Dowody zabezpieczone za PiS. Adrian Klarenbach oraz jego żona Lucyna Klein-Klarenbach znaleźli się wśród 29 osób oskarżonych w aferze Collegium Humanum. Dowody przeciwko małżeństwu zostały zabezpieczone przez CBA jeszcze za rządów PiS, mimo że TV Republika sugeruje, iż sprawa jest efektem działań obecnej prokuratury – ustaliła „Gazeta Wyborcza”. Śledczy przekonują, że gwiazdor prawicowej telewizji miał namawiać rektora Collegium Humanum do wystawienia nieprawdziwego dyplomu MBA dla swojej żony, pomagać w przygotowaniu „lewego” dokumentu dla siebie oraz przekonywać do wystawienia nieprawdziwego dyplomu ukończenia studiów licencjackich swemu znajomemu.Lucyna Klein-Klarenbach miała natomiast pomóc w wystawieniu dla siebie „lewego” dyplomu ukończenia studiów MBA i dwa razy posłużyć się nim jako autentycznym dokumentem. To właśnie dzięki temu dyplomowi kobieta została w 2020 roku członkinią Rady Nadzorczej Centrali Zaopatrzenia Hutnictwa w Katowicach. We wrześniu 2022 roku – czyli jeszcze na polecenie prokuratury kierowanej przez Zbigniewa Ziobrę – CBA wkroczyło do Collegium Humanum. Agenci zabezpieczyli wówczas wiele dokumentów, wśród nich formularz rekrutacyjny na studia MBA podpisany przez Adriana Klarenbacha. Znaleźli też kopię dyplomu ukończenia studiów wyższych dziennikarza oraz podania o indywidualną organizację studiów i stypendium. Na jednym z dokumentów znalazł się dopisek: „umowa 9.500, 100% stypendium”.Prezenter prawicowej stacji wśród oskarżonych w aferze Collegium Humanum, podobnie jak jego żonaPracownik Collegium Humanum, który odpowiadał za drukowanie dyplomów, miał w komputerze plik z projektem dyplomu MBA dla Klarenbacha. Były rektor uczelni Paweł Cz., który współpracuje ze śledczymi, oświadczył, że małżeństwo przyprowadził Józef H., były komendant Straży Ochrony Kolei, który działał jako rekruter Collegium Humanum. Józef H. zeznał, że dziennikarz sam zgłosił się do niego i szukał kontaktu z rektorem. Były komendant przekonywał, że Adrian Klarenbach interesował się studiami MBA dla żony i ich indywidualną organizacją. Ta pozwalałaby na zaliczenie studiów bez konieczności standardowego udziału w zajęciach.W rozmowie z Piotrem Krysiakiem na jego kanale YT prawicowy dziennikarz zapewniał, że nie ma żadnego dyplomu Collegium Humanum. W trakcie śledztwa mówił, że nie pamięta, aby kiedykolwiek otrzymał taki dokument. Prokuratura faktycznie nie znalazła dowodów, na to, że Adrian Klarenbach odebrał dyplom. Ustalono jednak, że taki dokument został wydrukowany i przez dłuższy czas przechowywano go w szafie uczelni.Czytaj także: Kaczyński i Nawrocki w walce o prymat. Polacy wskazali liderów prawicyW wiadomości mailowej z Collegium Humanum, która miał otrzymać także Adrian Klarenbach, znalazła się informacja, że absolwenci, którzy odebrali dyplomy 8 lutego 2020 roku, muszą podpisać i dostarczyć odpis świadectwa ukończenia studiów podyplomowych. Dopiero wtedy ich dyplomy będą ważne. Przyjęcie w listopadzie, test końcowy w lutym. Błyskawiczne studia Lucyny Klein-KlarenbachJeszcze ciekawszy jest wątek studiów Lucyny Klein-Klarenbach. Agenci CBA znaleźli na terenie uczelni test końcowy MBA podpisany przez żonę dziennikarza. Znalazła się na nim data: 1 lutego 2020. To o tyle zaskakujące, że kobieta została przyjęta na studia 12 listopada 2019 r. Dyplom odebrała natomiast 8 lutego 2020 r. Oficjalnie studia MBA w Collegium Humanum trwały dwa semestry, czyli pełny rok akademicki. Według prokuratury Klein-Klarenbach otrzymała z uczelni trzy e-maile. Ostatni, z marca 2020, był adresowany do niej już jako do absolwentki.Sam test wzbudził więcej wątpliwości śledczych. „Nazwisko wymienionej zapisano tuszem koloru czarnego, odpowiedzi natomiast zakreślono tuszem koloru niebieskiego. Na teście brak było oceny. Nie wypełniono liczby zdobytych punktów. Brak było informacji o członkach komisji egzaminacyjnej” – cytuje ustalenia prokuratury „Gazeta Wyborcza”.Kobieta podczas przesłuchania potwierdziła, że interesowała ją Indywidualna Organizacja Studiów, a uczelnię wybrała z uwagi na jej dobre opinie. Według prokuratury to właśnie taki tok studiów był wykorzystywany w procederze wystawiania „lewych” dyplomów MBA.Duchowny opiekunem studiów. Sprawdzanie wiedzy i prezentacje między innymi w restauracjachLucyna Klein-Klarenbach twierdziła, że opiekunem jej studiów był katolicki ksiądz, dobry znajomym rektora Cz. oraz Józefa H., który – jak przypomina „GW” – zajmował się rekrutowaniem dla uczelni. Duchowny miał dawać żonie dziennikarza materiały z różnych przedmiotów. Jak twierdziła kobieta, dostawała m.in. na pendrive’ach nagrania wykładów. Potem spotykała się z księdzem na uczelni lub w restauracjach, gdzie była odpytywana z materiału – albo dostarczała prezentacje.Duchowny, który zresztą nie był oficjalnie zatrudniony w Collegium Humanum, już nie żyje. Prokuratura natomiast przekonuje, że na uczelni nie używano żadnych materiałów na pendrive’ach. Materiały w formie elektronicznej zaczęły pojawiać się w sieci dopiero w pandemii – gdy Lucyna Klein-Klarenbach była już absolwentką. Żona dziennikarza utrzymuje, że test zdawała w holu uczelni. „Utrzymuje, że było 30 lub 40 łatwych pytań” – pisze „GW”. Jako dowód przedstawiła zdjęcia wypełnionego testu. Śledczy stwierdzili jednak, że to inne fotografie niż w aktach.Sama sprawa duchownego miała być – według prokuratury – linią obrony wymyśloną przez rektora Pawła Cz. Ten zeznał, że Adrian Klarenbach zaprosił go wiosną 2003 roku na wywiad do publicznego radia PR 24. W rzeczywistości chodziło o ustalenie, jak jego żona ma się tłumaczyć – napisała gazeta.Prawicowy dziennikarz nie odpowiedział na pytania dziennikarzy „GW”, twierdząc, że nie pozwala mu na to prokuratura. Nie odezwał się też obrońca dziennikarza i jego żony. „Obiecał odpowiedzieć do minionego weekendu, jednak się nie odezwał. Czekamy nadal na odpowiedzi” – wyjaśnił dziennik.Czytaj także: Hołownia może stracić immunitet. Prokuratura szykuje wniosek