Biało-Czerwoni rozczarowali. Za nami mistrzostwa świata w koszykówce 3x3, które miały miejsce w centrum Warszawy. Organizacyjnie można ogłosić sukces. Do pełni szczęścia zabrakło dobrego wyniku naszych reprezentacji. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Trzeba przyznać, że impreza na Placu Defilad była zorganizowana na tip-top. Jak ktoś chciałby doczepić się na siłę, to zabrakło nieco większej promocji przed mistrzostwami. Wątpliwości budziła też szczelność dachu, bo przy ulewnych deszczach woda przedostawała się na boisko. Ale to didaskalia. „Organizacyjnie bomba” Samo miasteczko, stworzone pod Pałacem Kultury i Nauki specjalnie na ten turniej, robiło duże wrażenie. Oprócz areny zmagań otoczonej trybunami z każdej strony była strefa kibica, w której można było oglądać mecze na telebimie. Ponadto dostępnych było kilka boisk, na których zawodnicy mogli rozgrzewać się przed meczami, a kibice mogli spróbować swoich sił i porzucać do kosza. Nie zabrakło też innych atrakcji: food trucków, strefy do gry na konsoli, zabaw dla najmłodszych przygotowanych przez sponsorów. Nie było jednego: nudy. – Organizacyjnie bomba. 35 tysięcy ludzi przewinęło się przez strefę od poniedziałku do piątku, pewnie w weekend jeszcze trochę ta liczba skoczyła. Wielkim atutem basketu 3x3 jest to, że boisko można postawić praktycznie wszędzie. Myślę, że kto przyszedł, ten się nie zawiódł. Zawodnicy po meczach szli w tłum kibiców. Przed rozgrzewali się na boiskach tuż obok areny. Taka bliskość w 5x5 jest niemożliwa – mówi nam Mateusz Leleń, który komentował spotkania w TVP Sport.I tu dochodzimy do jeszcze jednego ważnego aspektu: realizacji telewizyjnej, która także była na najwyższym poziomie. Dynamika, szerokie kadry, piękne ujęcia panoramy Warszawy – świetna promocja koszykówki trzyosobowej, ale też stolicy Polski. – Uczestniczyłem w wielu tego typu imprezach i ta była jedną z najlepszych pod kątem organizacyjnym – mówi nam trener Mirosław Noculak, były trener reprezentacji 3x3.Czytaj też: Czekaliśmy na to cztery lata. Ceremonia i mecz otwarcia mundialu w TVP Polskie drużyny poniżej oczekiwań Szkoda tylko, że za niewątpliwym sukcesem organizacyjnym, nie poszedł wynik sportowy. Obie nasze reprezentacje – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – nie wyszły z grupy, mimo że w przeszłości miały spore sukcesy. Polacy to medaliści mistrzostw świata z 2019 roku i dwukrotni uczestnicy igrzysk olimpijskich, natomiast Polki w zeszłym roku awansowały do półfinału. – Polskie kadry zawiodły, ale biało-czerwoni fani umieli znaleźć sobie sympatie wśród uczestników fazy pucharowej. „Madagaskar” niosło się po Alejach Jerozolimskich po meczu mistrzów Afryki z Francją. Malgasze byli w ciężkim szoku – zdradza Leleń.Co zatem poszło nie tak w naszej ekipie? Wszak składy, zwłaszcza ten męski, na papierze wyglądał niezwykle mocno. Wszyscy zawodnicy w przeszłości reprezentowali nasz kraj w koszykówce regularnej, a Michał Sokołowski wciąż jest jednym z liderów ekipy Igora Milicicia.Czas na specjalizację – Wynik Biało-Czerwonych to porażka. Panowie mieli w składzie duże nazwiska z 5x5, ale dziś w 3x3 widzimy już dużą specjalizację. Czołówka gra w cyklu World Tour od marca do listopada. Tego nie da się zasypać korzystając z utalentowanych graczy 5x5. Decydują nawyki. Gra jest potwornie szybka i prowadzona na zmęczeniu – wskazuje komentator TVP Sport. Zgadza się z tym były selekcjoner męskiej kadry 3x3 Mirosław Noculak. – Gdy zaczynałem pracę z kadrą 3x3 w 2013 roku, od razu powiedziałem, że tej dyscyplinie potrzeba graczy z 5x5, żeby podnieść poziom rywalizacji. Teraz sytuacja się zmieniła, bowiem ten poziom jest już wyższy, a żeby jeszcze go podnieść, potrzeba specjalizacji w kierunku 3x3. Każdy z zawodników powinien mieć odpowiednie parametry – od co najmniej 190 cm do maksymalnie 205 cm wzrostu – a przy tym znakomicie panować nad piłką i być niezwykle atletycznym – analizuje w rozmowie z TVP.Info. W naszej drużynie męskiej tej specjalizacji zabrakło. Zawodnikiem z naszej kadry, który od kilku sezonów w stu procentach skupia się na 3x3 jest tylko Przemysław Zamojski. Adam Waczyński zaczynał ten sezon w Śląsku Wrocław, Marcel Ponitka przyjechał na mistrzostwa prosto z finału 1 ligi, w którym grał z Łódzkim Klubem Sportowym, a Sokołowski niedawno skończył sezon w Turcji.Polacy przegrali wszystkie mecze i nie wyszli z grupy. Taki sam los spotkał Polki, które pokonały tylko Madagaskar. – Przed turniejem większe szanse dawałem Polkom. Warto zauważyć, że nasze, mimo faktu bycia gospodarzem, trafiły do bardzo silnej grupy. Holandia i Azerbejdżan skończyły w TOP 4. Oczywiście należało wygrać z Czeszkami i wyjść z grupy. To gorzka pigułka, ale nadal uważam, że w najbliższej przyszłości to żeńska drużyna ma większe szanse na sukcesy – puentuje Leleń. W mistrzostwach świata w Warszawie złote medale zdobyli Amerykanki oraz Łotysze, srebrne Australijki i Niemcy, a brązowe Holenderki i Serbowie. Czytaj też: Chwalińska już w Polsce. „Byłam w dużym szoku”