Andrzej Poczobut w „Pytaniu dnia”. To bez wątpienia coś, co dodaje otuchy, że o tobie pamiętają, że o twoją wolność walczą. Nie tylko Polacy, nie tylko Polska, ale także Zachód. To było dla mnie bardzo ważne. Pokazywało, że rozwój sytuacji oraz działania podejmowane w mojej obronie nie maleją, lecz rosną. To był powód do optymizmu — powiedział w „Pytaniu dnia” Andrzej Poczobut. Prowadzący „Pytania dnia” Maciej Zakrocki odniósł się do okoliczności w jakich, Poczobut odebrał nagrodę Sacharowa, która została przyznana mu w październiku.– Dowiedziałem się od adwokatki. Najpierw, że zostałem nominowany, a potem, że nagrodę przyznano. To był dla mnie bardzo ważny sygnał, że pamięć o mnie i o tym, co dzieje się na Białorusi, nie zaginęła. Kiedy jesteś odcięty od świata, taka świadomość daje ogromną siłę – przyznał Poczobut.Dziennikarz wspomniał, że informacja o nagrodzie wpłynęła na zachowanie strażników więziennych. Dla administracji i straży był to znak, że sprawa Poczobuta jest wciąż aktualna na arenie międzynarodowej, a on sam nie jest anonimowym więźniem.– Reakcja strażników? Zniknęła ta ich specyficzna nadgorliwość. System więzienny na Białorusi działa tak, że oprócz oficjalnych rozkazów, strażnicy często sami z siebie próbują dokuczyć więźniom politycznym, żeby się przypodobać górze. Po ogłoszeniu nagrody zrozumieli, że moje nazwisko jest zbyt głośne na świecie. Karcer wciąż się zdarzał, ale prowokacje ustały – dodał.„Jestem głęboko wdzięczny przewodniczącej Robercie Metsoli”Dziennikarz docenił osobiste zaangażowanie Metsoli i jej autentyczną sympatię do tematów związanych z Polską, co uznał za rzadkość w tak zróżnicowanym środowisku, jakim jest Parlament Europejski.– Jestem głęboko wdzięczny przewodniczącej Robercie Metsoli. Jej listy i osobiste zaangażowanie tworzyły wokół mojej sprawy tarczę ochronną. W Parlamencie Europejskim, gdzie ścierają się interesy tylu państw, jej autentyczne zrozumienie dla spraw polskich i białoruskich było czymś wyjątkowym – podkreślił Poczobut.„Łukaszenka działa w sposób cykliczny”W odniesieniu do licznych rezolucji i raportów ONZ czy Rady Europy, które krytykowały reżim Łukaszenki, Poczobut odniósł się do kwestii ich skuteczności. Podkreślił, że fakt, iż on sam oraz Aleś Bialacki zostali zwolnieni przedterminowo, jest bezpośrednim dowodem na to, że nacisk polityczny i dyplomatyczny przynosi realne efekty.– Często słyszy się głosy sceptyków, że rezolucje Parlamentu Europejskiego czy raporty ONZ to tylko puste słowa, które nie mają wpływu na dyktatorów. Moja obecność tutaj, a także przedterminowe zwolnienie Alesia Bialackiego, to namacalny dowód na to, że te działania mają sens. Gdyby nie ten nieustanny nacisk, prawdopodobnie nadal siedziałbym w celi – zaznaczył.– Łukaszenka działa w sposób cykliczny. Kiedy idzie na pełne zwarcie z Zachodem, żadne apele na niego nie działają. Jednak przychodzi moment, kiedy reżim zaczyna dusić się gospodarczo i potrzebuje np. zniesienia sankcji na nawozy potasowe. Wtedy te wszystkie rezolucje, które wcześniej ignorował, stają się dla niego walutą przetargową. Zachód musi po prostu twardo trzymać swoje warunki – ocenił Poczobut.„Klucz do wolnej Białorusi leży dziś w Kijowie i w Moskwie”Prowadzący dopytywał Poczobuta także o dylemat związany z pomaganiem białoruskiemu reżimowi.– Dopóki trwa wojna na Ukrainie i dopóki nie znamy dokładnego miejsca Białorusi w strategii Rosji, żaden poważny dialog między UE a Białorusią nie będzie możliwy ze względu na całkowity brak zaufania z obu stron – powiedział Poczobut.– Łukaszenka przetrwał rok 2020 tylko dlatego, że Putin podał mu rękę i wsparł go militarnie oraz finansowo. Klucz do wolnej Białorusi leży dziś w Kijowie i w Moskwie. Dopiero gdy Rosja osłabnie i wejdzie w fazę głębokiego kryzysu wewnętrznego, otworzy się okno pogodowe dla zmian w Mińsku. Białorusini muszą być wtedy gotowi, a Zachód musi mieć dla nich jasny plan pomocowy – dodał.„Mój dom jest tam”Zakrocki zapytał o powrót na Białoruś i możliwe ryzyko związane z wyjazdem.– Nie wyjechałbym na Zachód, gdybym nie miał gwarancji lub wewnętrznego przekonania, że będę mógł wrócić. Mój dom jest tam. Jestem dziennikarzem i działaczem, który zawsze działał w zgodzie z prawem, więc z formalnego punktu widzenia nie ma podstaw, by znowu mnie zamykać – stwierdził Poczobut.– Oczywiście na Białorusi prawo nie działa tak jak w demokracjach, ale uważam, że w obecnej fazie politycznej, w jakiej znajduje się Łukaszenka, ponowne aresztowanie mnie zaraz po wyjściu byłoby dla reżimu wizerunkowym i dyplomatycznym strzałem w stopień. Ryzyko istnieje zawsze, ale to jest moje ryzyko i moja decyzja – dodał.Czytaj także: „Jeżeli ktoś pamięta o Wołyniu, to niech też pamięta o faszyzmie”