Chcieli postawić krzyż. Robert Bąkiewicz wraz z kolegami z tzw. ruchu obrony granic wybrał się do Berlina z krzyżem, by postawić ten symbol religijny przy pomniku upamiętniającym Polaków zabitych w czasie II wojny światowej. Interweniowała miejscowa policja, mężczyzn obezwładniono i skuto kajdankami. Gdy Bąkiewicz i jego akolici leżeli na ziemi, między wszystkimi uczestnikami zajścia krążył też zafrapowany reporter, który liczył na komentarz „na gorąco”. Mężczyźni krzyczeli „Gestapo, Gestapo!” oraz wzywali, by „bronić krzyża”. Jednego z zatrzymanych zabrała karetka.Konsul wyjaśnia sprawęRzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór poinformował na platformie X, że „nasz konsul na miejscu działa – ustala w tej chwili okoliczności zdarzenia i powody zatrzymania”. Bąkiewicz stwierdził, że dostał zgodę na przemarsz z kolegami w kierunku pomnika, ale bez krzyża i bez tabliczek z napisami dotyczącymi II wojny światowej.Bąkiewicz zaczął nadawać na swoim koncie na platformie X w okolicach godziny 16.00. W kilku emocjonalnych filmikach denerwował się na to, że policja kontroluje to, co zamierzał zrobić, czyli – w jego rozumowaniu – oddać hołd polskim ofiarom II wojny światowej.– Jak zostanie sprawdzone – wtedy możecie kontynuować – mówił policjant w języku polskim. – Mamy ministerstwo, które sprawdza, które demonstracje są zameldowane. Czy wszystko pasuje, jaki jest plan, jeśli chcielibyście iść na ulicy czy coś w tym stylu, że musi to być przygotowane – wyliczał policjant.– Wy, w waszym przypadku, chcecie tylko po chodniku chodzić, ale to i tak musi być sprawdzone. My sprawdzimy, jaki jest plan. Na 99,9 proc. nie będzie problemu, ale tak czy tak musi być (inicjatywa) zameldowane. Też, jak zostało spontanicznie zameldowane. I jeśli zostało zameldowane, to wtedy nie ma problemu – dodał mundurowy i obiecał, że procedura potrwa kilka minut.Policja sprawdza, co zostało zgłoszone, a przed pomnikiem robota w pełniW tym samym czasie obiektyw kamery telewizyjnej skierowany był na trzech mężczyzn, którzy jednak nie czekali na weryfikację, co zostało w magistracie zgłoszone i byli w zaawansowanych pracach przygotowawczych do – prawdopodobnie – przytwierdzenia krzyża, czyli ingerowania w przestrzeń publiczną Berlina, stolicy Niemiec.Mężczyźni ci nie wyglądali na należących do tamtejszych służb. Pracowali młotem, wbijając jakiegoś rodzaju mocowania, mieli odblaskowe kamizelki, kaski, walizkę z narzędziami, pistolet do kleju montażowego, szlifierkę kątową, szpadel.Jeden z uczestników mówił z kolei, że krzyż ma informować o tym ludzi, „którzy tu przyjadą, że Europa jest chrześcijańska”.Wiele wskazuje na to, że wieści, jakie nadeszły do policjantów ze strony administracji nie przypadły do gustu Bąkiewiczowi i wywiązała się dosyć intensywna szarpanina z policją, próbującą nie dopuścić do nielegalnego montażu krzyża w przestrzeni publicznej Berlina.