Subiektywny tydzień Zawioły. Czas szybko mija. Nie mam na myśli tylko mijającego tygodnia, a przede wszystkim cztery lata jakie minęły od ostatniego mundialu. Cztery lata posłowania w polskim Sejmie też mijają szybko, o czym parlamentarzyści wydają się zapominać i co rusz kompromitują się spektakularnie (choć być może nie w oczach swoich wyborców). Mijający tydzień to ponownie sport i polityka w głównych rolach. – Rozpoczął się mundial. Najmniej interesujący spośród trzech ostatnich, bo bez udziału reprezentacji Polski. Co by nie powiedzieć o naszych piłkarzach, to trzeba przyznać, że przyzwyczaili nas do swojej obecności w ważnych turniejach. W mistrzostwach Europy grają nieprzerwanie od 2008 roku, grali także w dwóch ostatnich mundialach. Nie chcę być złym prorokiem, ale w XXI wieku Polska ma serie: dwa udziały (2002, 2006), dwie nieobecności (2010, 2014), dwa udziały (2018, 2022). I teraz nie pojechaliśmy. Prawo serii każe myśleć, że na kolejnym mundialu znów nas zabraknie.Ale pojawią się z pewnością drużyny, którym Polska publiczność zacznie kibicować. Drużyny, które utrą nosa faworytom, będą grać jak nigdy i do końca, i dlatego w komentarzach w mediach społecznościowych będą wzorem dla naszych. „Bo inni potrafią, a my nie”. Ale prawda jest taka, że zobaczymy w tym mundialu reprezentacje co najwyżej średnie, a często także słabe. Niemożliwe, że 48 drużyn prezentować będzie wysoki poziom. Ta potężna liczba uczestników odbije nam się czkawką. Zatęsknimy za mundialami, w których grały 24 czy nawet 32 drużyny.Mistrzostwa świata, które właśnie się rozpoczęły długo będą wzbudzać kontrowersje, niezależnie od poziomu sportowego. Wielu twierdzi, że w ogóle nie powinno do nich dojść, bo organizatorem jest kraj prowadzący wojnę, a do tego skłócony ze współorganizatorami, czyli Meksykiem i Kanadą. Choć „skłócony” to słowo niewystarczające. Administracja państwa organizatora wykazuje się lekceważącym stosunkiem do swoich partnerów. Jest też wzorem wprowadzania polityki do sportu.*– Maja Chwalińska otrzymała stypendium od ministra sportu. Tenisistka, która do tej pory borykała się z ogromnymi problemami finansowymi i żadnego stypendium nie miała, teraz zarobiła miliony i takowe stypendium dostała. Trudno o większy absurd. Wygląda to tak, jakby resort sportu nie dostrzegał sportowców kiedy nie ma ich w światowej czołówce, a budził się kiedy oni do tego szczytu się zbliżają. Trochę to groteskowe, tym bardziej że okraszone uśmiechami zadowolenia, wręcz dumy przedstawicieli ministerstwa. Lepiej było w tej sytuacji wyszukać zawodników, którzy są w potrzebie, Maja finansowanie właśnie sobie wygrała na korcie, bez większej pomocy państwa. Przyznana właśnie pomoc budzi bardziej niesmak niż brawa.Tymczasem „majomania” trwa w najlepsze. Na szczęście tenisistka sprawia wrażenie osoby, która z łatwością sobie z nią poradzi. Ma cechy charakteru, które pozwolą jej także przetrwać to, co teraz spotyka Igę Świątek. W optymistycznej wersji Maja będzie się pięła w górę i wygrywać będzie kolejne mecze, może nawet wygra któregoś szlema. Ale przyjdzie czas przegranej, bo zawsze przychodzi. I wtedy duża część tych, którzy dziś „kochają”, będzie machać ręką mówiąc „skończyła się” albo „niech sobie da spokój”.Czytaj też: „Gdzie był minister?”. Manipulacja wokół Mai Chwalińskiej*– Opozycja zadaje pytania o członków rządu pochodzenia ukraińskiego. Kolejnym krokiem będzie zapewne domaganie się dymisji tego nieopolskiego urzędnika. A jeszcze kolejny krok?To jest krótkowzroczność. Politycy dzisiejszej opozycji myślą jedynie o najbliższych tygodniach, miesiącach. O słupkach sondażowych i wyścigu o miano największej partii opozycyjnej. Dostrzegają tylko czubek własnego nosa i brak im wyobraźni. I chyba wiedzy, bo od takich właśnie nagonek zaczynało się wszystko co najgorsze w historii świata.Budowanie poparcia dla partii politycznej poprzez potęgowanie niechęci do Ukraińców jest prymitywne, zwłaszcza w tym wydaniu, w jakim istnieje w Polsce. Wygląda jak przytakiwanie nacjonalistom.I tylko przyklasnąć trzeba Donaldowi Tuskowi za ripostę z mównicy sejmowej. Przypomnienie Kopernika, Chopina, Kościuszki, a nawet „niepewnego” Piłsudskiego, było zagraniem mistrzowskim, wręcz nokautującym. Bo jaką można mieć tu odpowiedź? Na Jagiełłę, który średnio mówił po polsku, na Stefana Batorego, który po polsku nie mówił w ogóle i na Zygmunta III Wazę, który był Szwedem. Oni przecież wszyscy budowali potęgę Rzeczypospolitej. Czasem jedyną metodą jest kpina.*– Kpina była także reakcją na wylot Karola Nawrockiego na uroczystość urodzinową Donalda Trumpa. Traf chciał, a raczej sam Trump, by elementem tej niepowtarzalnej imprezy była krótka, ale efektowna gala MMA. Trudno nie połączyć tego faktu z polskim prezydentem, który jest wielbicielem boksu. Stąd życzenia Radosława Sikorskiego, by dotarł on co najmniej do półfinału i ostrzeżenie od Donalda Tuska, by nie dał się wciągnąć do klatki.Wyjazd Nawrockiego na owe urodziny, cała Kancelaria Prezydenta poczytuje sobie za sukces dyplomatyczny. Nie zorientowano się jeszcze w tej instytucji, że otrzymanie od Trumpa zaproszenia na urodziny, w świecie postrzegane jest raczej jako obciach. Poważna mina Marcina Przydacza, mówiącego o kolosalnym znaczeniu tego zaproszenia, jest w tej sytuacji nieco groteskowa.Pół biedy gdyby działalność Kancelarii pozostała tylko groteskowa. Trzecie weto w sprawie kryptowalut, które wydarzyło się również w kończącym się tygodniu, nie jest groteskowe. Jest po prostu złe.Czytaj też: Oktagon na trawniku Białego Domu. Trump świętuje urodziny*– Zaskakująca zgodność parlamentarzystów w sprawie ustawy zakazującej patostreamingu. 419 posłów było za. Wynika z tego, że koalicja rządząca i duża część opozycji głosowały dokładnie tak samo! To się raczej nie zdarza. Niemal w każdej sprawie opozycja głosuje przeciw rządowi i odwrotnie. Czasem dla samej zasady, by być przeciwko.Tym razem przeciwko byli tylko posłowie Konfederacji. Jeden z nich, Przemysław Wipler, tłumaczy, że jako rodzic ma „wystarczające narzędzia, by zabezpieczyć swoje dzieci przed patologia w internecie”. Nie dotarło do posła, że nie chodzi tylko o jego dzieci. Chodzi też o dzieci rodziców, którzy takowych „narzędzi” nie mają albo nie chcą mieć, bo im na tym nie zależy. Ponadto chodzi nie tylko o dzieci. Również wielu dorosłych ulega patostreamingowi, a im jeszcze trudniej wytłumaczyć różnicę między dobrem a złem, bo teoretycznie są ukształtowani.Dzień przed głosowaniem w sprawie zjawiska zwanego patostreamingiem, w Sejmie pojawił się przedstawiciel tego środowiska, niejaki Magical. Wystarczyło kilka zdań, by zorientować się, że to nie jest człowiek, który powinien mieć jakikolwiek wpływ na odbiorców. A zaprosił go Łukasz Mejza, który tak czy inaczej, mimo chęci „rozmowy”, głosował za ustawą, czyli przeciw swojemu gościowi. Trudno nadążyć za posłem Mejzą. Ale to już wiemy od dawna.Ciąg dalszy nastąpi za tydzień…