USA dementują. Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) pochwalił się atakami ostrzegawczymi na amerykańskie okręty wojenne w Zatoce Omańskiej. USA twierdzą, że nie doszło do takich ostrzałów. Irańska Gwardia Rewolucyjna poinformowała o wystrzeleniu serii pocisków ostrzegawczych Qadir i dronów Shahed Danesh w kierunku pary amerykańskich niszczycieli rakietowych klasy Arleigh Burke – USS Mason (DDG-87) i USS Truxtun (DDG-103).Atak miał mieć miejsce w Zatoce Omańskiej, zmuszając wrogie okręty do wycofania się w stronę Oceanu Indyjskiego. Zobacz również: Pokoju nie będzie. Kolejna wymiana ognia w Zatoce PerskiejUSA dementują informacje o atakuKilka godzin później pojawiło się oświadczenie Dowództwa Centralnego Stanów Zjednoczonych (CENTCOM).„Siły irańskie NIE zaatakowały ani nie oddały strzałów w kierunku okrętów wojennych US Navy. Uczynienie tego byłoby rażącym naruszeniem rozejmu. Siły USA nadal swobodnie operują na wodach regionalnych, jednocześnie w pełni egzekwując trwającą blokadę przeciwko Iranowi” – zaznaczono w oświadczeniu. Prezydent USA Donald Trump przyznał w czwartek w rozmowie z mediami w Gabinecie Owalnym, że gdyby w wyniku działań Teheranu zginęli amerykańscy żołnierze, wznowiłby operację zbrojną przeciwko Iranowi. – Jeśli zabiliby amerykańskich żołnierzy, myślę, że zrobiłbym to bardzo szybko – ocenił.Przekazał też, że byłby gotów spotkać się z nowym najwyższym przywódcą Iranu Modżtabą Chameneiem, jeśli stronom udałoby się osiągnąć porozumienie kończące wojnę. – Nie chcę się spotykać. Ale gdybym miał się spotkać, byłbym zaszczycony takim spotkaniem. Chciałbym zobaczyć, czy uda nam się zawrzeć umowę, ale jeśli ją zawrzemy, możliwe, że bym się z nim spotkał. Nie miałbym nic przeciwko temu – podkreślił prezydent.Zobacz także: Iran ostrzelał międzynarodowe lotnisko. Są poszkodowani