Skandale korupcyjne na szczytach władzy. Ramię w ramię z pełnoskalową wojną w Ukrainie idzie pełnoskalowa korupcja. Zbrodnie, śmierć, terror, utrata terytorium, niewola nie zrobiły na ukraińskich elitach wrażenia i nie przystopowały złodziejskich zapędów. Wprost przeciwnie. Ostatnia afera korupcyjna „Mindiczgate” pokazała między innymi to, jak na szczytach władzy próbowano „zneutralizować” organ śledczy, który dobierał się do skóry rządowym bonzom. Ukraina oficjalnie stara się o włączenie do struktur Unii Europejskiej. Aby to nastąpiło, musi spełnić kilka europejskich „standardów” pozwalających na bezbolesne połączenie obu systemów. Jednym z największych problemów dla Kijowa (ale też dla Brukseli) jest opanowanie zjawiska korupcji w Ukrainie. Na razie nic nie wskazuje na to, aby możliwe było choćby jego ograniczenie. W aferach korupcyjnych nie przewijają się nazwiska drugo- czy trzeciorzędnych polityków, ale najpotężniejszych osób w państwie. I to od lat.Transparency International: Ukraina w korupcyjnej czołówce Europy– Ukraiński rząd praktycznie nie porusza tematu korupcji w swoich publicznych komentarzach, ponieważ nie widzi w tym poważnego zysku dla własnych notowań. Mówiąc wprost: na tym polu można więcej stracić niż zyskać, dlatego najprawdopodobniej próbuje się go marginalizować lub wręcz unikać – powiedział portalowi TVP.Info Wołodymyr Milenko, ukraiński dziennikarz i komentator polityczny.Pełnoskalowa wojna otworzyła dodatkowo nowe płaszczyzny do dokonywania korupcyjnych przestępstw. Dlatego szybko po jej wybuchu świat usłyszał o zakupach dla wojska racji żywnościowych po trzykrotnie zawyżonych cenach, czy nabywaniu drogiego wyposażenia militarnego, które nie spełnia standardów.Z rankingu Transparency International wynika, że w Europie pod względem skali korupcji Ukraina znajduje się na siódmym miejscu. „Lepsze” od niej są tylko Rosja, Azerbejdżan, Turcja, Białoruś, Serbia oraz Bośnia i Hercegowina.Jak bardzo źle jest na tym polu, przypomniała ostatnio Europie afera „Mindiczgate” (od nazwiska jednego z jej bohaterów – Timura Mindicza). Śledczy już w 2024 roku wytropili korupcyjny proceder w branży energetycznej na kwotę około 100 mln dolarów. W tym przypadku jednak mniejsze znaczenie mają pieniądze, a bardziej liczą się okoliczności. Niemal wszyscy podejrzani to ludzie z najbliższego kręgu polityczno-towarzyskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Kiedy okazało się, że pętla wokół nich zaciska się coraz mocniej, na szczytach władzy podjęto próbę „pacyfikacji” dwóch urzędów, które stały za działaniami znanymi jako operacja „Midas” – Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) i Specjalistycznej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP). Czytaj także: Sprzedali wojsku lipne miny. Miliony nie przydadzą im się w więzieniuDwudziestego drugiego lipca 2025 r. ukraiński parlament przyjął ustawę pozbawiającą NABU i SAP niezależności. Nowe przepisy podporządkowywały te organy Prokuraturze Generalnej, dając prokuratorowi prawo do wglądu w akta, wydawania wiążących dyrektyw oraz przejmowania i zamykania śledztw. Podpisanie ustawy przez prezydenta wywołało masowe protesty społeczne oraz ostrą krytykę Komisji Europejskiej. W odpowiedzi na presję już pod koniec lipca 2025 r. prezydent Zełenski zaprezentował projekt nowelizacji przywracający NABU niezależny status.Podsłuch w domu szefa wydziału śledczego NABUAtak na NABU i SAP nie ograniczał się jedynie do próby przejęcia politycznej kontroli nad tymi urzędami. Mniej więcej w tym samym czasie szef wydziału śledczego NABU w obwodach dniepropietrowskim i zaporoskim Rusłan Maghamedrasułow, jego ojciec oraz jeszcze jeden śledczy – Wiktor Gusarow – zostali aresztowani.– Powinien ich uwolnić sąd, w ramach normalnych procedur. A to, jakie będą sądy, zależy już od najwyższych władz państwa. Czy dojdzie do reformy, czy też będą zamykać naszych śledczych z absurdalnych powodów. To ważna kwestia – powiedział dyrektor Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy Semen Krywonos w rozmowie z serwisem Suspilne w lutym 2026 r.Wszyscy „podejrzani” zostali uwolnieni kilka miesięcy później, kiedy afera „Mindiczgate” ujrzała już światło dzienne i wiadomo było, że nie da się jej zamieść pod dywan, ale do ostatniej chwili Sąd Apelacyjny w Kijowie nie rozpatrzył ani jednego ze złożonych przez nich wcześniej wniosków o uchylenie decyzji pierwszej instancji w sprawie aresztu.O bezpardonowej walce elit z Narodowym Biurem Antykorupcyjnym świadczy też to, że w domu szefa wydziału śledczego NABU badającego przestępstwa w sektorze obronnym znaleziono podsłuch. Zarząd NABU podejrzewał konkurencyjną instytucję – Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Czytaj także: Protesty w 17 miastach Ukrainy. Prezydent podpisał kontrowersyjną ustawę– Napisaliśmy do nich list (do SBU-red). Odpowiedzieli, że nie są w to zamieszani. Niedawno otrzymaliśmy pismo od p.o. szefa SBU z prośbą o udostępnienie wszelkich dostępnych informacji w tej sprawie. I faktycznie, są gotowi pomóc w śledztwie, kto to mógł być. Zobaczymy. Robimy, co do nas należy – powiedział Semen Krywonos w ukraińskich mediach.Od afery Pandora Papers do operacji „Midas”Operacja „Midas” została ujawniona oficjalnie 10 listopada 2025 roku. Podczas 15-miesięcznego śledztwa zgromadzono m.in. ponad 1 tys. godzin nagrań z podsłuchów. Z ustaleń śledczych wynika jasno, że podczas pełnoskalowej wojny na szczytach władzy działała grupa przestępcza, która wyłudziła co najmniej 100 mln dolarów łapówek w sektorze energetycznym. Mechanizm oszustwa był dość prosty – kontrahenci państwowego Energoatomu musieli płacić haracz – 10-15 proc. od wartości podpisywanych umów. Oporni wypadali z gry, często „za karę” nie otrzymując też przelewów za już zrealizowane kontrakty.Szybko w mediach zaczęły pojawiać się przecieki z fragmentami podsłuchów. Okazało się, że bohaterami afery są ludzie ze szczytów władzy, niejednokrotnie bardzo blisko związani z Wołodymyrem Zełenskim. Główna postać to Timur Mindicz – wieloletni współpracownik i przyjaciel prezydenta Ukrainy. Znają się od ponad 20 lat. Mindicz miał połowę udziałów w firmie producenckiej Studio „Kwartał 95”, której współwłaścicielem był też Zełenski. Obecnie to jedno z największych studiów produkcyjnych w Europie Wschodniej. Mindicz zarządzał finansami spółki i robił to z dużym rozmachem. Jak wykazało słynne śledztwo tzw. Pandora Papers, część środków trafiała do rajów podatkowych i była inwestowana w podejrzane operacje. Jak to możliwe, że ten człowiek, nie piastując żadnego ważnego stanowiska państwowego, mógł mieć tak duże wpływy w Ukrainie?– Odpowiedź na to pytanie kryje się w wydarzeniach 2019 roku. A konkretnie w wyborach – i to parlamentarnych, a nie prezydenckich. Bo to właśnie po wyborach parlamentarnych Zełenski, przejąwszy pełnię władzy, de facto przekształcił ustrój państwowy w coś na wzór Ukrainy za czasów Leonida Kuczmy czy Wiktora Janukowycza. Wtedy krajem rządzili nie ci, którzy otrzymali mandat od społeczeństwa, ale ci, którzy mieli wpływ na najważniejsze osoby w państwie. Za czasów Kuczmy taką osobą był Dmytro Tabacznyk, szef jego administracji (to samo stanowisko zajmował do niedawna i – co za tym idzie – pełnił tę samą rolę Andrij Jermak). A za czasów Janukowycza takimi postaciami były na ogół osoby bez stanowisk, np. syn prezydenta Ołeksandr Janukowycz czy oligarcha Rinat Achmetow. Ich atutem nie były stanowiska, lecz koneksje i wpływ na prezydenta. Oczywiście jest to możliwe tylko w systemie, w którym parlamentaryzm nie funkcjonuje, gdzie parlament nie ma podmiotowości. Ale zwycięstwo partii Sługa Narodu i powstanie monokoalicji faktycznie zniwelowało podmiotowość Rady Najwyższej. I dlatego takie postaci jak Mindicz otrzymały w swoje ręce pewne, nie formalne, lecz faktyczne uprawnienia – tłumaczy w rozmowie z portalem TVP.Info Wołodymyr Milenko. Kolejną znaną postacią powiązaną z „Mindiczgate” jest były wicepremier Ukrainy Ołeksij Czernyszow. Z ujawnionych 28 kwietnia przez portal Ukraińska Prawda podsłuchów NABU wynika, że część pieniędzy z haraczy (ok. 8-9 mln dolarów) inwestowana była w osiedle „Dynastia” – cztery rezydencje budowane 25 km na południe od Kijowa, u zbiegu Dniepru i rzeki Kozynka, na 8-hektarowym gruncie. Przedsięwzięcie miał nadzorować Czernyszow, inny bardzo dobry znajomy prezydenta Ukrainy. Według ukraińskich mediów żona Wołodymyra Zełenskiego – Olena – jest matką chrzestną jednego z dzieci Ołeksija Czernyszowa i bliską przyjaciółką jego żony.Czytaj także: Były ukraiński minister aresztowany. W tle wielka afera korupcyjnaCzernyszow został zatrzymany jeszcze przed wybuchem afery „Mindiczgate” (w czerwcu 2025 r.) w związku z inną aferą korupcyjną – jako minister rozwoju wspólnot i terytoriów „zadbał”, aby w ręce dewelopera trafiły grunty, których wartość zaniżył (według NABU) pięciokrotnie – o ok. 25 mln dolarów.Premier, minister, parlamentarzyści... Długa lista podejrzanychW ramach operacji „Midas” 15 lutego br. na granicy z Polską zatrzymano także Hermana Hałuszczenkę. Były ukraiński minister energetyki (2021-2025) chciał się „ewakuować”, kiedy zrobiło się wokół niego gorąco, ale nie zdążył. SAP w oficjalnym komunikacie zarzucił mu „pranie pieniędzy oraz udział w organizacji przestępczej”.Hałuszczenko, który ostatnio (lipiec-listopad 2025 r.) pełnił funkcję ministra sprawiedliwości, ułatwiał Mindyczowi „działalność” w sektorze energetycznym, a ten odwdzięczał się m.in. praniem jego pieniędzy z poprzednich korupcyjnych przekrętów. A sumy były gigantyczne. Śledztwo wykazało, że na rachunki funduszu, którymi dysponowała rodzina polityka, przekazano ponad 7,4 mln dolarów. Ponadto ponad 1,3 mln franków szwajcarskich i 2,4 mln euro wydano w gotówce oraz przekazano rodzinie bezpośrednio w Szwajcarii.Lista nazwisk ukraińskich elit zamieszanych w korupcję jest bardzo długa (oddzielny rozdział to oligarchowie z Ihorem Kołomojskim na czele), ale na pewno nie można na niej pominąć byłej premier Julii Tymoszenko. Jej problemy z prawem wracają, bo pod koniec maja prokurator SAP skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko niej. Organy ścigania nie podały nazwiska podejrzanej, ale z opisu sprawy wynika, że chodzi właśnie o Tymoszenko. Ustalenia śledczych mogą szokować, bo wynika z nich, że pomimo wykrycia przez NABU i SAP w grudniu 2025 r. procederu korupcyjnego wśród posłów parlamentu Ukrainy (łapówki w zamian za odpowiednie głosowania), była premier wcale się tym nie przejęła i dalej usiłowała tworzyć machinę udzielania nielegalnych korzyści w zamian za lojalne zachowanie podczas głosowań.„Nie chodziło o jednorazowe porozumienia, ale o regularny mechanizm współpracy, który przewidywał wypłaty z góry i był zaplanowany na dłuższy okres. Posłowie mieli otrzymywać wskazówki dotyczące głosowania, a w niektórych przypadkach dotyczące wstrzymania się od głosu lub nieuczestniczenia w głosowaniu” – zaznaczyła SAP w komunikacie. Według szefa NABU dowody są porażające, ale wyrok może być różny w zderzeniu z „ciężko chorym” aparatem państwa ukraińskiego.– Sprawa nie jest dla nas skomplikowana, będzie miała kilka wątków. Przy braku ingerencji i nacisków na Ministerstwo Sprawiedliwości lub poszczególnych biegłych z jakiejkolwiek instytucji, w tym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, sprawa powinna przebiegać zgodnie z terminami i trafić do sądu. Będziemy jeszcze weryfikować te informacje, ale już teraz docierają do nas sygnały o próbach wywierania nacisku i w jakiś sposób rozmawiania z niektórymi urzędnikami, z ekspertami w sprawie badania tego postępowania karnego – wyjawił w lutowej rozmowie z portalem Suspilne Semen Krywonos.Czytaj także: Afera korupcyjna w Ukrainie. Wpłacono ogromną kaucję za byłą premierŚledczy z NABU i SAP chętnie spotkaliby się także z byłym wiceszefem Kancelarii Prezydenta Rostysławem Szurmą i jego bratem. Obu w styczniu umieszczono na liście osób poszukiwanych pod zarzutem defraudacji. Według śledztwa, należące do nich elektrownie słoneczne otrzymywały pieniądze z Ukrainy, ale dostarczały energię elektryczną na terytoria okupowane. Rostysław Szurma temu zaprzecza. Przebywa w Niemczech, a jego brat w Austrii.Nie ma tygodnia bez korupcyjnego skandaluO ogromnej skali korupcji w Ukrainie najlepiej świadczy też liczba przedstawianych publicznie oszustw. Dotyczą one różnych szczebli władzy oraz obszarów życia. Wszystko jednak ma wspólny mianownik – jest związane z wydawaniem decyzji przez urzędników państwowych. Oto przykładowy „zestaw” zebrany z ukraińskich mediów tylko w ciągu nieco ponad dwóch tygodni – od 19 maja do 5 czerwca.19 maja. NABU poinformowało, że funkcjonariusze organów ścigania zgłosili podejrzenia wobec trzech obecnych sędziów oraz jednego sędziego w stanie spoczynku. Jak wynika ze śledztwa, jako sędziowie Wielkiej Izby Sądu Najwyższego, otrzymali oni łapówkę za podjęcie decyzji w interesie właściciela grupy Finance and Credit.„Aby uniknąć utraty akcji, biznesmen w marcu-kwietniu 2023 r. przekazał za pośrednictwem prawnika, członka tzw. zaplecza Sądu Najwyższego, 2,7 mln dolarów, aby ten mógł przekazać te środki byłemu prezesowi i sędziom Sądu Najwyższego, by mogli oni podjąć 'niezbędną' decyzję” – podało NABU.29 maja. W Iwano-Frankowsku, gdzie trwał prawdziwy boom budowlany, ujawniono zakrojony na szeroką skalę proceder korupcyjny, w który zamieszani byli deweloperzy i rada miejska (trzech urzędników).1 czerwca. Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) wydała oświadczenie, w którym poinformowała o postawieniu nowych zarzutów byłemu wiceministrowi ds. społeczności, rozwoju terytorialnego i infrastruktury Wasylowi Łozynskiemu. Wcześniej był on oskarżony o to, że w 2022 roku ustawił przetarg na generatory, zawyżając cenę o 30 procent i narażając państwo na milionowe straty.„Obecnie w Sądzie Najwyższym rozpatrywana jest inna sprawa, oskarżająca byłego wiceministra, jego powiernika i innych wspólników. Zostali oni zdemaskowani za żądanie i przyjęcie 400 000 dolarów nielegalnych korzyści” – poinformowała SAP.2 czerwca. Prokuratura Generalna Ukrainy poinformowała o korupcji podczas budowy inżynieryjno-technicznego zabezpieczenia stacji elektroenergetycznej na Zakarpaciu. Stacja ta jest obiektem infrastruktury krytycznej w sektorze paliwowo-energetycznym.Jak ustalili funkcjonariusze, były naczelnik Służby Odbudowy i Rozwoju Infrastruktury w obwodzie zakarpackim podpisywał dokumenty z zawyżonymi cenami urządzeń i materiałów budowlanych (koszt niektórych narzędzi przekraczał cenę rynkową ponad pięciokrotnie). Według ustaleń eksperta państwo straciło 104,9 mln hrywien (ponad 8,5 mln złotych) w wyniku tego procederu. Czytaj także: Korupcja w ukraińskim wojsku. Żołnierze jedli zepsute jedzenie„Chciałbym szczególnie podkreślić: defraudacja środków przeznaczonych na ochronę infrastruktury krytycznej w czasie wojny to nie tylko korupcja. To cios w stabilność państwa. Śledztwo jest w toku. Ustalamy tożsamość wszystkich osób zamieszanych w proceder i ustalamy rolę każdej z nich” – zauważył prokurator generalny Rusłan Krawczenko w oświadczeniu dla mediów.5 czerwca. Funkcjonariusze organów ścigania przeprowadzili 58 równoczesnych przeszukań u przedstawicieli wojskowych komisji lekarskich (WZL) oraz zespołów ekspertów ds. oceny codziennego funkcjonowania człowieka (EKOPFO) – sprawa dotyczy wystawiania zwolnień od służby wojskowej. W ramach operacji „Eskulap” funkcjonariusze ustalili, że różnice między stanem majątkowym w deklaracjach poszczególnych urzędników a ich rzeczywistym stanem wynoszą od 2 do 11 milionów hrywien (od 160 do 900 tys. zł). Oskarżeni rejestrowali mieszkania, domy, działki i luksusowe samochody dla bliskich krewnych lub deklarowali aktywa znacznie przekraczające ich oficjalne dochody. Według wstępnych danych łączna kwota aktywów ukrytych w deklaracjach sięga 200 milionów hrywien (ok. 17 mln zł).Andrij Jermak do Izraela nie ucieknieOperacja „Midas” uderzyła bezpośrednio w najbliższe otoczenie Wołodymyra Zełenskiego, ale czy dotyczy samego prezydenta Ukrainy? Zdania są podzielone. Na jednej z ujawnionych „taśm Mindicza” pojawia się wątek osiedla „Dynastia” i tajemniczego „Wowy” (zdrobnienie od Wołodymyr), który mógłby być właścicielem jednej z czterech rezydencji. Według ustaleń prezentowanych w ukraińskich mediach trzy pozostałe domy miałyby należeć do Timura Mindicza, Ołeksija Czernyszowa i Andrija Jermaka.Ten ostatni, były szef Kancelarii Prezydenta, szczególnie ostatnio trafił pod lupę NABU. Andrij Jermak, po postawieniu mu zarzutów, 11 maja został aresztowany, ale szybko wyszedł za kaucją w wysokości 180 mln hrywien (ok. 17 mln zł.). Jest on podejrzewany z art. 209 par. 3 Kodeksu karnego Ukrainy, czyli legalizacji majątku uzyskanego w wyniku przestępstwa. Śledczy jeszcze raz w ostatnim czasie przeszukali mieszkania Mindicza. Według mediów zabezpieczano nam materiał genetyczny, który mógłby potwierdzić, że w jednym z nich przebywał Jermak.Adwokat byłego szefa Kancelarii Prezydenta jest jednak spokojny i przekonuje, że jego klient nie ma nic wspólnego z „Mindiczgate”.– No cóż, taśmy. Co mamy z jakimikolwiek taśmami wspólnego? Czy słyszał pan gdzieś głos pana Jermaka, chociaż raz? – pytał dziennikarza Igor Formin, prawnik Jermaka cytowany przez serwis Gławkom (glavcom.ua) w maju 2026 r.Fomin publicznie nazwał podejrzenia „absolutnie bezpodstawnymi”, podkreślając, że w 16 tomach materiałów sprawy nie ma żadnych istotnych opinii ekspertów. Powiązania Jermaka z innymi urzędnikami miały „charakter wyłącznie roboczy” – przekonywał Fomin w Ukraińskiej Prawdzie w połowie maja 2026 roku. – Andrij Jermak opuścił areszt śledczy trzy tygodnie temu i równie dobrze mógł opuścić kraj. Ale jeśli nie wyjechał i pozostał tutaj, nie oznacza to, że nie ma przeciwko niemu żadnych dowodów. Najprawdopodobniej nie ma on możliwości wyjazdu, bo uwaga śledczych skupiona jest teraz na jego osobie. Nie będzie mógł uciec tak łatwo jak Mindicz. Ponadto Jermak (prawdopodobnie), nie ma żydowskich korzeni, a zatem nie posiada izraelskiego paszportu (tak było w przypadku Timura Mindicza-red.), więc nie będzie mógł uciec do Izraela, gdzie stanie się nieosiągalny dla Ukrainy. I raczej nie będzie mógł ukryć się też w Europie.Czytaj także: Jermak chce iść na front. „Jestem zniesmaczony tym brudem”Jeśli chodzi o to, czy istnieją dowody przeciwko niemu, to jest całkiem prawdopodobne, że tak, ale nie tak spektakularne, jak chciałaby wewnętrzna opozycja ukraińska czy zewnętrzni przeciwnicy władz. Dlatego może czuć się względnie bezpiecznie. Ponadto nie należy bagatelizować nieoficjalnych informacji, że wpływ Jermaka na wymiar sprawiedliwości jest w jakiś sposób zachowany. I prawdopodobnie były szef Kancelarii Prezydenta wierzy, że na tym etapie uda mu się przechytrzyć przeciwników – wyjaśnia Wołodymyr Milenko, ukraiński dziennikarz i komentator polityczny.Skład ukraińskiego rządu ustalany przez... wróżkęŚledztwo jest w toku i nie wiadomo, jak się ostatecznie zakończy, ale zebrane informacje i tak dostatecznie skompromitowały już Andrija Jermaka. Kiedy funkcjonariusze NABU zaczęli analizować jego kontakty, okazało się, że w sprawach wagi państwowej radził się on… wróżki. Były szef Kancelarii Prezydenta miał jeden numer i jeden telefon specjalnie do bezpośrednich kontaktów z 51-letnią Weroniką Anikijewicz, która określa siebie jako... konsultantkę astrologiczną. W telefonie Jermaka wróżka zapisana była jako „Biuro Weronika Fengshui”, natomiast u niej figurował on jako „Andrij 2025”. Śledczy skonfiskowali 11 maja iPhone’a 12 należącego do 51-letniej Anikijewicz. Ujawnili też niektóre tematy „konsultacji”.– Rozmowy dotyczyły m.in. nominacji obecnego ministra zdrowia. W sprawie nominacji Ołeha Jurijowycza Tatarowa na stanowisko zastępcy szefa Kancelarii Prezydenta… Również w sprawie nominacji Ihora Wasylowycza Łysego na stanowisko szefa Państwowego Zarządu Spraw (DUS-red.)… Jermak prosił o radę w jego sprawie, podając jego datę urodzenia – powiedziała prokurator Walentyna Hrebeniuk, dodając, że Jermak nazwał go „swoim człowiekiem”.Kancelaria Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego bezpośrednio po wybuchu afery „Mindiczgate” nie chciała odnieść się do sprawy. Jedna z dziennikarek – Olena Trybuszna – poinformowała na Facebooku, że z prezydenckiego biura otrzymała jedynie krótką odpowiedź: „Nie komentujemy”.Faktem jest też to, że Zełenski zaraz po poznaniu szczegółów operacji „Midas” zażądał dymisji ministry energetyki oraz ministra sprawiedliwości. Kilka dni później Switłana Hrynczuk i Herman Hałuszczenko odeszli ze swych stanowisk.Jako reakcję Wołodymyra Zełenskiego na „Mindiczgate” były szef jego kancelarii Andrij Bohdan uważa także wpisanie jego samego na listę „zagrożeń dla interesów narodowych, bezpieczeństwa i suwerenności państwa”. Prawnik ze Lwowa w nagraniu zamieszczonym w social mediach stwierdza, że jego prywatne dochodzenie wykazało, iż trafił na tę listę, właśnie za ujawnienie „taśm Mindicza”. Obiecał też, że pozwie każdego, kto uczestniczył w tym procesie „wrabiania go”. – Nie można wykluczyć, że Zełenski mógł wiedzieć o niektórych działaniach Mindicza i innych, ale z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że nie miał o tym pojęcia. To znaczy – nie musieli go wtajemniczać w swoje korupcyjne układy. Po prostu nie było im to potrzebne. Po pierwsze: jeśli jakaś postać, czy to szef kancelarii prezydenta, czy po prostu przyjaciel prezydenta, działa w imieniu głowy państwa, nikt nie sprawdzi, czy rzeczywiście tak jest. Choćby dlatego, że sprawdzenie jest niemożliwe, bo ci ludzie ledwo mają bezpośredni numer telefonu Zełenskiego. Będą pytać: „Czy naprawdę pozwalasz Mindiczowi na ten albo inny proceder?”.Czytaj także: Tarcia między ukraińskimi służbami. W tle kolejna afera korupcyjnaPoza tym dostęp do Zełenskiego, o ile można to wywnioskować z przecieków z Kancelarii Prezydenta, był w jakiś sposób powiązany z Jermakiem. To zresztą był jego główny atut. To on decydował, kogo wpuścić do prezydenta, a kogo nie – wyjaśnia serwisowi TVP.Info Wołodymyr Milenko.Zmiana na szczytach władzy jedyną nadzieją na opanowanie korupcjiWydarzenia z ostatnich kilkunastu miesięcy pokazują, że w Ukrainie bezpardonowo walczy z korupcją na szczytach władzy tylko Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP). Nie jest to może walka z wiatrakami, ale śledczy muszą mierzyć się nie tylko z oszustami, ale też z całym systemem, który ich chroni. NABU – zgodnie z przepisami – musi np. wpisywać każdorazowo zgodę Wyższego Sądu Antykorupcyjnego na przeszukanie, do Jednolitego Rejestru Orzeczeń Sądowych. Dostęp do tych treści mają np. funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa (SBU), policja oraz sędziowie każdego sądu w Ukrainie.– Jeśli wiesz o istnieniu orzeczenia, możesz zrozumieć, że w ciągu miesiąca detektywi Narodowego Biura Antykorupcyjnego mogą zapukać do twoich drzwi i cię przeszukać. Taka sytuacja jest niedopuszczalna – zaznaczał w rozmowie z serwisem Suspilne.ua Semen Krywonos.NABU nie ma też niezależnego, autonomicznego systemu podsłuchowego, co oznacza, że musi zwracać się do SBU, gdy kogoś chce nagrać. Dlatego śledczy często rezygnują z tego narzędzia, aby nie ujawniać, kto jest obecnie w orbicie ich zainteresowań. To samo dotyczy opinii eksperckich – nie ma niezależnej instytucji orzeczniczej. To wszystko z pewnością nie ułatwia walki z korupcją i będzie dużą przeszkodą w drodze Ukrainy do Unii Europejskiej. – Przede wszystkim przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej nie jest obecnie przedmiotem dyskusji, jeśli mówimy poważnie, a nie w kategoriach deklaracji. Ukraina raczej nie zostanie członkiem Unii Europejskiej w ciągu najbliższych 5, a nawet 10 lat. A za 10 lat najprawdopodobniej wojna się skończy. Co za tym idzie, odbędą się wybory, które zmienią układ sił w Radzie Najwyższej, a przynajmniej przy ulicy Bankowej (w siedzibie prezydenta). Sytuacja z globalną korupcją ulegnie więc radykalnej zmianie po zmianie władzy (niekoniecznie na lepsze).Ponadto, patrząc z naszej perspektywy, z perspektywy Ukrainy, wydaje się, że Unii Europejskiej zależy przede wszystkim na tym, aby Ukraina była państwem przewidywalnym pod względem gospodarczym i politycznym, a także w jak największym stopniu integrowała się z przestrzenią paneuropejską. Viktor Orbán stanowił problem dla Unii Europejskiej nie ze względu na potencjalne układy korupcyjne, ale dlatego, że faktycznie pracował dla Putina. To ewentualny powojenny zwrot Kijowa w stronę Rosji będzie znacznie większym problemem dla Unii Europejskiej, jeśli Ukraina będzie wówczas członkiem UE. Przede wszystkim Kijów musi więc zakończyć wojnę, przywrócić podmiotowość parlamentu, a gospodarce przywrócić jej pełny potencjał (aby nie opierać się na europejskich dotacjach) i wyeliminować lub zmarginalizować w kolejnych kadencjach parlamentu trendy prorosyjskie. Jeśli to wszystko zostanie zrobione, problem korupcji, której poziom, moim zdaniem, zmniejszy się po pierwszych powojennych wyborach, nie będzie kłopotem nie do pokonania – przekonuje w rozmowie z portalem TVP.Info Wołodymyr Milenko, ukraiński dziennikarz i komentator polityczny.Czytaj także: Drony zamiast na front trafiały do lombardów. Wpadł „obrotny” oficer