Państwa UE przyjęły reformę. Państwa członkowskie Unii Europejskiej zatwierdziły reformę dotyczącą kontroli inwestycji zagranicznych. Nowe przepisy zobowiążą kraje UE do wzmocnienia monitorowania inwestycji w sektorach uznawanych za szczególnie wrażliwe, takich jak obronność czy technologie podwójnego zastosowania. Celem zmian jest utrudnienie przejmowania europejskich aktywów przez podmioty mogące stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa. Większe uprawnienia dla państw członkowskichReforma zaostrza obowiązujące w Unii Europejskiej przepisy dotyczące kontroli zagranicznych inwestycji. Jej głównym celem jest zapobieganie sytuacjom, w których spółki kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa trafiają pod kontrolę podmiotów powiązanych z państwami trzecimi.Władze państw członkowskich otrzymają dodatkowe kompetencje umożliwiające monitorowanie transakcji, które z perspektywy biznesowej nie budzą zastrzeżeń, ale mogą mieć znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego.Przykład holenderskiej spółki NexperiaJednym z przykładów pokazujących potrzebę zaostrzenia przepisów jest sprawa holenderskiego producenta czipów Nexperia. Firma została przejęta w 2018 roku przez chiński koncern Wingtech.Aby odzyskać kontrolę nad przedsiębiorstwem, rząd Holandii ogłosił w październiku 2025 r. jego nacjonalizację. Chiński właściciel domaga się obecnie wielomiliardowych odszkodowań.Koniec procesu legislacyjnegoW poniedziałek państwa członkowskie zgodziły się na zmiany w unijnym rozporządzeniu dotyczącym kontroli inwestycji zagranicznych. Oznacza to zakończenie procesu legislacyjnego. Nowe przepisy zaczną obowiązywać za 18 miesięcy.Czytaj także: Wojna o chipy. Holendrzy przejęli kontrolę nad chińskim producentemWspólna lista sektorów strategicznychNowe regulacje wprowadzą jednolity katalog sektorów i technologii objętych obowiązkową kontrolą. Na liście znajdą się m.in. sprzęt wojskowy, technologie podwójnego zastosowania, surowce krytyczne, sztuczna inteligencja, energetyka, transport oraz infrastruktura cyfrowa.Szerszy zakres kontroli inwestycjiReforma rozszerzy również katalog inwestycji podlegających nadzorowi. Kontrolowane będą nie tylko bezpośrednie inwestycje zagraniczne (FDI), lecz także inwestycje realizowane wewnątrz Unii Europejskiej przez spółki należące do inwestorów z państw trzecich.W praktyce oznacza to, że państwa członkowskie będą mogły blokować nie tylko transakcje pochodzące spoza Unii, ale także przejęcia dokonywane przez podmioty zarejestrowane na rynku wspólnotowym, jeśli stoją za nimi inwestorzy z krajów trzecich.Czytaj także: Ochrona już nie tylko „na chwilę”. Ważna decyzja dla polskich firmOdpowiedź na luki w obecnym systemieObowiązujące rozporządzenie dotyczące kontroli FDI weszło w życie w UE w 2020 roku. Jego celem była ochrona strategicznych aktywów Europy przed wrogimi przejęciami przez podmioty z państw trzecich.Choć Unia Europejska nie wskazuje wprost konkretnych krajów, szczególnej kontroli podlegają przede wszystkim inwestycje pochodzące z Chin.Po wprowadzeniu regulacji wszystkie państwa członkowskie stworzyły własne mechanizmy kontroli inwestycji. Różnice pomiędzy krajowymi systemami sprawiły jednak, że pojawiło się ryzyko obchodzenia przepisów.Nowa reforma zobowiąże państwa do stosowania minimalnych progów i wspólnych procedur, a także do prowadzenia kontroli w tych samych sektorach. Ma to doprowadzić do ujednolicenia systemu nadzoru w całej Unii.Czytaj także: Iran pod presją UE. Sankcje za utrudnianie tranzytu przez OrmuzDodatkowe wymogi dla dużych inwestycjiUE planuje również zaostrzenie zasad dotyczących inwestycji typu greenfield, czyli budowy nowych zakładów produkcyjnych od podstaw na terenie Wspólnoty.W Akcie Przyspieszenia Przemysłu zaproponowano dodatkowe warunki dla inwestycji przekraczających 100 mln euro w strategicznych sektorach, w których jedno państwo trzecie kontroluje ponad 40 proc. światowych mocy produkcyjnych.Takie projekty będą musiały przyczyniać się do tworzenia miejsc pracy, wspierać innowacje i wzrost gospodarczy oraz generować rzeczywistą wartość dodaną dla UE poprzez transfer technologii i know-how.Czytaj także: Napięcia na Bliskim Wschodzie wpływają na ceny ropy. UE analizuje sytuację