„Góry nie wybaczają błędów”. Andrzej Bargiel ma już za sobą zjazd z najwyższej góry świata. I ciągle mu mało. Tym razem wybrał kolejny ośmiotysięcznik – Nanga Parbat. Wyczynu chce dokonać bez użycia dodatkowego tlenu. – Ciągle trzeba mieć świadomość, że nie jesteśmy „profesorami”. Musimy się rozwijać. Musimy być też zawsze gotowi na zmianę planów i mieć dystans do tego, co robimy. Góry nie mogą być dla nas najważniejsze – tłumaczył w rozmowie z TVP.Info. Osiem miesięcy po historycznym zjeździe z najwyższej góry świata – Mount Everest – Bargiel ponownie wyrusza w wysokie góry. Polski skialpinista i himalaista tym razem obrał za cel Nanga Parbat – dziewiąty najwyższy szczyt Ziemi.Andrzej Bargiel chce zjechać na nartach z Nanga Parbat– Nanga Parbat od dawna znajduje się bardzo wysoko na mojej liście marzeń. To góra wymagająca ogromnej cierpliwości i pokory. Chciałbym spróbować znaleźć logiczną, ciągłą linię zjazdu i przejechać ją w możliwie najczystszy sposób – przekazał Bargiel w trakcie konferencji prasowej.Projekt, który będzie realizowany w Pakistanie, nosi nazwę Nanga Parbat Ski Challenge. Plan zakłada zdobycie szczytu, a następnie zjazd z wierzchołka na nartach bez korzystania z dodatkowego tlenu. Wspinaczka ma przebiegać drogą od strony Diamir. Jak podkreśla Polak, jednym z najważniejszych elementów przedsięwzięcia będzie wytyczenie możliwie najdłuższej, a jednocześnie bezpiecznej linii zjazdu.Góra Nanga Parbat kojarzy się Polakom między innymi przez tragiczne wydarzenia z udziałem Tomasza Mackiewicza. Ten zmarł w Himalajach w styczniu 2018 roku, schodząc ze szczytu.Bargiel: Nie jesteśmy „profesorami”– Góry są niebezpieczne. Każda historia daje do myślenia. Ciągle trzeba mieć świadomość, że nie jesteśmy „profesorami”. Musimy się rozwijać. Musimy być też zawsze gotowi na zmianę planów i mieć dystans do tego, co robimy. Góry nie mogą być dla nas najważniejsze. Trzeba wybierać właściwe momenty. Niekiedy rezygnacja z misji jest wpisana w tę działalność. Staram się być ostrożny i nie popadać w rutynę. Tragedii w górach jest bardzo dużo. Każda z nich daje nauczkę dla kolejnych osób – podkreślił Bargiel w rozmowie z TVP.Info.W realizacji ambitnego projektu Bargiela wspierać będą doświadczeni partnerzy – Janusz Gołąb oraz Dariusz Załuski. Za dokumentację wyprawy odpowiadać będzie zespół w składzie: Jakub Gzela, Pasang Rinzee Sherpa i Bartek Pawlikowski.Czytaj także: Ruszyła faza grupowa mundialu. Oto 5 największych hitów pierwszej kolejkiPolak zdradził też, co będzie najtrudniejsze w trakcie wyzwania. – Kluczowe będzie to, by znaleźć najlepszą drogę zjazdu. Wiąże się to z tym, że będziemy musieli poruszać się po innych drogach. Musimy zrozumieć lodowiec. Wykluczyć zagrożenia związane ze zrywającymi się serakami oraz lawinami. Nie jest tak, że przygotowujemy plan już tam na górze, gdy mamy zjeżdżać. Zawsze muszę mieć pełny plan i plan awaryjny, by podjąć się wyzwania. Muszę być pewnie, że się uda. Cała praca przed wejściem będzie kluczowa – dodał.Polacy znów szaleją w HimalajachBiało-Czerwoni od lat są jednymi z najbardziej docenianych himalaistów. W najwyższych górach świata w ostatnich miesiącach bryluje Bartosz Ziemski. Zdobywał kolejno Lhotse i Mount Everest. Na oba szczyty wszedł bez użycia dodatkowego tlenu. W trakcie wypraw nie korzystał również z osobistej pomocy Szerpów. Po osiągnięciu wierzchołków zjechał z nich na nartach aż do niższych partii góry.– Media próbują szukać zaczepek. Powinniśmy się cieszyć, że w Polsce jest taki potencjał. Są tu ludzie z ambicją, które chcą działać i są zdeterminowane oraz utalentowane. Bartek pokazał przez ostatnie lata wspomnianą determinację i skuteczność w wysokich górach. Super, że się pojawił. W górach nie ma miejsca na rywalizację. To zbyt niebezpieczna zabawa. Ważne jest, by rozsądek pozostawał na pierwszym miejscu. Jest jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, dla kolejnych pokoleń. Nie ma potrzeby doszukiwania się pomiędzy nami rywalizacji – tłumaczył nasz rozmówca.Ekspedycja z udziałem Bargiela już wystartowała. 10 czerwca uczestnicy wyruszyli z Krakowa do Islamabadu. Na drugą połowę czerwca zaplanowano aklimatyzację oraz przygotowanie obozów wysokościowych. Atak szczytowy ma nastąpić na początku lipca, a jeśli warunki pogodowe okażą się sprzyjające, cała ekipa powinna wrócić do Polski jeszcze w tym samym miesiącu – 10 lipca.– Nanga Parbat to zupełnie inne wyzwanie niż Everest. W przypadku Everestu bardzo zależało mi na tym, żeby działać jesienią, poza głównym sezonem wspinaczkowym. Chciałem doświadczyć tej góry w jej naturalnym wymiarze, bez tłumów i infrastruktury, która pojawia się tam wiosną – mówił Bargiel.– Nigdy nie pociągała mnie perspektywa funkcjonowania w otoczeniu setek osób. Zależało mi na poczuciu przestrzeni, samodzielności i autentycznej przygody. Jednocześnie oznaczało to zaakceptowanie faktu, że szanse powodzenia są niewielkie. Jesienią na Evereście okno pogodowe jest bardzo krótkie, warunki bywają ekstremalne, a zagrożenie lawinowe jest znacznie większe. Nanga Parbat jest pod tym względem inna. To wciąż bardzo wymagająca góra, ale położona niżej niż Everest, co stanowi pewien atut – oznajmił himalaista.Bargiel: Musimy poznać górę– Na realizację wyprawy planujemy przeznaczyć około trzech tygodni. Jeśli dopisze pogoda, powinno to wystarczyć na sprawną aklimatyzację i próbę wejścia na szczyt. Oczywiście, wiele będzie zależało od warunków panujących w ścianie, dlatego na miejscu chcemy dokładnie przeanalizować kilka potencjalnych wariantów zjazdu. Musimy poznać górę, sprawdzić możliwe warianty zjazdu i dopiero na tej podstawie podejmować kolejne decyzje – podsumował.Bargiel należy do grona najwybitniejszych polskich himalaistów i skialpinistów. W 2018 roku przeszedł do historii jako pierwszy człowiek, który zjechał na nartach z K2. W 2025 roku dokonał kolejnego przełomu, zdobywając Mount Everest i zjeżdżając z jego szczytu bez użycia tlenu z butli. Na swoim koncie ma również rekordowe wejścia i zjazdy na innych ośmiotysięcznikach, w tym Broad Peak, Gasherbrum I oraz Gasherbrum II.Czytaj też: Plan transmisji mundialu w TVP. Jakie mecze pokażemy 12 czerwca?