Ustalenia dziennikarskiego śledztwa. O siatce firm transportowych, które omijają sankcje na Rosję i Białoruś, piszą na łamach portalu Frontstory Maciej Możański, Aleksander Jaraszewicz oraz Andreas Tun Hedfors i Maria Lapenkova. Śledztwo doprowadziło ich do przedsiębiorstw działających w Polsce. Autorzy podkreślają, że na ślady siatki firm transportowych trafili dzięki wypadkowi ciężarówki na przedmieściach Sztokholmu. Siatka ta ma omijać europejskie sankcje na olbrzymią skalę. CZYTAJ TAKŻE: Polacy i Rosjanie zatrzymani. Potwierdzone ustalenia „Raportu specjalnego”Wspomniany wypadek pod Sztokholmem miał miejsce 14 stycznia. Ciężarówka przewożąca leki miała polskie tablice, logo białoruskiej firmy oraz zarejestrowaną w Kazachstanie naczepę.Rosyjskie i gruzińskie firmy w PolsceKluczową rolę w całym biznesie odgrywa rosyjski milioner Wasilij Smetanin, a pomagają mu działające w Polsce przedsiębiorstwa – między innymi firma DSPL.DSPL, która ma siedzibę pod Warszawą, działa od pięciu lat. Założyła ją Anastazja Bulawina z Moskwy, przedstawicielka austriackiej firmy Eastin Forwarding Holding, której właścicielem jest z kolei białorusko-rosyjski milioner, Wasilij Smetanin.Jak wyjaśnia Frontstory „oficjalnie współwłaścicielem polskiego DSPL jest dziś Gruzin, Nikoloz Geguchadze. To zamożny biznesmen, współwłaściciel Dreamland Oasis: ekskluzywnego kompleksu wypoczynkowego w gruzińskim Kobuleti nad Morzem Czarnym”.ZOBACZ TAKŻE: Nieszczelne sankcje przeciwko Rosji? „Polskie firmy mogą nie być świadome naruszeń”W portfolio biznesowym Geguchadze ma jeszcze cztery polskie firmy transportowe: Azonik, BIRC Transport, Rezon Trans i Starprim. Udziały w nich kupił od ludzi bezpośrednio związanych z Jenty.Leki przewożone w ciężarówce z wypadku, który miał miejsce pod Sztokholmem, były transportowane z oddziału Astra Zeneki do Polski, skąd miały trafić do Rosji.„Od kwietnia 2022 r. sankcje zakazują białoruskim i rosyjskim przewoźnikom działalności w Unii. Efekt? Transporty między Białorusią a UE odbywają się przez przeładunek albo zmianę naczepy. Na przykład tak: ciężarówka z polskimi tablicami jedzie do centrum transportowo-logistycznego (TLC) na granicy, a stamtąd ładunek odbiera ciężarówka z tablicami białoruskimi lub rosyjskimi. Stąd następnie trafia na Białoruś i do Rosji” – opisuje proceder Frontstory. ZOBACZ RÓWNIEŻ: Unia zaostrza presję na Moskwę. Co przyniesie 20. pakiet sankcji?Ten białoruski trop jest interesujący, bo z powodu sankcji białoruskie i rosyjskie przedsiębiorstwa nie mogą swobodnie działać w UE.Władze nabierają wody w ustaProceder kwitnie, firm jest więcej. Dziennikarze kontaktowali się z przedstawicielami polskich władz. „Ministerstwo Finansów informuje, że »kwestie dotyczące sankcji wykraczają poza zakres jego kompetencji«. Ministerstwo Infrastruktury? Odsyła do Głównego Inspektora Transportu Drogowego. Główny Inspektor odpowiada, że kontroluje firmy, których właścicielami lub wspólnikami są obywatele Rosji lub Białorusi – i tyle” – czytamy w artykule. „Pod koniec maja Prokuratura Regionalna w Lublinie poinformowała o zatrzymaniu sześciu osób podejrzanych o udział w gangu. Grupa wywoziła na Białoruś towary objęte zakazami, należała do nich funkcjonariuszka Służby Celno-Skarbowej, a także właściciele agencji celnych oraz firm transportowych. Jakich? Jak wynika z komunikatu Prokuratury, śledztwo w sprawie tego, co działo się na przejściach granicznych w Terespolu, Kukurykach i Koroszczynie jest w toku” – podkreślają autorzy. „Kiedy czekamy na jego rezultaty, w trasie znad wschodniej granicy po raz kolejny mijają nas ciężarówki. Na kilku, z polskimi rejestracjami, widać naczepy z logo Jenty” – konkludują.