia odsłona to ludzie w mundurach udający służby i wylegitymujący obcokrajowców na Dworcu Centralnym. To samozwańcze patrole, które przeniosły się spod granicy z Niemcami, gdzie działał Ruch Obrony Granic.Jeśli do tego dodamy jeszcze działający nie tak dawno Szonpatrol, mamy pełen obraz środowiska związanego z Robertem Bąkiewiczem – patriotą, człowiekiem zapewne krystalicznym w oczach PiSu i Konfederacji.*– Dawid Kacprzyk stał się jedną z najbardziej znanych postaci w tym tygodniu w Polsce. Choć takiej sławy chyba nie chciałby nikt. Działacz Koalicji Obywatelskiej zarobił w roku 2025 ponad półtora miliona złotych. I były to pieniądze zarobione nieuczciwie.Sprawa uderzyła bezpośrednio w partię, jest skandalem i budzi ogromny gniew. Pomijam tu kwestię zaufania do klasy politycznej, bo tego akurat i tak jest jak na lekarstwo – nawet to przepisane przez Kacprzyka. Wyleciał błyskawicznie, po nim cały zarząd szpitala. Chwilę później zwrócił pół miliona złotych. Na tym konsekwencje nie powinny się zakończyć.To woda na młyn opozycji, która będzie tym żyć do samych wyborów. Wytykać ten skandal koalicji należy, ale akurat posłowie dzisiejszej opozycji są ostatnimi politykami, którzy powinni czynić zarzuty. Powody padały w ostatnich dniach w mediach wielokrotnie. Nie pojawiło się chyba jedynie słowo: tupet.Reakcje Koalicji Obywatelskiej na oszustwo jej działacza była natychmiastowa. Nawet jeśli była spowodowana obawą o poparcie partyjne to jednak BYŁA. Gdyby Kacprzyk był działaczem PiS-u z dużą dozą prawdopodobieństwa, popartego ośmioletnim doświadczeniem rządów tej partii, można stwierdzić, że powstałby hasztag #muremzakacprzykiem.Czytaj też: „Sprytnie uszyta akcja”. Wiceszef KO o aferze z Kacprzykiem*– Moskwa płonęła w tym tygodniu, a mieszkańcy tego miasta coraz częściej widzą, jak wygląda wojna. Kłęby dymu, ogień i wybuchy, na które świat reaguje zupełnie inaczej niż na te nad Kijowem czy Charkowem. Bo cały świat jest świadomy, że Rosjanie muszą tę wojnę odczuć.Ukraińcy uderzają w obiekty infrastruktury energetycznej, bo po pierwsze zdają sobie sprawę, że gdyby postępowali jak ich przeciwnicy, czyli atakowali cywili, straciliby część wsparcia. Po drugie te cztery lata wojny pokazały im, że najważniejsze jest zaopatrzenie wojska i jego finansowanie.Uderzenia na rafinerię pod Moskwą są też ruchem psychologicznym. Ukraińcy zaatakowali bowiem miejsce strzeżone najpilniej w Rosji.*– Jean Michel Jarre wystąpił w Radomiu na stadionie, na którym na co dzień gra Radomiak w piłkarskiej ekstraklasie.Przez wiele lat swojego kosmicznego tworzenia, bycia ciągle na piedestale, Jean Michel Jarre stał się dla mnie artystą, na którego koncercie być jest swego rodzaju spełnieniem marzenia. I to nawet biorąc pod uwagę fakt, że drzemie we mnie dusza raczej rockowa niż elektroniczna. Jarre był i jest jednak kimś, kto tworzy magię, podróżuje dźwiękowo w rejonach, do których wielu innych muzyków nawet się nie zbliżyło. To rodzi sentyment. Wdrapał się na najwyższą półkę wtedy, kiedy mój zmysł słuchu zaczynał rejestrować dźwięki. Stąd przekonanie, że Jarre muzycznie był ze mną zawsze.W Radomiu Jean Michel Jarre zagrał z okazji 50-lecia wydarzeń radomskich, strajków z 1976. Ta rocznica pokrywa się z rocznicą ukazania się najpopularniejszej płyty francuskiego instrumentalisty: „Oxygene”, którą nagrał w domowym studiu.Imponuje formą, ma 78 lat a przy swoich maszynach skacze i tańczy niemal jak młodzieniaszek. Ciągle improwizuje i eksperymentuje. Widzowie nie usłyszeli podczas tego, prawie dwugodzinnego występu starych przebojów w oryginalnych wersjach. Usłyszeli je wzbogacone o nowoczesne brzmienie, momentami z przesadnym rytmem tanecznym. I to jedyny element tego koncertu, który mógł wywołać lekkie rozczarowanie. Bo mógł je czuć ktoś, kto chciał usłyszeć i poczuć smak Jarre’a z lat 70 i 80. Tego nie było. Było początkowe zachłyśnięcie się chwilą, a potem postępujące przekonanie, że w tym elektronicznym koncercie nie wrócimy do czasu sprzed 40 czy 50 lat.I po raz kolejny przekonałem się, że na koncertach potrzebuję perkusji i gitar.Te dał mi występ supportu – Krzysztofa Zalewskiego. Brzmi to dość kuriozalnie: Zalew suportem, ale być supportem przed taką gwiazdą to jak być gwiazdą.Ciąg dalszy nastąpi za tydzień...