„Bardzo mało spałam”. Maja Chwalińska wróciła do Polski po występie we French Open. 24-latka dotarła do finału French Open. W decydującym meczu musiała uznać wyższość rywalki. Mirra Andriejewa wygrała 6:3, 6:2. Chwalińska na warszawskim lotnisku im. Fryderyka Chopina wylądowała w poniedziałek przed godziną 10:00. Na miejscu obecni byli kibice, od których finalistka Wielkiego Szlema przyjęła gratulacje i wyrazy uznania. Na zawodniczkę, której towarzyszył m.in. menedżer Piotr Szczypka, czekali również przedstawiciele Polskiego Związku Tenisowego.Maja Chwalińska już w Polsce. „Jestem w szoku”– Nie spodziewałam się, że przywitanie będzie w takiej skali. Chciałam podziękować wszystkim, którzy pomogli mi się znaleźć w tym miejscu. Dziękuję też sponsorom i partnerom. Dziękuję za ciepłe przywitanie i ogromne wsparcie – przekazała Chwalińska,– Przez 18 lat gram w tenisa. W końcu coś kliknęło. (...) Najbardziej chciałabym się dobrze wyspać i dobrze zjeść – żartowała Chwalińska, podsumowując wydarzena z kortów w Paryżu.W sobotę polska tenisistka przegrała w finale French Open z Rosjanką Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6. To największy sukces w karierze 24-letniej zawodniczki.– Za dużo nie spałam przez ostatnie dni. To wytłumaczalne. Pani makijażystka zrobiła dobrą robotę – dodała.Chwalińska jest pierwszą w historii kwalifikantką, która dotarła do finału w Paryżu. Od 18 maja rozegrała tam dziesięć spotkań. Dzięki udziałowi w ostatnim etapie French Open przesunęła się ze 114. na 21. miejsce w światowym rankingu tenisistek, którego najnowsze notowanie opublikowano w poniedziałek.– Jestem w szoku. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Dziękuję, że jesteście i mi kibicujecie – kontynuowała.Czytaj także: Obiecał kibicom Lewandowskiego. Ale przegrał wybory na szefa klubu