Pierwszy raz w historii. Załoga zestrzelonego amerykańskiego śmigłowca uratowana przez drona. W akcji ratunkowej pierwszy raz w historii posłużono się wodnym bezzałogowcem. Od kilku dni obserwujemy kolejną eskalację konfliktu na linii Waszyngton-Teheran. Najnowsze ataki odwetowe – według strony amerykańskiej – miało zapoczątkować zestrzelenie amerykańskiego śmigłowca AH-64 Apache za pomocą irańskiego drona nad Zatoką Omańską. Maszyna rozbiła się, ale jej załoga – dwóch żołnierzy – zdołało przeżyć.Kulisy akcji ratunkowejW najnowszym komunikacie Dowództwa Centralnych Stanów Zjednoczonych ujawniono kulisy akcji ratunkowej. Według przekazanych informacji, „żołnierze zostali bezpiecznie uratowani w ciągu około dwóch godzin i są w stabilnym stanie”.Za akcję ratunkową odpowiedzialne były Siły Morskie Centralnego Dowództwa Stanów Zjednoczonych oraz 82. Dywizja Powietrznodesantowa oraz specjalne siły Task Force 59. W misji po raz pierwszy raz w historii posłużono się w działaniach ratunkowych dronem morskim „Saronic Corsair”. Bezałowiec może działać autonomicznie – bez udziału ludzkiego operatora – zaś z wyglądu przypomina małą łódź.Jak podaje stacja BBC, „ma on 7,3 m długości, może przewozić do 450 kg i porusza się z prędkością ponad 35 węzłów na godzinę”.Zobacz także: Trump grozi zajęciem wyspy Chark. „Przejmiemy kontrolę nad ropą i gazem”Jak przebiegła misja?Według brytyjskiej stacji, choć dron może działać autonomicznie, to zapewne w tej misji – ze względu na jej wagę – sterowany był przez człowieka.– Zostałby skierowany do znanej pozycji załogi, a oni po prostu wdrapali się na pokład, tak jak w przypadku wsiadania na łódź na morzu – powiedział Bryan Clark, ekspert ds. bezzałogowych statków powietrznych w think tanku Hudson Institute, w rozmowie z BBC.Zobacz też: Trump ogłasza, Iran zaprzecza. „Poprosili”