„Oddychała ciężko”. 21-letnia Maria Eduarda Rodrigues de Freitas zginęła po upadku z mostu podczas nielicencjonowanego skoku na bungee w Brazylii. Jedną z pierwszych osób, które dotarły do poszkodowanej, była pielęgniarka Rayza Dias. Kobieta miała akurat wolne i sama stała w kolejce do wyciągu. Dias relacjonowała, że pobiegła pod most, gdy zorientowała się, że doszło do tragedii. Aby dotrzeć do 21-latki, musiała zejść po stromym, błotnistym terenie.– Poraniłam sobie całą dłoń, bo tam jest strome zejście i tylko jedna lina, po której można się opuścić – mówiła w rozmowie z brazylijskimi mediami.„Wciąż miała puls”Pielęgniarka przekazała, że Maria Eduarda przez krótki czas po upadku jeszcze żyła.– Widziałam, że ciężko oddycha. Spojrzałam na jej źrenice, które niestety były rozszerzone, sprawdziłam puls. Był bardzo słaby, ale wciąż był – relacjonowała Dias.Jak dodała, próbowała mówić do rannej kobiety, gdy na miejscu trwała akcja ratunkowa.„Nikt nie umiera na mojej zmianie”Dias wspomniała, że w dramatycznych chwilach próbowała podtrzymać kontakt z 21-latką.– Mam zwyczaj żartować i mówić: „Nikt nie umiera na mojej zmianie”. Chociaż wtedy nie byłam w pracy – powiedziała.Według śledczych kobieta została wypchnięta z mostu bez głównej liny bezpieczeństwa przypiętej do uprzęży. W związku ze sprawą zatrzymano sześć osób. Organy ścigania badają, czy organizatorzy skoku zignorowali procedury bezpieczeństwa.Czytaj też: Przemyt (prawie) doskonały. Ukrywali sztabki złota w toalecie samolotu