Najwybitniejsze kreacje. „Człowiek rodzi się aktorem, tak jak rodzi się księciem. Nie gra się po to, żeby zarabiać na życie. Gra się po to, żeby kłamać, żeby siebie okłamywać, żeby można było być tym, kim nie można być, ponieważ ma się dosyć bycia tym, kim się jest” – mówił w jednym z wywiadów. Widzowie zapamiętali go i pokochali za wiele wybitnych ról filmowych oraz teatralnych. Piotr Fronczewski, bo o nim mowa, kończy 80 lat. Z tej okazji przypominamy kilka jego kreacji, które na dobre zapisały się w polskiej kinematografii. I nie tylko w niej... Piotr Fronczewski uchodzi za jednego z najbardziej utalentowanych i najwszechstronniejszych aktorów w historii polskiego kina. Uważają tak nie tylko miłośnicy jego talentu, ale też inne, wielkie postaci polskiej kultury. W 1990 roku Gustaw Holoubek, Tadeusz Łomnicki oraz Zbigniew Zapasiewicz uznali go za jednego z trzech największych polskich aktorów dramatycznych po 1965 roku. Kim byli pozostali dwaj? W zacnym towarzystwie pojawił się też Wojciech Pszoniak oraz Andrzej Seweryn.Piotr Fronczewski pokochał teatr już jako dziecko. Gdy miał 12 lat zadebiutował na wielkim ekranie rolą Bogusia, syna listonosza w filmie „Wolne miasto” w reżyserii Stanisława Różewicza. Na początku lat 60. występował w roli Bolka Jabłońskiego w słuchowisku „W Jezioranach”. Choć jego kariera aktorska powoli nabierała rumieńców, musiał ją odłożyć na półkę. Powód? Dosyć błahy. Złe oceny w szkole. Marzeń o byciu aktorem, graniu na scenie i przed kamerą na całe szczęście nie porzucił. W 1964 roku zaczął studia w PWST w Warszawie.Na swoim koncie Piotr Fronczewski ma ponad 120 ról w filmach i serialach. „Człowiek rodzi się aktorem, tak jak rodzi się księciem. Nie gra się po to, żeby zarabiać na życie. Gra się po to, żeby kłamać, żeby siebie okłamywać, żeby można było być tym, kim nie można być, ponieważ ma się dosyć bycia tym, kim się jest. Gra się dobrych, bo jest się złym, świętych, bo jest się podłym, morderców, bo jest się kłamcą z urodzenia. Gra się, aby się nie znać i gra się, ponieważ zna się siebie za dobrze. Gra się, bo kocha się prawdę i gra się, ponieważ nienawidzi się prawdy. Gra się, bo zwariowałoby się, nie grając. To nie moje! Ale jest w tym styl i szyk, i dużo racji” – mówił aktor w rozmowie z Dariuszem Domańskim w tygodniku „Przekrój”.Czytaj także: Rafał Wojaczek – poeta wyklęty. „Dywagacje na temat jego śmierci są różne”A za jakie role pokochali Piotra Fronczewskiego miłośnicy jego talentu? Przypominamy kilka najbardziej zapamiętanych jego wcieleń.A jak Akademia Pana KleksaNie ma chyba bardziej kultowej postaci dla pokoleń wychowanych w czasach PRL niż ubrany we frak, z piegami z brokatu i długą brodą profesor Ambroży Kleks. Tę jakże charakterystyczną postać w filmach „Akademia Pana Kleksa”, a także kontynuacjach takich jak „Podróże Pana Kleksa”, „Pan Kleks w kosmosie”, czy „Tryumfy Pana Kleksa”, stworzył właśnie Piotr Fronczewski.Pierwsza z czterech produkcji, dziś uchodzących za kultowe filmy czasów PRL, została zrealizowana w 1983 roku. Reżyserem był Krzysztof Gradowski a muzykę do tego filmu skomponował Andrzej Korzyński.„Akademia Pana Kleksa” to historia 12-letniego niesfornego Adasia Niezgódki. Chłopiec zostaje umieszczony w tytułowej akademii wraz z dwudziestoma trzema innymi chłopcami, których imiona zaczynają się na literę A. Opiekuje się nimi pan Kleks oraz jego pomocnik szpak Mateusz.Jak to w baśniach bywa, życie Akademii zostaje zakłócone przez intrygę czarnego charakteru, czyli Filipa Golarza. To on podrzuca do Akademii własnoręcznie stworzoną mechaniczną lalkę, Adolfa. Robot sieje zamęt i wkrada się na strych, do którego wstęp jest zakazany. Pan Kleks rozmontowuje lalkę, a gdy Filip atakuje Akademię, Pan Kleks zamienia go w guzik. Podnosi go Adaś. Gdy to robi szpak Mateusz zamienia się w pisarza Jana Brzechwę, który daje Adasiowi nadzieję na ponowne spotkanie z panem Kleksem.Oprócz Piotra Fronczewskiego w filmie tym zagrała plejada gwiazd m.in. Leon Niemczyk, Irena Karel, Henryk Bista, czy Zbigniew Buczkowski. Mało brakowało a Piotr Fronczewski nie byłby Panem Kleksem. Okazuje się, że reżyser wstępnie planował obsadzenie w tej roli Jana Kobuszewskiego. Aktor odmówił udziału w tym projekcie ze względu na problemy ze zdrowiem.Uważałem wtedy, że jestem za młody, by zagrać Kleksa, może dopiero teraz byłbym odpowiednio stary – mówił Fronczewski w rozmowie z „Faktem”. Tamten Pan Kleks powstawał w czasie stanu wojennego. Nie było desek, gwoździ i farb, a trzeba było bajkę wyczarować – wspominał. Po ponad 40 latach dołączył do obsady nowej wersji „Akademii Pana Kleksa”, w której w główną rolę wcielił się Tomasz Kot. Piotr Fronczewski tym razem zagrał doktora Paj-Chi-Wo.Czytaj także: Zachwycił nawet zagraniczne gwiazdy. Tak smakował fast food PRL-uB jak Borewicz, którym Fronczewski nie zostałO ile rola Pana Kleksa nie przepadła Piotrowi Fronczewskiemu, a wręcz zrządzeniem losu stała się jedną z najbardziej jego rozpoznawalnych kreacji, o tyle roli w kultowym serialu czasów PRL, jakim był „07 zgłoś się” aktor odmówił.Ostatecznie główną rolę porucznika Sławomira Borewicza zagrał Bronisław Cieślak, ale reżyser serialu, czyli Krzysztof Szmagier początkowo myślał o dwóch innych gwiazdach polskiej kinematografii. Jedną był Jan Englert, drugą właśnie Piotr Fronczewski. Dlaczego aktor odmówił? Jak wspominał Szmagier, podobno bał się syndromu Klossa z serialu „Stawka większa niż życie”. Nie chciał być kojarzony jako aktor jednej roli.To nie przeszkodziło mu, by w „07 zgłoś się” pojawić się aż trzy razy. Najbardziej zapamiętanym wcieleniem Fronczewskiego w tej produkcji jest cyniczny Robert Walasek z 14. odcinka zatytułowanego „Hieny”. Ta postać to kierownik ośrodka wczasowego, który prowadzi zakonspirowany dom publiczny. Widzowie, ale też koledzy po fachu, zazdrościli mu sceny, w której kieruje motorówką a na jej dziobie leży Grażyna Szapołowska wcielająca się w postać Lidii Doreckiej.Poza tym Piotr Fronczewski pojawił się jeszcze w 15. odcinku, czyli „Skok śmierci”, gdzie zagrał mało znaczący epizod – mężczyznę przy stoliku w klubie „Aktora”, ale już w 19., czyli „Zamknąć za sobą drzwi” – rolę większą nawet od Bronisława Cieślaka, czyli porucznika Pawła Kopińskiego. Ciekawostką jest, że odcinek ten trafił na ekrany kin jako niezależna fabuła.E jak epizodyPiotr Fronczewski ma niekwestionowaną umiejętność błyszczenia na ekranie nie tylko grając główne role, ale również epizody. Tak było z jego udziałem w filmie „Ziemia obiecana” w reżyserii Andrzeja Wajdy z 1974 roku.Główne role trzech przyjaciół – Maksa, Karola i Moryca zagrali w tej produkcji Daniel Olbrychski, Wojciech Pszoniak i Andrzej Seweryn. Fronczewski musiał się zadowolić rolą praktykanta Van Horna. Nie przeszkodziło mu w tym, by zwrócić na siebie uwagę widza. W scenie, która trwa około 3 minut, grana przez niego postać wpada w szał i wykrzykuje do Hermana Bucholca (w tej roli Andrzej Szalawski), który bezwzględnie traktuje swoich pracowników, słowa „Proszę mi nie przerywać”.– Cały mój udział to był jeden dzień zdjęciowy. Przyjechałem porannym pociągiem do Łodzi, zameldowałem się w atelier. Kostium, charakteryzacja, chwila rozmowy i marsz na plan. Zagrałem, co było do zagrania, wszystkiego chyba raptem ze dwa duble i rach-ciach wróciłem do Warszawy na wieczorne przedstawienie. Rutyna – mówił o tym epizodzie Fronczewski.– Oczywiście, cieszę się, że zagrałem w tym filmie, uważam go za, kto wie, czy nie najlepszy w dorobku Wajdy. Pamiętam, że gdy zadzwoniła do mnie producentka pani Barbara Pec-Ślesicka z propozycją tej roli, byłem pełen entuzjazmu. Nie wahałem się ani chwili, mimo że byłem wówczas koszmarnie zapracowany w teatrze. To było krótkie, lecz ciekawe i intensywne doświadczenie, bo Wajda okazał się reżyserem z gatunku, który określam mianem "halucynogennych" – wspominał.Czytaj także: Agata Młynarska szczerze o wewnętrznej walce. „Do niczego się nie nadajesz”K jak „Konsul”Czesław Wiśniak to kolejna główna rola, z której widzowie zapamiętali Piotra Fronczewskiego. Zagrał ją w filmie „Konsul” w reżyserii Mirosława Borka.Pierwowzorem protagonisty filmu był Czesław Śliwa, właściwie Jacek Silber. Od wczesnej młodości zajmował się oszustwami, podszywając się pod różnych inżynierów za pomocą sfałszowanych dokumentów, za co kilkakrotnie trafiał do więzienia. Jego największym osiągnięciem było założenie we Wrocławiu jesienią 1969 roku fałszywego konsulatu Austrii, gdzie przez trzy miesiące udawał konsula austriackiego, oszukując lokalne władze, hotele i obywateli, wyłudzając przy tym setki tysięcy złotych.Jego mistyfikacja została zdemaskowana, gdy dyrekcja hotelu „Monopol” skontaktowała się z austriacką ambasadą w Warszawie w sprawie nieopłaconych rachunków. Fronczewskiemu w filmie opartym na prawdziwej historii partneruje Maria Pakulnis w roli Anki, która jest jego kochanką, a także m.in. Henryk Bista, Ryszard Kotys czy Jerzy Bończak.P jak „Proszę państwa…”Czasem wystarczy jedno zdanie, by zapisać się w pamięci widzów. Taki epizod na swoim koncie ma również Piotr Fronczewski. W kultowym filmie „Znachor” z 1981 roku w reżyserii Jerzego Hoffmana główną rolę profesora Rafała Wilczura vel Antoniego Kosiby gra Jerzy Bińczycki.Fronczewski wciela się w postać profesora Dobranieckiego i pojawia się na ekranie dosłownie na kilka chwil, ale jakich! W jednej z końcowych scen – procesu tytułowego „Znachora”, to właśnie on rozpoznaje, kim jest skazany a z jego ust padają słynne słowa „Proszę Państwa, Wysoki Sądzie. To jest profesor Rafał Wilczur”. Jednym słowem są takie sceny, o których ciągle się pamięta i które „robią robotę”.Czytaj także: Kondrat wspomina młodych braci Kaczyńskich: Grali głównie w wojnyS jak SzpicbródkaTa rola była dla Piotra Fronczewskiego szansą, którą wykorzystał w stu procentach. Mieczysław Jahoda oraz Janusz Rzeszewski, czyli twórcy filmu „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy” obsadzili go w roli tytułowego bohatera, czyli Freda Kampinosa vel Szpicbródki.Inspiracją dla filmu była działalność Stanisława Cichockiego, przedwojennego polskiego kasiarza (złodzieja zawartości kas pancernych). Główny bohater „Szpicbródki” zjawia się w teatrzyku rewiowym „Czerwony młyn”, któremu grozi bankructwo. Oferuje swoją pomoc w ratowaniu tego miejsca, ale jego „dobroduszność” ma drugie dno. Kupuje teatr, by dokonać ostatniego skoku w swojej karierze i przez piwnice dostać się do znajdującego się obok banku. Szpicbródka angażuje się emocjonalnie w spektakl, który przygotowują jego pracownicy a w międzyczasie zakochuje się w jednej z aktorek – Ance. W tej roli partnerowała Fronczewskiemu rewelacyjna Gabriela Kownacka. Po latach ta para aktorska spotkała się jako małżeństwo w serialu „Rodzina zastępcza”.F jak Franek Kimono– Ja nie przywiązuję żadnej wagi do swojego śpiewania. Ono ma charakter przypadkowy, wyrywkowy. Ja nie uważam się za aktora śpiewającego – niech mnie ręka boska broni i uwolni od tej nomenklatury. Nie umiem śpiewać, nie szkoliłem się szczególnie w tym kierunku. Ja sobie „radzę”, nie śpiewam – tak bym to określił. Dysponuję jakimś standardowym wyposażeniem słuchowo-wokalnym i to jest wszystko. Nie mam ambicji śpiewaczych, piosenkarskich – mówił Fronczewski w rozmowie z „Dziennikiem Teatralnym”.Nie da się nie wspomnieć o jednym, nieco aktorskim, ale głównie muzycznym jego wcieleniem. Chodzi rzecz jasna o wykreowanego w 1983 roku Franka Kimono. Tak jak „Mydełko Fa” w wykonaniu Marka Kondrata i Marleny Drozdowskiej, tak i ten projekt, miał być parodią muzyki disco. Tak się stało, że okazała się hitem. Fronczewski wydał pod tym pseudonimem aż cztery płyty: Franek Kimono, Franek Kimono i goła prywatka, Drugie wejście smoka i Toczy się życie (powrót mistrza).Pochodzą z nich takie przeboje jak „King Bruce Lee karate mistrz” czy „Pola Monola+Coca Cola”. Ponad 20 lat później pojawił się gościnnie w utworze „W aucie”, który nagrali raperzy Sokół i Pono. Nie ukrywali, że utwór ten był pisany właśnie pod Fronczewskiego. – To klasa człowiek. Zupełnie normalny, naturalny. Do studia przyjechał w dresie – wspominał tę współpracę Sokół.Piotr Fronczewski w jednym z wywiadów stwierdził, że „należy do aktorów gorszego sortu”. – Jestem człowiekiem wstydliwym i przepraszam bardzo, skromnym. Jestem niepewny siebie i w jakiś sposób mało odważny – mówił w rozmowie z Wirtualną Polską.Czytaj także: „Był aktorem charakterystycznym”. Bogumił Kobiela przewidział własną śmierć?Jego fani i miłośnicy mają raczej odmienne zdanie. Chyba żaden polski aktor nie doczekał się cytatu na swój temat, który pada w filmie „Miś” Stanisława Barei i na stałe wpisał się do języka potocznego. Brzmi on tak: „Oni chyba wszyscy poszaleli! Fronczewskiego chcę ze mnie zrobić! Tu mnie Janek do filmu namówił... ten mnie do Londynu ciągnie... Przecież ja nie mam do tego głowy. Oszaleli... Jeszcze aktorkę muszę mu znaleźć”.