Bruksela nie zawsze działa. Europejska Inicjatywa Obywatelska miała być demokratyczną rewolucją w UE. Milion podpisów z całej Europy miało otwierać drogę do realnego wpływu obywateli na politykę Unii. Po ponad dekadzie w praktyce często okazuje się narzędziem, które pozwala obywatelom dotrzeć do Brukseli, ale nie daje im realnej siły, by zmusić ją do działania. Europejska demokracja bezpośrednia nie kończy się na Szwajcarii. Unia Europejska również stworzyła własny mechanizm obywatelskiego wpływu na politykę – Europejską Inicjatywę Obywatelską (ECI). W teorii daje ona mieszkańcom Europy dostęp do brukselskich instytucji bez potrzeby posiadania lobbyistycznej przepustki, stałego przedstawicielstwa czy cierpliwości do unijnej biurokracji.Kiedy instrument uruchamiano w 2012 roku, zapowiedzi brzmiały niemal rewolucyjnie jak na standardy UE. Jeśli organizatorzy zbiorą milion ważnych podpisów z co najmniej siedmiu państw członkowskich w sprawie mieszczącej się w kompetencjach Unii, Komisja Europejska musi się do niej odnieść i formalnie odpowiedzieć.To pierwsze – i jak dotąd jedyne – ponadnarodowe narzędzie demokracji bezpośredniej na świecie. Jednak po 131 zarejestrowanych inicjatywach i zaledwie 13 oficjalnych odpowiedziach entuzjazm wyraźnie osłabł. Wielu aktywistów jest rozczarowanych, część otwarcie sceptyczna. Coraz więcej organizatorów przekonuje się, że społeczna presja w Brukseli nie zawsze przekłada się na realny wpływ polityczny.Czytaj także: Zełenski: Przeniesiemy wojnę na teren, z którego ona do nas przyszłaMilion podpisów to za małoPrzekonali się o tym twórcy inicjatywy wzywającej do wprowadzenia ogólnounijnego zakazu terapii konwersyjnych wobec osób LGBTQ+. Kampania prowadzona przez organizację ACT dotyczyła praktyk mających na celu zmianę orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej.Wydawało się, że inicjatywa ma wszystko, czego potrzeba do sukcesu. Zebrano 1,2 mln podpisów. Poparcia udzielił Parlament Europejski, a postulat wpisywał się w szeroką agendę równościową UE.Komisja Europejska ostatecznie nie zdecydowała się jednak zaproponować nowych przepisów. Powodem miał być brak jednomyślności między państwami członkowskimi. Zamiast tego Bruksela zapowiedziała jedynie niewiążące rekomendacje dla rządów krajowych oraz zachęcanie państw do rozszerzania istniejących zakazów.Demokracja ograniczona traktatamiTo zdanie dobrze oddaje podstawowy paradoks Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej. Mechanizm funkcjonuje w ramach skomplikowanego porządku prawnego UE, gdzie każda propozycja musi mieć odpowiednią podstawę traktatową, a granice kompetencji między Brukselą a państwami członkowskimi są nieustannie przedmiotem sporów.Jak tłumaczy Erik Longo, profesor prawa konstytucyjnego z Uniwersytetu Florenckiego, Komisja Europejska przy każdej inicjatywie najpierw sprawdza, czy posiada odpowiednią podstawę prawną do działania. Jeśli pojawiają się wątpliwości, instytucje stają się ostrożne, obawiając się sprzeciwu ze strony państw członkowskich.Nie ma wątpliwości, że Europejczycy chcą angażować się w sprawy wspólnoty. Problem polega na tym, że między obywatelskim postulatem a unijnym prawem stoją trzy instytucje – Komisja Europejska, Parlament Europejski i Rada UE – które często przez lata negocjują rozwiązania uznawane jednocześnie za pilne.Partie polityczne nie angażują się w inicjatywyDrugim problemem ECI pozostaje polityka. Duże europejskie partie polityczne rzadko angażują się w obywatelskie kampanie, nawet jeśli ich postulaty są zgodne z linią ideologiczną danego ugrupowania.Zdaniem Longo, to właśnie brak silnego wsparcia ze strony partii europejskich ograniczył potencjał instrumentu. To one mogłyby bowiem zamieniać społeczne poparcie w realną presję polityczną.Czytaj także: Nie pomogły przechwałki Trumpa. Izraelskie samoloty zaatakowały IranKiedy polityczny klimat sprzyjaNajbardziej spektakularnym sukcesem ECI pozostaje pierwsza udana inicjatywa – Right2Water – domagająca się uznania dostępu do wody za dobro publiczne i sprzeciwiająca się prywatyzacji usług wodnych. Kampanię uruchomiono w 2012 roku, a podpisało ją blisko dwa miliony osób.Efekty rzeczywiście były widoczne. Usługi wodociągowe wyłączono spod unijnych regulacji dotyczących koncesji, a później zmieniono także dyrektywę dotyczącą jakości wody pitnej.Sukces Right2Water wynikał jednak również z wyjątkowo sprzyjających okoliczności politycznych. W wielu krajach trwały już lokalne kampanie przeciwko prywatyzacji wody, a ECI pomogła jedynie połączyć te działania na poziomie europejskim.Dziś powtórzenie takiego sukcesu jest znacznie trudniejsze.Obywatelskie kampanie kontra unijna biurokracjaOrganizatorzy wskazują również na biurokrację. W wielu państwach krajowe petycje wymagają znacznie mniej formalności, podczas gdy unijna procedura wymaga od obywateli podawania szczegółowych danych osobowych.Duże organizacje dysponują sieciami kontaktów, zespołami komunikacyjnymi i zasobami pozwalającymi prowadzić działania długo po zakończeniu zbierania podpisów. Oddolne ruchy muszą natomiast jednocześnie prowadzić ogólnoeuropejską kampanię i próbować zrozumieć skomplikowaną machinę unijną.Czytaj także: Katastrofa na lotnisku. Samolot w płomieniach, są ofiaryTrochę statystykiNajwięcej inicjatyw obywatelskich dotyczy ochrony konsumentów, zdrowia i klimatu oraz praw podstawowych. Znacznie mniej pojawia się w obszarach takich jak bezpieczeństwo, migracja czy rybołówstwo.Statystyki pokazują, że skuteczność Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej pozostaje ograniczona. W latach 2016-2026 Komisja Europejska formalnie odpowiedziała jedynie na 13 inicjatyw, podczas gdy 24 zostały odrzucone już na etapie oceny.Obecnie osiem kampanii nadal trwa, jednak znacznie częściej inicjatywy kończą się niepowodzeniem jeszcze przed dotarciem do Brukseli. Aż 76 projektom nie udało się zebrać wymaganego miliona podpisów, natomiast w 27 przypadkach sami organizatorzy zdecydowali o wycofaniu kampanii i zakończeniu zbiórki podpisów.Dane pokazują, że największym wyzwaniem dla obywatelskich inicjatyw w UE pozostaje nie tylko przekonanie instytucji do działania, ale już samo utrzymanie ponadnarodowej mobilizacji społecznej.Widoczność zamiast sprawczościCzy Europejska Inicjatywa Obywatelska ma więc jeszcze sens? Zdaniem wielu jej największą wartością pozostaje możliwość narzucania tematów debaty publicznej. W Brukseli samo zwrócenie uwagi instytucji na dany problem bywa procesem wieloletnim.Longo uważa, że ECI działa dziś przede wszystkim jako polityczny barometr pokazujący, czym żyją Europejczycy i jakie kwestie są zdolne mobilizować opinię publiczną ponad granicami państw.Komisja Europejska podkreśla z kolei, że nawet inicjatywy, które nie kończą się nowym prawem, wpływają na kierunek debaty i wywierają presję polityczną.Czytaj także: Atak nożownika w Nowym Jorku. Tuż obok miejsca, które ma odwiedzić TrumpPaszport bardziej europejskiTo tłumaczy, dlaczego kolejne kampanie wciąż powstają. Jedną z najnowszych jest Star Pass – inicjatywa uruchomiona 9 maja, w Dniu Europy. Jej autorzy chcą, aby państwa UE oferowały obywatelom alternatywną okładkę paszportu: granatową, oznaczoną gwiazdami Unii Europejskiej.Jak przekonują organizatorzy, obywatelstwo europejskie istnieje w traktatach, ale pozostaje niemal niewidoczne w codziennym życiu.ECI otwiera drzwi, lecz nie gwarantuje zmianDoświadczenia ostatnich lat pokazują dwie rzeczy. Po pierwsze, sukces wymaga tematu, który nie tylko jest ważny, ale również potrafi wywoływać emocje ponad granicami państw. Po drugie, Europejska Inicjatywa Obywatelska nie jest celem samym w sobie.To jedynie etap dłuższej politycznej kampanii. ECI może otworzyć drzwi do Brukseli. Nie może jednak zmusić Unii, by przez nie przeszła.Czytaj także: Armenia walczy z rosyjskimi wpływami. „Historyczne zwycięstwo”