Polityczny duet. Demokracja i wolność słowa to taki polityczny duet jak Abelard i Heloiza, jak Tristan i Izolda, jak Romeo i Julia, jak schabowy i ziemniaki. Niby osobno też istnieją, ale wszyscy przyzwyczaili się, że występują razem. Przynajmniej w teorii. Jest taka sentencja: „w teorii nie ma żadnej różnicy między teorią a praktyką, a w praktyce jest”. Często jednak okazuje się, że praktyka regularnie psuje dobrze wyglądające teorie. Demokracja to system, w którym każdy ma prawo powiedzieć, co myśli. Demokracja to jedyny system, w którym człowiek przez cztery lata nie interesuje się polityką, po czym tydzień przed wyborami, staje się ekspertem od konstytucji, geopolityki, ekonomii, energii odnawialnej, hodowli trzody chlewnej i sytuacji na Bliskim Wschodzie. To niezwykły moment.U cioci na imieninachNagle dziadek Karol, który przez pół życia nie potrafił ustawić zegara w mikrofalówce, wyjaśnia rodzinie zawiłości ustroju państwa. A ciocia Magda, która nie wierzy w szczepionki tylko w „ustawienia” i leczniczą moc cebuli przyklejanej do stóp, tłumaczy, jak powinien wyglądać budżet kraju. Demokracja przypomina dużą rodzinę przy świątecznym stole. Tata uważa, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Szwagier, że w złym. Siostra, że już dawno zmierzało. Wujek pyta, czy ktoś poda mu sałatkę. Kuzynka obraża się i wychodzi. A chrześniak wrzuca całą awanturę do internetu. Potem przez tydzień wszyscy tłumaczą, co naprawdę mieli na myśli. Czytaj także: „Fronczewskiego chcą ze mnie zrobić”. Wybitny aktor skończył 80 latMegafony na siłceNajbardziej fascynujące jest jednak to, że w Polsce czucie i wiara ciągle dominuje nad mędrca szkiełkiem i okiem, a cała ta demokracja opiera się na wierze w obywatela. To bardzo odważne założenie. Bo obywatel jest stworzeniem wyjątkowym. Potrafi jednocześnie twierdzić, że politycy go okłamują, media manipulują, eksperci nie mają pojęcia, a mimo to bezgranicznie wierzyć anonimowemu profilowi z internetu o nazwie, „prawdziwy patriota56” czy jakoś równie ładnie.Demokracja zakłada również, że ludzie będą rozmawiać. Tymczasem coraz częściej nie rozmawiają. Coraz częściej wygłaszają komunikaty. Nie słuchają odpowiedzi. Nie czekają na swoją kolej. Debata publiczna zaczyna przypominać spotkanie ludzi wyposażonych wyłącznie w megafony. Każdy nadaje. Nikt nie odbiera. A potem wszyscy są zdziwieni, że nie mogą się porozumieć. Demokracja jest bowiem sztuką znoszenia cudzych poglądów bez natychmiastowej chęci wysłania ich właścicieli na Madagaskar. A umówmy się – nie zawsze przychodzi nam to łatwo. Zwłaszcza w epoce mediów społecznościowych, gdzie każdy może mieć własną gazetę, własną telewizję, własne radio i własną publiczność. Choć czasem trudno stwierdzić, czy jest to publiczność czy wyznawcy. Patrząc na współczesny świat, dochodzę do wniosku, że demokracja i wolność słowa przypominają siłownię. Wszyscy wykupili karnet. Wszyscy wiedzą, że warto ćwiczyć. Ale niewielu chce się naprawdę spocić. Łatwiej jest mówić o wolności niż słuchać ludzi, którzy korzystają z niej inaczej niż my. Łatwiej jest bronić demokracji, gdy wygrywają nasi. Trudniej, gdy wygrywają inni.Wybór wyborem, ale wygrana musi być po naszej stronieSą też plusy dodatnie. Demokracja ma też swoją romantyczną stronę. Oto politycy, którzy przez trzy i pół roku nie wiedzieli o naszym istnieniu, nagle zaczynają nas kochać. Interesują się naszym losem, zdrowiem, emeryturą, ceną masła i stanem chodnika pod blokiem. Są jak nasi „byli”, którzy przypominają sobie o nas dokładnie wtedy, gdy rzuci ich „aktualna.” Mam nieodparte wrażenie, że kiedyś polityka była nudna. Były przemówienia, debaty i konferencje prasowe. Dziś przypomina serial sensacyjny. Każdy dzień przynosi nowy zwrot akcji, nowego bohatera i nowego zdrajcę. Wczorajszy geniusz jest dzisiaj szkodnikiem, a jutrzejszy wybawca narodu jeszcze rano był internetowym memem. Bo to przecież jasne i oczywiste, że gdy wygrywa nasz kandydat – to triumf rozsądku narodu. Gdy wygrywa przeciwnik – naród został oszukany, zmanipulowany albo chwilowo stracił kontakt z rzeczywistością. To fascynujące i jakże irytujące, że w demokracji wszyscy wierzą w wolność wyboru, pod warunkiem że inni wybiorą dokładnie to samo, co oni.Czytaj także: Wydarzenia sportowe i kulturalne ważniejsze od politykiKlauzula sumienia niczego nie zmieniaA wracając do pojęcia: wolność słowa. Wolność słowa to przekonanie, że inni powinni cierpliwie wysłuchać tego, co Ja mam im do powiedzenia. I okazuje się, że tak, większość ludzi uwielbia wolność słowa. Zwłaszcza własnego. Z cudzą bywa różnie. Jeżeli ktoś mówi to samo co my – korzysta z wolności słowa. Jeżeli mówi coś innego – szerzy dezinformację. Jeżeli bardzo się z nami zgadza – jest człowiekiem światłym. Jeżeli bardzo się nie zgadza – jest zagrożeniem dla demokracji i cymbał skończony. To niesamowite, jak szybko potrafimy przejść od hasła: „każdy ma prawo do własnej opinii” do zdania: „ale nie aż tak własnej”.Dawniej wolność słowa była marzeniem. Dziś często jest problemem. Bo kiedyś trudno było coś powiedzieć publicznie. Przebić się. Do tego potrzebna była gazeta, radio, telewizja, mikrofon. Dzisiaj wystarczy telefon i przekonanie, że świat czeka właśnie na naszą opinię. Żyjemy w czasach największej wolności słowa w historii i jednocześnie największej liczby ludzi obrażonych słowami. To prawdziwy cud cywilizacyjny. Nigdy wcześniej tak wielu ludzi nie mogło powiedzieć tak wiele do tak wielu. I nigdy wcześniej tak wielu ludzi nie było przekonanych, że nie wolno im nic powiedzieć. Wystarczy wejść do internetu. Tam codziennie odbywają się tysiące bitew, batalii, potyczek, pojedynków na słowa… o wolność słowa. Jedni walczą o prawo do mówienia. Drudzy o prawo do niemówienia. Jeszcze inni o prawo do zakazywania mówienia. A kolejnym przeszkadza sposób, w jaki tamci walczą o swoje prawa.Lustereczko powiedz przecie, kto jest najmądrzejszy w świecieWolność słowa ma jeszcze jedną ciekawą cechę. Każdy uważa ją za fundamentalną wartość. Do momentu, gdy ktoś powie coś naprawdę głupiego. Wtedy nagle pojawia się pytanie: „No dobrze, ale czy on naprawdę musi mieć prawo to mówić?” I tu właśnie zaczyna się prawdziwy test demokracji. Bo wolność słowa nie została wymyślona po to, żeby chronić opinie popularne. Popularnych opinii nikt nie musi bronić. One świetnie radzą sobie same. Prawdziwy problem zaczyna się przy opiniach, które nas irytują, drażnią albo zwyczajnie wydają się absurdalne.Tyle że demokracja nie polega na tym, że wszyscy mają rację. Polega na tym, że nikt nie dostaje jej na wyłączność. I może właśnie dlatego jest tak trudna. Tyle że, mimo wszystkich wad, awantur, sporów, kłótni i politycznych teatrów, demokracja pozostaje ustrojem wyjątkowym. Bo daje obywatelowi coś bezcennego – prawo do narzekania. A jeśli jest coś, co My Naród, My Polacy kochamy równie mocno, jak wolność, to właśnie możliwość powiedzenia: „Ja bym to wszystko zrobił lepiej”. I być może właśnie na tym polega sekret demokracji. Nie na tym, że wybieramy idealnych ludzi. Ale na tym, że raz na cztery, pięć lat, możemy wymieniać tych, którzy okazali się nieidealni. A wolność słowa? Cóż. Wolność słowa jest jak lustro. Większość ludzi uwielbia je do chwili, gdy pokaże coś, czego nie chcieli zobaczyć. I właśnie dlatego jedni i drudzy będą ze sobą skazani na wspólne życie jeszcze bardzo długo. Na szczęście. Bo jak nie to … Demokracja zbita.Czytaj także: Najdłuższy dzień... Zakurzona francuska karta z D-Day