Alfabet Oczkosia. Oczywiście jest wiele pięknych słów zaczynających się od Eks. Eksces (parlamentarny), Ekscytacja (niezdrowa), Eksmisja (na bruk), Ekspert (od wszystkiego), Eksperyment (kandydat na premiera), Eksploatacja (metali ziem rzadkich), Eksplozja (uczuć politycznych), Ekspres (legislacyjny), Ekspozycja (stała), Ekstaza (wizerunkowa), Ekstremizm (narodowy), Ekshibicjonizm (polityczny), Ekskomunika (wiadomo), Eksodus (przyzwoitości), Ekskluzywność (informacji). Eksmałżonek, Eksminister Eksprezydent i Ekscelencja z „Seksmisji”… Tak się tylko rozmarzyłem. :-) No, ale ekstrawagancja to jednak słowo piękne. Dostojne. Elegancko brzmiące. Takie, które można wypowiedzieć przy kawiorze albo przynajmniej przy rachunku za kawior. Ekstrawagancja jest bowiem tym momentem, w którym człowiek patrzy na zdrowy rozsądek i mówi: „Dziękuję za opinię, ale nie skorzystam”.A skoro mowa o ekstrawagancji, trudno nie wspomnieć o urodzinach Donalda Trumpa. Człowieka, który od lat traktuje skromność, jak większość ludzi traktuje instrukcję obsługi pralki czy mikrofalówki. Wie, że istnieje, ale nigdy jej nie czytał.Kiedy przeciętny człowiek ma urodziny, zastanawia się, czy kupić tort czekoladowy, czy śmietankowy. Kiedy Donald Trump ma urodziny, sztab ludzi zastanawia się, czy wystarczy jedna transmisja telewizyjna, czy potrzebne będą trzy satelity i osobny komentarz ekspertów od historii cywilizacji. Bo są ludzie, którzy obchodzą urodziny. I są ludzie, którzy obchodzą własną legendę. Trump od dawna należy do tej drugiej kategorii. Podejrzewam, że gdyby mógł, wpisałby swoje urodziny do kalendarza świąt państwowych. Zaraz obok Dnia Niepodległości. A w zasadzie nawet przed. W końcu niepodległość jest ważna, ale czy niepodległość zakończyła 12 wojen i czy była kiedykolwiek gospodarzem programu telewizyjnego? Czytaj też: Zaplecze Trumpa krytykuje porozumienie. „Reagan przewraca się w grobie” Zestaw zwykły czy powiększony? Ekstrawagancja, czy to się komuś podoba, czy nie, ma to do siebie, że nie uznaje skali. Dla każdego zwykłego człowieka sukcesem jest zdmuchnięcie wszystkich świeczek za pierwszym razem. Dla ekstrawagancji sukcesem jest sytuacja, w której świeczki wymagają koordynacji straży pożarnej, lotnictwa wojskowego i centrum zarządzania kryzysowego.Nie wiem, czy w Białym Domu podczas takich uroczystości śpiewa się „Happy Birthday”, czy raczej hymn państwowy. Podejrzewam jednak, że gdyby Donald Trump miał wpływ na repertuar, najpierw byłby hymn, potem fanfary, a na końcu minuta ciszy poświęcona wszystkim, którzy nie wierzyli, że Donald Trump będzie Donaldem Trumpem. Skoro można zrobić wydarzenie, które będzie widać z kosmosu, to po co się ograniczać? Donald Trump jest jednym z ostatnich polityków, którzy rozumieją, że polityka bez widowiska jest jak hamburger bez frytek. Można zjeść, ale po co się męczyć, zwłaszcza że w zasięgu jest zestaw powiększony. I dlatego współczesny świat pokochał ekstrawagancję, a czasem się jej trochę boi. Co racja to racja, tyle że już nie wystarczy mieć rację. Trzeba ją jeszcze odpowiednio oświetlić. Nie wystarczy wygrać. Trzeba wygrać spektakularnie. Nie wystarczy mieć urodzin. Trzeba mieć urodziny, które przez tydzień będą komentować media, przeciwnicy, zwolennicy i sąsiadka z drugiego piętra, która nie wie, gdzie leży Waszyngton, ale wie, że „ten pan, pomarańczowa (coraz mniejsza) nadzieja białych znowu coś zrobił”. Trump jest politykiem, który nigdy nie przechodzi przez drzwi, on wchodzi przez bramę triumfalną. Trump nigdy nie mówi „dzień dobry”, jeśli może powiedzieć „najlepsze dzień dobry w historii”. Nigdy nie zamawia kawy, jeśli może zamówić najlepszą kawę, największą kawę, najbardziej niezwykłą kawę, jaką świat widział. Jak nas widzą, tak nas piszą Niektóre urodziny przypominają bardziej premierę filmu katastroficznego niż rodzinne święto. Żyjemy bowiem w epoce, w której wszystko musi być większe, głośniejsze i bardziej spektakularne. Śniadanie nie może być śniadaniem. Musi być „doświadczeniem kulinarnym”. Zdjęcie nie może być zdjęciem. Musi być „contentem”. Urodziny nie mogą być urodzinami. Muszą być wydarzeniem historycznym. Najlepiej takim, które przypadkiem transmitują wszystkie stacje telewizyjne. Ekstrawagancja jest zresztą bardzo demokratyczna. Dotyka wszystkich. Polityk organizuje wielką fetę. Influencer pokazuje śniadanie warte miesięczną pensję przeciętnego obywatela. Sąsiad kupuje samochód większy od własnego garażu. A zwykły człowiek bierze kredyt na wesele, które ma wyglądać jak ceremonia wręczenia Oscarów. Bo przecież nie chodzi już o przeżycie chwili. Chodzi o to, żeby inni wiedzieli, że ją przeżyliśmy. Ekstrawagancja uwielbia publiczność. Bez widzów czuje się samotna. Jest jak aktor, który wychodzi na scenę i odkrywa, że na widowni siedzi tylko woźny. Dlatego współczesny świat nieustannie produkuje coraz większe widowiska. Coraz bardziej błyszczące. Coraz bardziej hałaśliwe.Czytaj też: Trump traci zaufanie na świecie. W Polsce też spadek sondażowy Show must go on Kiedyś politycy chcieli wyglądać na poważnych. Dzisiaj chcą wyglądać na wielkich. To zasadnicza różnica. Poważny człowiek mówi: „Mam rację”. Wielki człowiek mówi: „Mam rację i za chwilę pokażę wam filmik o tym, jak bardzo mam rację”. Najlepiej w jakości 4K. Z muzyką symfoniczną. I własnym logo. Donald Trump doskonale zrozumiał, że XXI wiek nie należy do tych, którzy mają argumenty. Należy do tych, którzy mają widowisko. Argument trwa 30 sekund. Widowisko żyje w internecie tygodniami. A czasem latami. Dlatego współczesny polityk coraz częściej przypomina producenta telewizyjnego. Liczy się scenografia. Oświetlenie. Kadrowanie. Efekt wejścia. Dramatyczna pauza. W odpowiednich momentach patriotyczna muzyka. Brakuje już tylko jury złożonego z influencerów i SMS-ów od widzów. Choć raczej jestem pewien, że tego też kiedyś doczekamy. Zresztą ekstrawagancja nie jest wyłącznie amerykańska. To choroba międzynarodowa. Kiedyś bogaci kupowali obrazy. Dziś kupują uwagę. Najdroższym towarem świata nie jest już złoto, ropa, dolary, metale ziem rzadkich. Jest nim cudze spojrzenie i uwaga. Dlatego każdy krzyczy, „tu jestem, weź mnie, mnie weź”, niczym słynny osioł ze słynnej kreskówki. Politycy - celebryci. I chyba na jedno wychodzi, bo jak wiadomo polityka została jedną z gałęzi showbizu.Czytaj też: Planowali zamach na imprezie z udziałem Nawrockiego. Szybka reakcja służb Karuzela się kręci, karawana jedzie dalej Eksperci. Pseudoeksperci. Eksperci od ekspertów. Żyjemy bowiem w epoce, w której każdy chce być marką. I co mnie raczej przeraża i czasem śmieszy, nikt nie chce być człowiekiem. Człowiek jest zwyczajny. Marka jest niezwykła. Człowiek popełnia błędy. Marka publikuje sprostowania. Człowiek się starzeje. Marka przechodzi rebranding. I powiem szczerze, czasami mam wrażenie, że Donald Trump jest po prostu najbardziej prawdziwym produktem naszych czasów. On przynajmniej niczego nie udaje. Nigdy nie twierdził, że chce być skromnym urzędnikiem. Nigdy nie udawał ascety. Nigdy nie przekonywał, że marzy o życiu w cieniu. Wręcz przeciwnie. Od lat mówi światu „Patrzcie na mnie”. A świat mu na to odpowiada: „Dobrze Donaldzie”. I patrzy. Jedni z zachwytem. Drudzy z oburzeniem. Trzeci z niedowierzaniem. Ale patrzy. A w świecie mediów nie ma większego zwycięstwa. Można przegrać wybory. Można wygrać wybory. Można mieć rację. Można nie mieć racji. Najgorsze jest tylko jedno. Zostać niezauważonym, przegrywem w trzecim rzędzie od prawej. Trump zrozumiał to lepiej niż większość polityków na świecie. Dlatego jego urodziny nie są urodzinami. Są komunikatem, spektaklem, deklaracją, pokazem siły, znaczenia. Pokazem tego, że współczesna polityka coraz częściej przypomina branżę rozrywkową, tylko z większym budżetem i bardziej kosztownymi konsekwencjami. I połowa ludzkości siedzi przed ekranami i ogląda kolejne odcinki. Jedni udają, że ich to nie interesuje. Drudzy udają, że są zachwyceni. Trzeci udają ekspertów. I tak kręci się karuzela ekstrawagancji. Szybciej, głośniej i przede wszystkim drożej. Jak w piosence „byle na chama, byle głupio, ludzie to kupio” czy jakoś tak. Skromność nie boli Żyjemy bowiem w epoce, w której skromność prowadzi niszowy podcast, skromność, zapomniana raczej cicha coraz bardziej niewidoczna. Nie ma własnego rzecznika prasowego. Nie ma sztabu marketingowego. Nie ma transmisji na żywo. Nie ma nawet konta w mediach społecznościowych. Dlatego przegrywa. Bo w XXI wieku skromność jest jak telefon stacjonarny. Wciąż działa. Tylko mało kto pamięta po co. I tylko czasem człowiek zatęskni za urodzinami z dzieciństwa. Za tortem. Za 48. świeczkami. Za prezentami, życzeniami zdrowia i zabawą przy stole, nie w klatce. Bo wtedy największą ekstrawagancją było to, że ktoś dostał dwa kawałki sernika. A nie własną paradę.Tyle że, jak powiedziała kiedyś Margaret Thatcher: „Być potężnym – to tak samo, jak być damą. Jeśli musisz zapewniać, że nią jesteś – to nie jesteś”. Im bardziej ktoś musi przekonywać świat o swojej wielkości, tym częściej świat ma co do niej pewne wątpliwości. Czytaj też: „Fake news, puszczony przez głupkokratów”. Trump oburzony spekulacjami