„Są wszędzie!”. Od kilku miesięcy mieszkańcy Australii Zachodniej zmagają się z jedną z największych plag myszy od dziesięcioleci. Gryzonie pojawiają się w domach, szkołach, magazynach zbożowych, a nawet w łóżkach mieszkańców. Władze rozdają trutki i przeznaczają dodatkowe środki na walkę z inwazją, jednak skala problemu jest ogromna. Problem dotyczy przede wszystkim pasa upraw zbożowych Australii Zachodniej, rozciągającego się na północ i wschód od Perth, stolicy stanu. Najbardziej dotknięte są miejscowości Morawa, Mingenew, Perenjori, Coorow i Dalwallinu.Jak informuje „The New York Times”, „myszy są dosłownie wszędzie”. Każdego ranka mieszkańcy niewielkiego miasta Morawa, położonego około 370 kilometrów na północ od Perth, sprawdzają pułapki zastawione przed snem, usuwają martwe gryzonie oraz kontrolują czajniki i kuchenne szafki, by upewnić się, że nie dostały się do nich myszy.„Są wszędzie”Od lutego miejscowość zmaga się z prawdziwą plagą. Mieszkańcy opowiadają, że podczas nocnej jazdy samochodem słychać charakterystyczne trzaski przypominające pękanie folii bąbelkowej, gdy koła pojazdów miażdżą setki gryzoni na drogach. Według lokalnych mediów część osób po powrocie z urlopu znajdowała myszy gnieżdżące się w ich łóżkach. Miejscowi żartują nawet, że węże stały się wyjątkowo tłuste, ponieważ mają nieograniczony dostęp do pożywienia.– Są wszędzie. Przeżyłam plagę myszy w 1975 roku, ale wtedy gryzonie były głównie na polach. Tym razem są także w naszych domach – powiedziała przewodnicząca samorządu miasta Morawa Karen Chappel.Skala problemu jest tak duża, że mieszkańcy skarżą się na wszechobecny odór pochodzący od mysiego moczu, odchodów i rozkładających się padłych zwierząt.Zboże i pogoda pomogły myszomZdaniem naukowców do gwałtownego wzrostu populacji myszy doprowadziło wyjątkowo korzystne połączenie warunków pogodowych i rolniczych. Obfite zbiory zbóż oraz letnie burze gradowe sprawiły, że na polach pozostały ogromne ilości ziaren stanowiących łatwo dostępne źródło pożywienia. Następnie nadeszła gorąca i sucha jesień, która stworzyła idealne warunki do szybkiego rozmnażania się gryzoni.Eksperci przypominają, że myszy rozmnażają się niezwykle szybko. Młode samice już po kilku tygodniach mogą mieć własne potomstwo, a przy dużej dostępności pożywienia liczebność populacji rośnie w błyskawicznym tempie.Nowa broń przeciw myszomPodstawową metodą walki z plagą jest rozkładanie zatrutych przynęt zawierających fosforek cynku. Rolnicy przekonywali jednak, że standardowe środki okazały się niewystarczające wobec rekordowej liczby gryzoni. W maju władze Australii Zachodniej wydały zgodę na stosowanie silniejszej wersji trutki, znanej jako ZP50.Równocześnie rząd Australii Zachodniej przeznaczył 200 tys. dolarów australijskich na wsparcie lokalnych samorządów. Środki mają zostać wykorzystane na zakup trutek i pułapek oraz usuwanie martwych gryzoni. Mieszkańcy otrzymują bezpłatne preparaty do zwalczania myszy, a władze prowadzą dodatkowe działania porządkowe i sanitarne.Czytaj także: Mity o pasożytach. Odrobaczać się czy nie?