Subiektywny tydzień Zawioły. Tygodnie, w których ważniejsze od polityki stają się wydarzenia sportowe i kulturalne, są tygodniami szczęśliwymi. Taki tydzień właśnie się kończy i przyjemnie jest o nim pisać. Przede wszystkim subiektywnie. – Maja Chwalińska została wicemistrzynią French Open, ale równie dobrze możemy użyć zdania „Maja Chwalińska wygrała French Open”, bo to właśnie ona jest największą beneficjentką tego turnieju. Ta historia ma co najmniej kilka niezwykle ciekawych wątków.1. Maja Chwalińska ma swoją, dość trudną historię. Dotknęła ją depresja, przez którą tenisistka zawiesiła karierę i jej kontynuacja stała pod znakiem zapytania. Nie była wtedy na topie. Tak naprawdę nigdy nie była na szczycie. Do tej pory była co najwyżej czwartą rakietą w kraju. Zawsze za Igą, dwiema Magdami i czasem także Kasią (Kawą). Maja zawsze musiała przebijać się przez kwalifikacje, które nie dość, że są kilkuetapowe, to jeszcze po nich trafia się na teoretycznie silniejsze rywalki od razu w pierwszej rundzie turnieju głównego. To między innymi dlatego największym sukcesem Mai był awans do drugiej rundy na kortach Wimbledonu. 2. Te nieliczne sukcesy na głównych światowych kortach odbijają się też na finansach. Kilka wypowiedzi Chwalińskiej po przejściu kolejnych rund Rolanda Garosa pokazało z czym zmaga się team poza kortem. Menedżer otwarcie twierdzi, że każda kolejna runda jest zwykle szansą na przetrwanie i możliwość startu w kolejnych turniejach. Maja z kolei martwiła się, że nie będzie miała czym opłacić swojego dłuższego pobytu w Paryżu (nagrody finansowe wypłacane się po zakończeniu turnieju). Taki jest polski sport.3. Maja Chwalińska wypracowała swój styl gry i poruszania się po korcie. Nie musimy już powtarzać tyle razy, że nie dawano jej z tego powodu szans na sukces. To nie pierwszy taki przypadek. Nawet Adam Małysz był skazywany na niebyt w skokach narciarskich. Jej styl gry jest znany rywalkom, ale wciąż niewygodny. Bo znać styl przeciwniczki nie oznacza automatycznie znalezienia sposobu na jej pokonanie. Na boiskach piłkarskich wszyscy wiedzieli, że holenderski gracz Arjen Robben najczęściej zbiega z piłką do środka i oddaje strzał lewą nogą, a jednak wielu przeciwników wciąż dawało się na to nabrać. Podobnie jest z Chwalińską. W Paryżu poradziła sobie dopiero Mirra Andriejewa.4. Zaczyna się właśnie Majomania, taka jaką była Małyszomania, Lewomania i Igomania. Jak zwykle w takich sytuacjach nie znamy granic w uwielbieniu. Mamy tak niewiele sportowych powodów do pełnej dumy, że kiedy już takowy się pojawia, nie mamy umiaru. Oby tylko Maja wytrzymała ten napór miłości narodowej. Jednocześnie chwilowy spokój dostała od losu Iga Świątek, która nadal jest najlepszą polską tenisistką, plasującą się na trzecim miejscu w rankingu WTA, a którą spotyka krytyka za to, że nie jest liderką.5. Chwalińska w drodze od kwalifikacji do finału pokonała trzy Francuzki i dwie Rosjanki. O jej bataliach z tymi dwie ostatnimi mówi się jednak najwięcej, tak jak o całej grupie rosyjskich i białoruskich tenisistek, których, według wielu, nie powinno być w Paryżu i na innych zawodowych kortach. Bo to nie jest już samo milczenie. Diana Sznajder nie ukrywa swojego poparcia dla rosyjskiej agresji na Ukrainę. W 2025 roku ona i Mirra Andriejewa przyjęły zresztą order z rąk Władimira Putina.Czytaj też: Chwalińska po finale. „Paryż na zawsze zostanie w moim sercu”*– 63. Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu przechodzi do historii. To inny festiwal niż ten sprzed dwudziestu, trzydziestu lat. Nie lepszy, nie gorszy, po prostu inny. Do tamtych historycznych mamy sentyment, bo Anna Jantar, bo Zbigniew Wodecki, bo Kora, bo nawet Justyna Steczkowska. Dziś o sentymencie jeszcze mowy być nie może, dlatego łatwiej ocenić poziom z każdej perspektywy.Festiwal to potężne przedsięwzięcie, przy którym pracuje mnóstwo fachowców. Każdy z nich wie dokładnie jaką pracę ma do wykonania, dlatego wszystko jest perfekcyjne, obliczone, zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. I przede wszystkim wymyślone. Każdy z pomysłów trafiony w punkt – od wspomnienia tych, którzy odeszli w ostatnim roku, przez „Jedno podwórko” po koncert „Autobiografia”.Sama muzyka to kwestia gustu, zwłaszcza w „Debiutach” i „Premierach”. Konkursy mają to do siebie, że gromadzą utwory i artystów, którzy muszą się choćby w najmniejszym stopniu przypodobać i robią to z pewną dozą stresu i napięcia. Żaden z utworów zaprezentowanych w tych dwóch konkursach nie wydaje się posiadać potencjału utworu kultowego na wiele lat. Ale być może za pięć, dziesięć lat, odbiór będzie zupełnie inny. Teraz trudno im konkurować z utworami uznanymi już za legendarne, takimi jak te, które pojawiły się w brawurowym koncercie z okazji 80-lecia urodzin Bogdana Olewicza.Nie był to zresztą jedyny koncert jubileuszowy. Swoje święto miały Ania Wyszkoni i Justyna Steczkowska. Te dwa występy były z innego świata niż ten sygnowany tytułem hymnu Perfectu „Autobiografia”. Czasem pojawia się pytanie po co iść z duchem czasu i tworzyć show wizualne, skoro sama muzyka obroniłaby się bez trudu. I nie byłoby to pójście na łatwiznę. Byłoby to oddanie hołdu genialnym utworom, na przykład tym z płyty „Dziewczyna szamana” Steczkowskiej.Czytaj też: Z festiwalu na wielkie sceny. „Nie zawsze ci, co wygrywają, robią kariery”*– Polska polityka została w tym tygodniu przyćmiona długim weekendem, festiwalem i wyczynem Mai Chwalińskiej. To dobra wiadomość. Spór o Order Orła Białego nadal jednak jest aktualny. Prezydent proponuje odebranie tego odznaczenia Wołodymyrowi Zełeńskiemu, koalicja rządząca jest w tej sprawie bardziej stonowana, uważając, że to przesada. Przypomnijmy, prezydent Ukrainy nadał jednej z jednostek wojskowych imię bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii, która odpowiada m.in. za mordowanie Polaków na Wołyniu. Od tej niefortunnej, w rozumieniu Polaków, decyzji, rozpoczął się kryzys w polsko – ukraińskich relacjach.Dużo ciekawszym posunięciem Zełeńskiego jest jego list do Władimira Putina, który pokazuje, której ze stron zależy na zakończeniu wojny. Na pewno też reakcja rosyjskiego przywódcy pokazuje całemu światu, że nie ma on w głowie pokoju. Według niego wojna będzie mogła się zakończyć po osiągnięciu celów Rosji. Jednym z nich jest oddanie przez Ukrainę całego Donbasu. To cena jakiej Ukraińcy płacić nie mają zamiaru, a świat ma kolejny dowód na to, że Putin chce wojny, nie pokoju.*– Tymczasem Rosja wystosowała komunikat informujący, że podpisana zostanie umowa między Rosją a USA w sprawie budowy tunelu pod cieśniną Beringa. Nie jest to świeży pomysł, w dodatku dobry. Tyle że nie na czas wojny. Nie na czas, w którym Rosja powinna zostać odcięta od świata. Łączenie jej z kontynentem Amerykańskim jest stawianiem biznesu nad sprawy pokoju na świecie. Jakkolwiek patetycznie by to mogło zabrzmieć, jest to stwierdzenie prawdziwe. Biznesy z Rosją w obecnej rzeczywistości jest, delikatnie mówić, nadużyciem i działaniem wbrew interesowi świata i logice.Ciąg dalszy nastąpi za tydzień…