Horror pod Rzeszowem. Policyjni technicy wciąż wykopują kolejne płody, a ich liczba ma się obecnie wahać między 50 a 100. Tymczasem według Radia Eska, Magdalena H. miała powiedzieć śledczym, że wynosiła ciała ze szpitala w czasie pandemii COVID-19 w celach naukowych. Od środy 10 czerwca, na terenie jednej z działek w miejscowości Lutoryż pod Rzeszowem, pracują policyjni technicy kryminalistyczni. I wszystko wskazuje, że prace te mogą trwać jeszcze w przyszłym tygodniu. Według najnowszych informacji znaleziono tam szczątki 50 płodów, w różnym stadium rozwoju. Lokalne media twierdzą, że liczba ta jest dwukrotnie większa. Zaczęło się od tego, że we wtorek 9 czerwca, robotnicy wynajęci do rozbudowania tarasu właścicieli działki, natrafili podczas kopania na coś, co wyglądało na odpady medyczne. Według Radia Eska, inwestor skontaktował się z poprzednią właścicielką terenu – dr. Magdaleną H., znaną patomorfolożką. Ta obiecała przyjechać na miejsce, ale w Lutoryżu się nie pojawiła. Za to w środę natrafiono w ziemi na płód oraz inne szczątki. A potem na kolejne. Czytaj także: Koparka odsłoniła ludzkie szczątki. Makabryczne odkrycie na Podkarpaciu Podejrzane badania W czwartek 11 czerwca prokurator wydał polecenie zatrzymania 57-letniej Magdaleny H. z Rzeszowa. Kobieta została zatrzymana dzień później na terenie Zamościa. Według ustaleń Radia Eska, lekarka zeznała śledczym, że wynosiła płody ze szpitala w czasie pandemii Covid-19. Miała to robić w celach naukowych. Wcześniej pojawiły się informacje, że kobieta zawarła umowę, na podstawie której miała dokonywać utylizacji zwłok, które jednak zakopywała w ogródku. Śledczych z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, czeka ogrom pracy w ustaleniu skąd pochodzą płody i w jakim okresie trafiły w ręce lekarki, a potem na działkę. Biegła sądowa i znana lekarzZ ustaleń portalu TVP.Info wynika, że dr Magdalena H. miała prowadzić przed laty gabinet oferujący „usługi w sektorze medycyny, farmacji i kosmetyków, a zwłaszcza w branży badań laboratoryjnych”. Była też biegłą sądową. Na posesji w Lutoryżu - oprócz ciał zakopanych na głębokości około półtora metra - ujawniono też tysiące probówek, pojemników medycznych czy płytek, do analizy materiału pod mikroskopem. Nadto setki arkuszy papieru, mogących być wedle Radia Eska, dokumentacją medyczną ze szpitala, w którym pracowała lekarka. Czytaj także: Szczątki płodów pod Rzeszowem. Zatrzymano patomorfolożką