Premier po szczycie UE. Piątek 19 czerwca był drugim i ostatnim dniem posiedzenia Rady Europejskiej. Polskę na szczycie Unii Europejskiej reprezentował premier Donald Tusk. Po obradach przyznał, że Rosja jest „nerwowa” po ostatnich porażkach i Unia spodziewa się „prowokacji na większą skalę”. Przyznał też, że kwestiach ewentualnego pokoju w Ukrainie nic nie może być załatwiane za plecami Polski. Podczas szczytu europejscy przywódcy skupiali się na rozmowach na temat nowej perspektywy budżetowej UE na lata 2028-2034. Nie zabrakło jednak miejsca także na rozmowy na temat najbardziej palących problemów Europy, jak choćby działania Rosji wynikające ze zmieniającej się sytuacji na froncie ukraińskim. Agresor już dawno przestał tam odnosić sukcesy i może szukać innych rozwiązań w tym konflikcie.Premier Tusk: Rosja nie ma żadnej wizji zakończenia wojny– Zachodni przywódcy w bliższych rozmowach potwierdzają, że mają powody, by sądzić, iż ze strony Rosji może dojść do jakiejś poważniejszej prowokacji i zdarzeń. Nie mam na myśli wojny hybrydowej, ale prowokacji na większą skalę. Z użyciem dronów, w cyberprzestrzeni, czy kinetycznych ataków na infrastrukturę – ujawnił Donald Tusk. Przyznał, że Kreml jest nerwowy, bo „wojna się przedłuża i Rosja nie ma żadnej wizji zakończenia tej wojny".Po obradach Rady Europejskiej premier Tusk spotkał się w Brukseli z dziennikarzami. Pojawiły się pytania o negocjacje pokojowe, które zaczynają być prowadzone w różnych formatach, często bez udziału polskich władz.– Żaden format dyskusyjny nie może uzurpować sobie prawa do reprezentowania całej Unii Europejskiej. Od tego są instytucje i traktaty są tutaj jasne... Albo mamy mechanizm zgodny z traktatami, gdzie cała Unia Europejska podejmuje decyzje, albo będą to decyzje, gdzie tak czy inaczej musi brać udział Polska, bo inaczej nie będziemy żadnych ustaleń respektować – stwierdził szef rządu.Czytaj także: Rosyjskie drony nad Polską. Moskwa twierdzi, że tego nie było w planachPrzyznał, że po tym komunikacie niektórzy przywódcy na spotkaniu w Brukseli mieli kwaśne miny, ale przyjęli do wiadomości stanowisko Warszawy.Donald Tusk w Brukseli spotkał się także z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Premier nie krył, że jednym z tematów rozmów był impas we wzajemnych stosunkach, po nadaniu przez ukraińskiego przywódcę imienia „bohaterów UPA” jednej z jednostek wojskowych.– Zełenski zdaje sobie sprawę, że te historyczne decyzje i gloryfikacja UPA poprzez nadawanie nazw jednostkom wojskowym, nie spotka się z akceptacją w Polsce – powiedział szef polskiego rządu. Dodał, że „rolą Ukrainy jest, aby sojuszników tak niezbędnych jak Polska szanować”.Premier o decyzji Zełenskiego: To był błąd– Zełenski nie chciał narazić na szwank relacji polsko-ukraińskich, ale co się stało, to się stało. Nie jestem doradcą prezydenta Zełenskiego, ani doradcą prezydenta Polski. Wydaje mi się oczywiste, że należy minimalizować koszt, z naszego punktu widzenia, złej decyzji prezydenta Zełenskiego. Jako zwolennik wspierania Ukrainy, mogę powiedzieć, że to był błąd i niepotrzebnie naraża nas wszystkich na emocje. Liczę na to, że wszyscy zaangażowani w sprawę z tyłu głowy będą mieli ten najważniejszy priorytet polityczny na uwadze. To znaczy, aby historia nam nie zrujnowała przyszłości – zaznaczył premier.Czytaj także: PiS czeka na ruch Zełenskiego. „Ukraina może naprawić sytuację”